Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Channel Catalog


Channel Description:

Zapomniani Bohaterowie

(Page 1) | 2 | 3 | .... | 11 | newer

    0 0

    5. Rajd śladami żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK - 24-28 sierpnia 2013 r., Śledzianów – Narewka



    Po raz kolejny Stowarzyszenie Historyczne im. Danuty Siedzikówny "Inki" zaprasza do udziału we wspólnym odkrywaniu podlaskiej części historii Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej.

    Szlak 5. Rajdu połączy dolinę Bugu z Puszczą Białowieską. W linii prostej to ok. 100 km. Tegoroczna marszruta zostanie rozplanowana na trasy czterech szwadronów i z pewnością suma poszczególnych odcinków będzie kilkakrotnie większa. Każdy więc będzie mógł zdobyć wyobrażenie wysiłku jaki podejmowała 15-letnia Danusia Siedzikówna, która dziennie potrafiła pokonać trasę z Narewki do białostockiego więzienia gestapo gdzie spotykała się ze swoją mamą aby na noc wrócić do domu.

    W poprzednich latach koncentrowaliśmy uwagę uczestników wokół dowódców poszczególnych szwadronów. Rok 2013 poświęcamy Dziewczynom z 5. Wileńskiej. Rozpoczniemy od zapoznania się z rotą przysięgi składanej przez Żołnierzy AK i NSZ by zakończyć refleksją nad słowami: "...powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba...".

    Osoby oraz grupy zainteresowane udziałem w 5. Rajdzie Śladami Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK prosimy o kontakt z organizatorami celem zdobycia wzorów kart zgłoszeniowych i regulaminu.

    W roku 2013 wprowadzamy nowy element regulaminu jakim jest obowiązek używania jako odzieży wierzchniej sortów mundurowych. Jest to podyktowane założeniem szkoleniowym, które pragniemy w bieżącym roku zrealizować.
    Po raz pierwszy też ograniczamy liczbę uczestników do 80 osób. Przy tworzeniu list poszczególnych szwadronów będziemy brali pod uwagę kolejność zgłoszeń.

    • Zgłoszenia przyjmujemy do 15 lipca 2013 r.
    KONTAKT:


    Źródło: www.inka.org.pl>
    Strona główna>


    0 0

    Obchody 67. rocznicy śmierci mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika"

    Zarząd Koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Rykach serdecznie zaprasza na uroczystą Mszę Św. w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela w Rykach w 67. rocznicę tragicznej śmierci mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika” oraz poległych i żyjących jego żołnierzy w dniu 23 czerwca 2013 r. (niedziela) o godz. 12.00.

    Program uroczystości:

    • godz. 11.45 – odprawa pocztów sztandarowych,
    • godz. 12.00 – uroczysta Msza Święta,
    • godz. 13.15 – przejazd do Piotrówka i Zalesia w celu złożenia wieńców oraz kwiatów pod pomnikami,
    • złożenie w Piotrówku przysięgi przez strzelców Związku Strzeleckiego Oddział Puławy im. 15 Pułku Piechoty „Wilków”
    • spotkanie koleżeńskie w Zalesiu (w dawnym domu rodzinnym Bernaciaków).
    Wszelkie informacje odnośnie organizacji uroczystości udzielane są pod numerem telefonu 509-629-213 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej: kontakt@rykiak.pl
    67 lat temu, 24 czerwca 1946 roku, podczas próby przebicia się przez kordon obławy UB-KBW koło wsi Piotrówek na Lubelszczyźnie, zginął major Marian Bernaciak ps. "Orlik" , dowódca Inspektoratu WiN Puławy oraz dowódca zgrupowania oddziałów  partyzanckich WiN w Inspektoracie Rejonowym "Puławy".

    Mjr Marian Bernaciak "Orlik"

    Wraz z żołnierzami ochrony osobistej wracał z odprawy dowództwa Inspektoratu Wolność i Niezawisłość Puławy do swojego zgrupowania stacjonującego koło wsi Hordzieżka w powiecie łukowskim. 20 kilometrów przed celem grupa zatrzymała się na skraju wsi Piotrówek, aby podkuć konia u kowala Jana Pyrki. O podejrzanych gościach sołtys Jan Maraszek, za pośrednictwem syna kowala, powiadomił posterunek MO w pobliskim Trojanowie i oddział żołnierzy z 1. DP w Więckowie, którzy patrolowali teren przed zbliżającym się referendum. Zorganizowano zasadzkę. Jedna grupa wkroczyła do wsi, a druga zablokowała przewidywaną drogę ucieczki do pobliskiego lasu.
    Partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia, ale tylko dwóm udało się wyrwać z kotła. Dwóch wpadło w ręce UB, natomiast "Orlik" wraz z n/n "Ogarkiem", polegli.

    Pośmiertna fotografia mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika", wykonana przez ubeków dnia 24 czerwca 1946 r.

    Ciało"Orlika" ubecy zabrali do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa na Pradze w Warszawie. Tam przez kilka dni upewniali się, czy to on, sprowadzając do jego zwłok więzionych rodziców i podkomendnych. Jedną z nich była Halina Rybakowska "Iskierka", która tak zapamiętała ostatnie spotkanie ze swoim dowódcą:
    "W wielkiej świetlicy ułożono go na deskach podwyższonych w górnej części ciała. Twarz była czysta i spokojna, wyglądał jakby spał, ręce miał ułożone wzdłuż ciała, lewa była pokrwawiona i poszarpana pociskiem dum-dum, prawa zupełnie czysta. Miał na sobie zielonkawą kurtkę o kroju wojskowym i bryczesy. Zaszokowały mnie jego bose stopy, z palcami nadgryzionymi przez szczury. Sala była wypełniona przez wysokiej rangi umundurowanych, obwieszonych orderami - mundury polskie i ruskie. Żołnierzy "Orlika" zwożono z różnych więzień i aresztów, doprowadzono też jego rodziców w celu zidentyfikowania go. Modlitwą i łzami pożegnałam swojego dowódcę."

    Krzyż w miejscu śmierci mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika"


    Ciało majora Mariana Bernaciaka "Orlika" pokazano rodzinie, a następnie - starając się zabić także pamięć po nim - ukryto. Pogrzebano go tam, gdzie leżeli inni skrytobójczo pomordowani przez NKWD i UB - na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, w kwaterze 45 N. Przez dziesięciolecia była tam jedynie studnia, błoto, wysypisko śmieci i szalety.
    Dopiero w latach siedemdziesiątych udało się rodzinom pomordowanych dowiedzieć, gdzie leżą ich bliscy. Bardzo duża w tym dziele jest zasługa  brata mjr. "Orlika", Lucjana Bernaciaka. Po dziesięciu latach usunięto bezczeszczące groby szalety, postawiono brzozowy krzyż, który jednak bardzo szybko został zniszczony przez "wandali".

    Minęło kolejne dziesięć zanim upadł PRL i wyrażono zgodę na zbudowanie "Pomnika Więźniów Politycznych Straconych w latach 1944 - 1956" . Po wielu staraniach i kłopotach pomnik odsłonięto 15 września 2001 roku.
    26 czerwca 2005 roku w Zalesiu koło Ryk, przed domem, w którym urodził się„Orlik” miała miejsce uroczystość odsłonięcia i poświecenia pomnika poświęconego majorowi Marianowi Bernaciakowi.

    GLORIA VICTIS !!!


    Pomnik mjr Mariana Bernaciaka ps. "Orlik" w Zalesiu. Wyryta w kamieniu inskrypcja głosi: " A jeśli komu droga otwarta do nieba, tym, co służą ojczyźnie" Pieśń XII Jan Kochanowski./ W HOŁDZIE URODZONEMU W ZALESIU 6 MARCA 1917 R. MJR. MARIANOWI BERNACIAKOWI "ORLIKOWI" / Obrońcy ojczyzny we wrześniu 1939 r. / Organizatorowi ZWZ-AK w podobwodzie Dęblin-Ryki / Dowódcy OPI/15 PP "Wilków" Armii Krajowej / Komendantowi zgrupowań partyzanckich WiN w  inspektoracie Puławy / POLEGŁEMU W WALCE O NIEPODLEGŁĄ POLSKĘ 24 CZERWCA 1946 R. / Społeczeństwo powiatu ryckiego 26 czerwca 2005 r. 

    Pomnik w Zalesiu.

    Pomnik w okolicach miejsca śmierci mjr. "Orlika". Napis na pomniku brzmi: NA TYCH POLACH POLEGŁ MJR MARIAN BERNACIAK "ORLIK" / KOMENDANT ODDZ. PARTYZ. ZGRUPOWANIA 15 PP "WILKÓW" AK / KMDT GRUP DYW. I O.P. WIN.

    Więcej na temat mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika" czytaj:
    Obejrzyj na youtube:
    Strona główna>

    0 0

    65. rocznica śmierci ppor. Tadeusza Zielińskiego "Igły"


    Ppor. Tadeusz Zieliński ps. "Igła".

    65 lata temu, 24 czerwca 1948 r., otoczony i ranny, rozerwał się granatem ostatni dowódca polowy oddziału partyzanckiego wywodzącego się ze Związku Zbrojnej Konspiracji, ppor. Tadeusz Zieliński „Igła”.

    Był on jednym z najbardziej zdeterminowanych w walce żołnierzy antykomunistycznego podziemia na Kielecczyźnie. O żadnej innej zbrojnej grupie podziemia, funkcjonującej w latach 1947-1948 na tamtejszym terenie, nie mówiono w kręgach władzy komunistycznej z taką obawą i respektem jak o oddziale „Igły”. Swoisty hołd oddał mu płk UB Stanisław Wałach, który w swoich wspomnieniach z okresu „utrwalania władzy ludowej” nazwał ppor. „Igłę” nieugiętą bestią.

    Więcej informacji o ppor. "Igle" w artykule:


    Pomnik odsłonięty 7 kwietnia 2012 r. w miejscowości Dzierzkówek Stary,  gm. Skaryszew, poświęcony żołnierzom wyklętym wywodzącym się z terenu gminy Skaryszew, m.in. z oddziału ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”, którzy oddali swojeżycie w latach 1945-1954 walcząc z komunistycznym zniewoleniem.

    Strona główna>

    0 0

    Zakończono renowację obelisku kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Kijanach
                      
    Teraz młode pokolenie, przyszła na nas kolej,
    nie chcę żyć w cieniu pomników Armii Czerwonej...

    Tadeusz Polkowski (Tadek Firma Solo), "Powstanie"

    W imieniu "Narodowej Łęcznej" miło mi jest poinformować o zakończeniu renowacji obelisku kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" na cmentarzu parafialnym w Kijanach.

    Pomnik w Kijanach przed renowacją.



    Prace renowacyjne nad obeliskiem były już trzecim wspólnym projektem odnowy pomników przeprowadzonym przez działaczy Narodowej Łęcznej i kibiców Górnika Łęczna. Obelisk w Kijanach postawiono ok. 20 lat temu dla upamiętnienia bohaterskiego czynu żołnierzy kpt. Zdzisława Brońskiego ps. "Uskok" oraz ppor. Kazimierza Głowackiego ps. "Bartosz". Pierwszy i zarazem jedyny atak na pomnik odbył się niecały miesiąc po jego odsłonięciu. Został oblany przez nieznanego sprawcę czerwoną farbą.  Wraz z upływem lat oraz pod wpływem warunków atmosferycznych zaczął jednak niszczeć. Przez ten okres nie był poddawany żadnej gruntownej renowacji i dlatego wygląd jego w ostatnim czasie nie był najlepszy.






    Renowacja obelisku zajęła sześć dni. W ramach tego projektu odnowiono monument, ogrodzenie oraz została położona płyta chodnikowa wokół cokołu. Ważnym elementem prac było także usunięcie farby z kamienia, mchu i porostów. Odrestaurowany został także krzyż, orzeł i znajdująca się pod kamieniem tablica, którą odmalowano, a  litery zostały pokryte złotą farbą. Dzięki temu tekst staje się bardziej wyraźny i czytelny. Całkowity koszt prac wyniósł 700 złotych. Po renowacji obelisk zyskał zupełnie nową kolorystykę i swój dawny blask. W przyszłym roku planujemy ciąg dalszy projektu związanego z renowacją pomników.







    Nasze działania niejednokrotnie spotkały się z dużym zainteresowaniem i poparciem, co jeszcze bardziej motywuje nas do działania - mówią członkowie Narodowej Łęcznej. To dowód na to, że akcje, które dotychczas zostały przeprowadzone są sumą wysiłków wszystkich osób skupionych wokół grupy Narodowa Łęczna, ich talentów, czasu, pracy i wielkiego zaangażowania.



    Poniżej dotychczasowe działania łęczyńskich patriotów związane z renowacją pomników:

    Źródło: Narodowa Łęczna>
    Strona główna>


    0 0

    Odsłonięcie obelisku pamięci Żołnierzy Wyklętych – 10 lipca 2013 r., Rynek w Dębicy



    10 lipca 2013 roku o godz. 16.30 na dębickim Rynku odsłonięty zostanie obelisk upamiętniający Żołnierzy Wyklętych Polskiego Podziemia Niepodległościowego. Będzie on upamiętniał trzech członków oddziału leśnego Narodowych Sił Zbrojnych Jana Stefki "Mściciela" straconych na Rynku w Dębicy 10 lipca 1946 roku: Józefa Grębosza "Pszczółkę", Józefa Kozłowskiego "Mruka" i Franciszka Nostra "Bukieta".

    Uroczystość rozpocznie wystąpienie burmistrza Pawła Wolickiego. Następnie słowo o żołnierzach podziemia antykomunistycznego wygłosi historyk Maciej Małozięć. Genezę powstania obelisku przedstawi wiceburmistrz Mariusz Trojan, a z programem zatytułowanym Sny niespełnione powstaną z mogił wystąpi Młodzieżowa Grupa Safo z Miejskiego Ośrodka Kultury.
    Jeszcze przed odsłonięciem obelisku wystąpi świadek egzekucji. Uroczystość na Rynku zakończy apel poległych i złożenie wieńców i wiązanek kwiatów.
    Tego samego dnia o godz. 18 w kościele św. Jadwigi odprawiona zostanie msza św. w intencji bohaterów Polskiego Podziemia Niepodległościowego.


    Egzekucja na Rynku w Dębicy była przedostatnią publiczną egzekucją w Polsce, która w 1946 roku szerokim echem odbiła się w całej Europie. Na Rynku w obecności setek ludzi przybyłych na cotygodniowy targ, stracono trzech członków Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Jana Stefki "Mściciela".

    Oddział "Mściciela" powstały w drugiej połowie 1945 r., a w początkach 1946 r. liczący ok. 35 osób, działał na terenach powiatów: rzeszowskiego, brzozowskiego, krośnieńskiego i dębickiego. W lutym 1946 r. jego ludzie zabili w okolicach Borku Wielkiego koło Sędziszowa Małopolskiego napotkanych przypadkowo dwóch funkcjonariuszy PUBP z Dębicy: Walentego Dzięgiela i Stanisława Kosydara. Miesiąc później "Mściciel" zorganizował akcję w Przecławiu, gdzie zaatakował plebanię i majątek dworski (wtedy już upaństwowiony), skąd zabrał m.in. srebra rodowe Reyów, żywność i konie. Gdy oddział wracał przez Dębicę w lasy jasielskie, o przemarszu dowiedział się Urząd Bezpieczeństwa. UB, wojsko i milicja ruszyły w pościg. W rejonie wsi Grudna doszło do starcia zbrojnego. Ranny w rękę "Mściciel" uszedł z zasadzki, ale 13 jego ludzi zostało schwytanych, w tym najwyższy stopniem Jan Dąbrowski.

    Rozprawa karna odbyła się w dniach 24 i 25 czerwca 1946 r. przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie w trybie doraźnym. Cała trzynastka, pozbawiona możliwości rzetelnej obrony została oskarżona o przynależność do NSZ, napady rabunkowe na wsie i majątki państwowe, rabunek odzieży, żywności, koni i nierogacizny. Akt oskarżenia objął także zastrzelenie komendanta MO w Domaradzu i dwu funkcjonariuszy UBP w Dębicy, napady i rozbrajanie posterunków MO oraz napotykanych po drodze milicjantów i żołnierzy. Oskarżeni przyznali się do winy, co przy brutalnych metodach śledztw prowadzonych w kazamatach UB dziwić nie powinno.

    Wyroki śmierci zostali skazani Józef Kozłowski, Franciszek Noster, Józef Grębosz, Zygmunt Ząbek i Jan Gomułka. Pozostali dostali wyroki długoletniego więzienia: Jan Dąbrowski i Władysław Rogos po 15 lat, Józef Jantosz 10 lat, Tadeusz Płoaka i Stanisław Froń po 6 lat, Władysław Prajzner 4 lata, T. Gierlach 3 lata i Wł. Wolanin 1 rok.

    Trzech ze skazanych na najsurowszą karę, bezpośrednich sprawców śmierci funkcjonariuszy UB, postanowiono powiesić w Dębicy. Egzekucja odbyła się w środę 10 lipca 1946 r., w dzień targowy, gdy do miasta przyjechało wielu ludzi z okolicznych wsi. Kat - Sylwester Bizon - założył pętlę trzem młodym ludziom. W ten okrutny sposób zakończyli życie: Józef Grębosz, Józef Kozłowski i Franciszek Noster.

    Wyrok wykonano, ale plany władzy obróciły się przeciwko niej. Obserwujący całe wydarzenie ludzie odnieśli się wrogo nie do powieszonych, lecz do katów. Ten brutalny akt zemsty zbulwersował najpierw dębiczan, a później także światową opinię publiczną.

    Sprawa stała się głośna dzięki zdjęciom, zresztą słabej jakości, które zostały wykonane z ukrycia przez Józefa Steca ps. "Jod", wywiadowcę Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Fotografie te zostały wywiezione z Polski przez członków WiN i dotarły do delegatury zagranicznej WiN, następnie zostały wykorzystane w raporcie przygotowanym dla ONZ w sprawie terroru komunistycznego w Polsce.

    Potajemnie wykonane przez Józefa Steca zdjęcie egzekucji w Dębicy 10 lipca 1946 r.

    O tym, jak bardzo opinia publiczna była poruszona i jak tym faktem przejęły się nowe władze świadczy fakt, że sam minister sprawiedliwości Henryk Świątkowski, w wywiadzie dla Dziennika Rzeszowskiego potępił publiczne egzekucje. Przyznał, że były uzasadnione w czasie wojny, ale nie po jej zakończeniu. Ani słowem nie zająknął się ani on, ani dziennikarze na temat egzekucji w Dębicy, chociaż ich reakcja związana była z tym wydarzeniem. Władza wolała się jednak do tego nie przyznać,  w gazetach pisano o egzekucjach hitlerowskich zbrodniarzy, których nie ma już potrzeby uśmiercać w miejscach publicznych. I to nie dlatego, że budzi to opór społeczny.

    Minister Świątkowski wyjaśniał swój sprzeciw tym, że okazało się, iż takie wydarzenia mogą wyzwolić najniższe instynkty ludności. Jeśli dbamy o zdrowie moralne społeczeństwa nie możemy pozwolić na publiczne egzekucje, tym bardziej, że są one filmowane i fotografowane– znowu nie odniósł się do fotografii zrobionej przez Józefa Steca w Dębicy, ale dziś nie ma wątpliwości, że właśnie do niej nawiązywały jego słowa. Można tylko wyobrazić sobie, jak fakt upublicznienia na zachodzie egzekucji na dębickim Rynku zabolał władze komunistyczne, i to na najwyższym szczeblu, skoro sam minister sprawiedliwości zapowiedział zakończenie takich praktyk.


    Wkraczamy już w dziedzinę psychopatologii. Nie chcemy narażać całych środowisk na psychozę naśladownictwa lub litości dla skazanego. Nie będziemy wznawiać wspomnień średniowiecza z publicznymi egzekucjami „na gardle”. Publiczne wykonywanie kary śmierci nie może się już powtórzyć– tłumaczył Świątkowski w wywiadzie dla Dziennika Rzeszowskiego.

    I rzeczywiście, od tego czasu władza ludowa odstąpiła od stosowania publicznych kar śmierci. Tymczasem UB swoimi metodami dowiedziało się, kto jest autorem słynnej dębickiej fotografii i aresztowało jej autora 28 stycznia 1949 roku. Józef Stec został skazany na wieloletnie więzienie, w którym przesiedział kilka lat, aż do "odwilży" w połowie lat pięćdziesiątych.



    Czytaj również:
    Strona główna>

    0 0

    60. rocznica śmierci por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" i jego żołnierzy

    ...Nie dajmy zginąć poległym.
    Zbigniew Herbert

    Por. Wacław Grabowski "Puszczyk" (1916-1953)

    60 lat temu, 5 lipca 1953 roku, w walce z 1300-osobową obławą UB-KBW we wsi Niedziałki zginał dowódca ostatniego patrolu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego działającego na Mazowszu północnym, por. Wacław Grabowski "Puszczyk". Wraz z nim, podczas próby przebicia się przez pierścień okrążenia, poległo sześciu jego żołnierzy.

    Ż ołnierze NZW z patrolu por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" polegli w walce stoczonej 5 lipca 1953 r. z 1300-osobową grupą operacyjną UB-KBW we wsi Niedziałki na Mazowszu . Od lewej leżą: Henryk Barwiński "August", Kazimierz Żmijewski "Jan", Lucjan Krępski "Jastrząb", Feliks Gutkowski "Gutek", Piotr Suwiński "Stanisław", por. Wacław Grabowski "Puszczyk", Antoni Tomczak "Malutki". Zdjęcie wykonane przez UB.

    Wacław Grabowski urodził się 10 grudnia 1916 r. w rodzinie zarządcy majątku Krępa (pow. Mława). W okresie nauki w szkole średniej działał w harcerstwie. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. W okresie okupacji niemieckiej był żołnierzem ZWZ-AK w Obwodzie Mława. Służbę w oddziałach partyzanckich rozpoczął już w 1943 r. Służył w Kedywie (Kierownictwo Dywersji) Armii Krajowej i oddziale partyzanckim ppor. Stefana Rudzińskiego "Wiktora". Po wejściu Armii Czerwonej działał w strukturze Ruchu Oporu Armii Krajowej (ROAK) w ramach batalionu "Znicz" dowodzonego przez kpt. Pawła Nowakowskiego "Łysego" (uczestniczył m.in. w udanej akcji z 2/3 czerwca 1945 r. na PUBP w Mławie, w wyniku której uwolniono 32 więźniów oraz zastrzelono 4 UB-eków).

    Ppor. Stefan Rudziński "Wiktor"

    Po rozwiązaniu oddziału w 1945 r. (tzw. "akcja rozładowywania lasów"Jana Mazurkiewicza "Radosława") "Puszczyk" zdołał przedostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Przez pewien czas służył w Polskich Kompaniach Wartowniczych. Stwierdził jednak, iż jego "miejsce jest w Polsce" i powrócił do kraju. Ponownie podjął działalność konspiracyjną, organizując nieduży oddział partyzancki operujący w powiatach Mława, Przasnysz, Działdowo i Ciechanów.

    Dowodził samodzielnym oddziałem wchodzącym prawdopodobnie w skład 16 Okręgu NZW. Po jego likwidacji nawiązał kontakt z Mieczysławem Dziemieszkiewiczem "Rojem" (zginął 13 IV 1951 r. we wsi Szyszki).
    Jego grupa, działająca w latach 1947–1953, nastawiona była na dotrwanie do zmiany sytuacji politycznej w Polsce i ograniczała swą aktywność do niezbędnej samoobrony i akcji aprowizacyjnych. Głośnym  wyczynem "Puszczyka" było m.in. przebicie się przez zasadzkę bezpieki w październiku 1952 r. w okolicach Konopek (od jego kul padło dwóch oficerów MBP i żołnierz KBW). Od jesieni 1951 r. oddział nie prowadził już żadnych działań dywersyjnych, będąc typową "grupą przetrwania".

    Wycinek mapy okolicy, w której ukrywał się "Puszczyk" i jego żołnierze w 1953 r.

    Do jesieni 1952 r. ukrywał się w przygotowanym uprzednio bunkrze w powiecie działdowskim, a po jego zlokalizowaniu przez resort bezpieczeństwa przeszedł w okolice Mławy, gdzie do lata 1953 r. "melinował" w kolonijnych gospodarstwach miejscowości Niedziałki, u rodzin: Marianny Jeziorskiej, Stanisława Adamczyka i Zygmunta Klimaszewskiego. Ostatnią bazą "Puszczyka" stała się właśnie wioska Niedziałki (gm. Turza Mała), gdzie jego grupa przez wiele miesięcy ukrywała się w gospodarstwie rodziny Jeziorskich. Miejsce ich stacjonowania wydał współpracownik UB Wacław Głuszek (za zdradę wypłacono mu 5000 zł).

    5 lipca 1953 r. gospodarstwo w Niedziałkach, gdzie stacjonowali partyzanci, otoczyła 1300-osobowa grupa operacyjna UB-KBW.
    Dowodzący operacją oficer KBW informował:
    [...] O godz. 15.00 przystąpiono do operacji okrążając zabudowania w momencie nawiązywania styków 2/ch kompanii zamykający pierścień [...] banda w sile 7-miu ludzi podjęła ucieczkę w kierunku lasu, gdzie nie widoczna była obstawa dla niej. W tym czasie została nakryta silnym krzyżowym ogniem z broni maszynowej i obstawy i banda widząc, że jest okrążona zajęła stanowiska w życie, przyjmując obronę, jednocześnie wycofując się w kierunku lasu. W wyniku półtoragodzinnej walki banda została całkowicie zlikwidowana [...]".
    Pomimo tak wielkiej dysproporcji sił partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia, ginąc kolejno w krzyżowym ogniu broni maszynowej. Wraz z por. Wacławem Grabowskim "Puszczykiem", który ostatni nabój przeznaczył dla siebie, poległo czterech jego żołnierzy: Henryk Barwiński "August", Lucjan Krępski "Jastrząb", Piotr Suwiński "Stanisław" i Antoni Tomczak "Malutki". Dwóch ciężko rannych partyzantów - Feliksa Gutowskiego "Gutka" i Kazimierza Żmijewskiego "Jana" - przewieziono do szpitala w Mławie, gdzie zmarli.

    Obelisk w miejscu śmierci por. "Puszczyka" i jego żołnierzy, odsłonięty i poświęcony 8 września 2001 roku. Ufundowali go kombatanci, rodziny poległych oraz mieszkańcy gmin Lipowiec Kościelny i Kuczbork.

    Marianna Jeziorowska ps. "Grześ", za udzielanie schronienia partyzantom por. "Puszczyka", została aresztowana i skazana na karę wieloletniego więzienia, którego murów już nigdy żywa nie opuściła. Zmarła 18 lipca 1955 roku w komunistycznym więzieniu Warszawa-Mokotów.

    Obelisk w miejscu śmierci por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" i jego żołnierzy.

    Cmentarz w Lipowcu Kościelnym. Metalowy krzyż i tablica pamiątkowa na symbolicznej mogile por. "Puszczyka" i jego żołnierzy.

    Tablica na krzyżu na cmentarzu w Lipowcu Kościelnym:"Pamięci byłych żołnierzy AK-NZW poległych w dniu 5 lipca 1953 r. w miejscowości Niedziałki w obronie honoru narodu i godności własnej oraz wolności nie tylko własnej".

    Ostatnimi partyzantami antykomunistycznego podziemia na północnym Mazowszu, którzy zginęli w walce z komunistami byli Kazimierz Dyksiński "Kruczek" oraz Leon Malicki "Zygmunt". Po wkroczeniu Sowietów byli żołnierzami ROAK (Ruch Oporu Armii Krajowej), a następnie 11. Grupy Operacyjnej NSZ. "Kruczek" został aresztowany 3 stycznia 1947 r. i skazany na karę śmierci. W nocy po ogłoszeniu wyroku uciekł z więzienia i dołączył do oddziału por. Franciszka Majewskiego "Słonego". W październiku 1947 r. wraz z oddziałem wszedł w skład XXIII Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Po rozbiciu struktur NZW ukrywał się wraz z Leonem Malickim "Zygmuntem". Partyzanci zostali wydani przez agenta UB "Kaszuba" - człowieka, u którego się ukrywali. 10 czerwca 1954 r., osaczeni przez obławę UB we wsi Będzymin w pow. Sierpc, podjęli swoją ostatnią walkę.
    Tak opisał to wydarzenie w raporcie skierowanym do naczelnika Wydziału I Departamentu III MBP naczelnik Wydziału III WUBP w Warszawie:
    [...] O godz. 17.30 zabudowania agenta "Kaszuby" oraz przyległe budynki należące do sąsiadów agenta zostały okrążone. Do środka weszła grupa szturmowa, która została ostrzelana przez bandytów i obrzucona granatami [...] Bandyci zostali wyparci z budynków na odkryte pole, nie orientując się, że są okrążeni przez obstawę, zostali przykryci ogniem i w tym momencie Malicki Leon ps. "Zygmunt", będąc rannym strzelił sobie w głowę z własnego pistoletu, natomiast bandyta Dyksiński Kazimierz ps. "Kruczek" podłożył pod siebie granat, który eksplodował pozbawiając go życia.[...].
    Do dziś miejsca pochówków ostatnich partyzantów Mazowsza, jak i wielu innych, pozostają nieznane.
    GLORIA VICTIS !!!


    Strona główna>

    0 0
  • 07/11/13--22:41: WARTO PRZECZYTAĆ... (60)

  • Śladami podziemia. Działalność niepodległościowa w rejonie Tęgoborza w latach 1939–1953
    red. Dawid Golik, Kraków 2013, 168 s.

    21. tom serii "Z archiwów bezpieki – nieznane karty PRL", wydawanej wspólnie przez Oddział IPN w Krakowie i Ośrodek Myśli Politycznej.

    Położone na Sądecczyźnie Tęgoborze nie jest szerzej znane poza Małopolską. Sceptyk mógłby zatem powątpiewać, czy opowieść o losach jego mieszkańców – a także okolicznych miejscowości – w latach 1939–1953 może znacząco wzbogacić pamięć o wydarzeniach z czasów II wojny światowej i powojennej instalacji systemu komunistycznego w Polsce. Nie miałby jednak racji. Ta lokalna, wydawałoby się, historia zmagań z okupacją niemiecką i sowiecką oraz peerelowskim aparatem represji w mikroskali przedstawia bowiem zjawiska, które w tym okresie stały się doświadczeniem całej Polski. Losy jej bohaterów były udziałem setek tysięcy Polaków, którzy stawili czoła totalitarnym reżimom, a zarazem musieli przystosować się do realiów życia przez te reżimy narzuconych. Poznając owe doświadczenia, możemy lepiej zrozumieć istotę działalności podziemnej – zarówno jej najbardziej spektakularny wymiar: akcje zbrojne, jak i codzienność: funkcjonowanie żołnierzy podziemia w społeczności lokalnej, z której wywodzili się także niekiedy ich przeciwnicy – pracownicy komunistycznego aparatu represji czy konfidenci. To bohaterowie z krwi i kości, zaś ich losy są "z życia wzięte". Tyle że to życie było niezwykłe – dramatyczne jak czasy, gdy się toczyło.

    SPIS TREŚCI

    Książkę można nabyć:
    Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
    Strona główna>

    0 0
  • 08/06/13--02:27: WARTO PRZECZYTAĆ... (61)

  • Tomasz Bereza
    Wokół Piskorowic. Przyczynek do dziejów konfliktu polsko-ukraińskiego na Zasaniu w latach 1939–1945
    Rzeszów 2013, 384 s. + 24 s. wkł. zdj.


    Latem 1943 r. na terenach okupacyjnego powiatu biłgoraj­skiego władze niemieckie przeprowadziły wielką operację pacyfikacyjno-wysiedleńczą o kryptonimie „Werwolf”. Jej ofiarą padli zamieszkujący tamten region Polacy. Istotną rolę w realizacji niemieckich planów odegrała społecz­ność ukraińska. Operacja „Werwolf” spowodowała pogłębienie antagonizmów między Polakami a Ukraińcami, przekształ­cając je w krwawy konflikt narodowościowy, który wkrótce przeniósł się na sąsiednie tereny.

    18 kwietnia 1945 r., a więc już po tzw. wyzwoleniu, oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej, dowodzone przez Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak” (Z Archiwum IPN - "Wołyniak" na youtube> ), zamordowały w Piskorowicach około stu osób narodowości ukraińskiej. Ta tragedia stano­wiła apogeum konfliktu polsko-ukraińskiego na obszarze między Kuryłówką, Tarnogrodem i Wiązownicą. Dla autora niniejszej publikacji stała się ona impulsem do szerszego przedstawie­nia relacji polsko-ukraińskich w poprzedzającym ją okresie oraz do zbadania okoliczności konfliktu między obiema nacjami. Szczególne znaczenie miała próba ustalenia sprawców zanta­gonizowania sąsiadujących dotąd w miarę zgodnie lokalnych społeczności. Występujące w literaturze przedmiotu rozbież­ności skłoniły też autora do podjęcia się trudu weryfikacji liczby ofiar konfliktu na opisywanym terenie.

    SPIS TREŚCI

    Wstęp
    Rozdział I. Przed wojną
    Rozdział II. Początek wojny

    1. Przebieg działań wojennych we wrześniu i październiku 1939 r.
    2. Okupacja niemiecka
    2.1. Ukształtowanie struktur administracyjnych na terenach okupowanych  
    2.2. Relacje niemiecko-ukraińskie
    2.3. Działalność podziemia ukraińskiego na terenach okupowanych przez Niemców
    2.4. Działalność podziemia polskiego na terenach okupowanych przez Niemców
    3. Okupacja sowiecka
    3.1.  Struktury administracyjne na terenach okupowanych
    3.2.  Sowieci a Ukraińcy
    3.3.  Podziemie antysowieckie
    4. Wojna niemiecko-sowiecka
    5. Piskorowice i ich mieszkańcy w latach 1939-1941

    Rozdział III. „Rozdzielenie" (lato 1941 – lato 1944)

    1.  Zmiany administracyjne
    2.  Podziemie polskie
    3.  Podziemie ukraińskie
    4.  Sowiecka dywersja i partyzantka
    5.  Bandytyzm
    6. Grofisiedlungsgebiet. Sytuacja w południowej części starostwa biłgo­rajskiego na początku 1943 r.
    7.  „Darmochwalcy”
    8.  Operacja „WerwoIf”
    9. Sytuacja w południowej części Kreishauptmannschaft Biłgoraj jesienią 1943 r. „Ukraińska Samoobrona”
    10. Sytuacja w starostwie jarosławskim. SS „Galizien”
    11. Rozłam w oddziale „Ojca Jana”
    12. „Kowpakowcy”
    13. Eskalacja konfliktu polsko-ukraińskiego wiosną 1944 r.
    14. Słoboda
    15. Ostatnie akcje represyjne i dezercja Ukraińskiej Policji Pomocniczej
    16. „Sturmwind", „Kałmuki" i akowska operacja „San II”
    17. Czas „Burzy"
    18. Piskorowice i ich mieszkańcy w latach 1941-1944

    Rozdział IV. „Wyzwolenie" (lato 1944 – 15 kwietnia 1945 r.)

    1.  Armia Krajowa i Milicja Obywatelska
    2.  Narodowa Organizacja Wojskowa
    3.  Ukraińska Powstańcza Armia i Kuszczowe Oddziały Samoobrony
    4. Działania Milicji Obywatelskiej i Armii Krajowej wobec nacjonalistów ukraińskich w rejonie Sieniawy
    5.  Zima 1944/1945 oraz przedwiośnie 1945 r. w północnej części powiatów jarosławskiego i łańcuckiego
    6.  Akcje likwidacyjne NOW w rejonie Leżajska. Oddziały Leśne NOW
    7.  Przesiedlenie
    8.  Zorganizowane akcje oddziałów NOW przeciwko społeczności ukraińskiej      Wołczaste
         Kulno
    9. Walka o kontrolę nad Lasami Sieniawskimi. Eskalacja konfliktu na prze­łomie marca i kwietnia 1945 r.
    10. Sytuacja w Piskorowicach w okresie poprzedzającym akcję „Wołyniaka”

    Rozdział V. Tragiczny finał

    1. Napad OUN-UPA na Wiązownicę
    2. Piskorowice, 18 kwietnia 1945 r.
    3. Rejon Piskorowic po 18 kwietnia 1945 r.
    4. Operacja pacyfikacyjna Narodowej Organizacji Wojskowej
    5. Sowieci wkraczają do akcji. Bitwa pod Kuryłówką

    Rozdział VI. Postscriptum

    1. Oddział „Lisa” i „Ospałego”
    2. „Kudłaty” i jego ludzie
    3. „Brzyszczanie”
    4. „Straż wiejska” z Ożanny
    5. Anarchia na prawym brzegu Sanu a „Wołyniak”
    6. Piskorowice po śmierci „Kudłatego”

    Zakończenie
    Aneks

    Nr 1.Wykaz ofiar pacyfikacji Kulna przez NOW w nocy z 19 na 20 marca 1945 r.
    Nr 2.Wykaz ofiar napadu OUN-UPA na Wiązownicę 17 kwietnia 1945 r.
    Nr 3.Wykaz ustalonych na podstawie źródeł i literatury nazwisk ukraińskich mieszkańców Piskorowic, zabitych na terenie wioski i w jej okolicy  w latach 1944-1945
    Nr 4.1945, sierpień 10, Rzeszów – Raport specjalny por. Tadeusza Wiś­niewskiego dotyczący akcji przeciwko grupie Józefa Krawczuka „Kudłatego”
    Nr 5.Dramatis personae
    Nr 6. Osoby z terenu okupacyjnych gmin Cieplice, Kuryłówka i Sieniawa, włączone (bez bliższych szczegółów) do bilansu ofiar konfliktu naro­dowościowego w latach 1944-1945

    Wykaz skrótów
    Bibliografia
    Indeks osób
    Indeks nazw geograficznych
    Ilustracje


    Książkę można nabyć:

    Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
    Strona główna>

    0 0
  • 08/12/13--23:52: WARTO PRZECZYTAĆ... (62)

  • Jan Stanisław Smalewski
    U boku Łupaszki
    Wyd. Mireki 2013, s. 408
    , okładka miękka

    Historia 5. Brygady Wileńskiej AK pod dowództwem legendarnego majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" we wspomnieniach dowódcy 3 szwadronu por. Antoniego Rymszy "Maksa".

    Sowieci napadli nas podstępem, jak czyściliśmy broń. Otoczyli i rozbroili całą bazę. [...] Komandir Sudarikow i komandir Saszkow wjechali bryczką, inni za nimi na koniach. Sudarikow zarządził zbiórkę bez broni. Szef bazy Edward Kilczewski "Ostrowski" nie zgodził się. Krzyknął: "Chłopcy z bronią do mnie!" - ale wtedy Sowieci wydali komendę "brasajorużie!" i skierowali w nas swoje pepesze. Zaczęli strzelać w górę, nad naszymi głowami. Jak oddaliśmy broń, wszystkim kazali położyć się na ziemi. Franciszek Szurpicki "Brzózka" odmówił oddania broni i wykonania polecenia, by upaść. Gdy Ruscy podchodzili do niego, wyjął granat i rozerwał się nim.

    - Wasz oddział, na życzenie waszych władz wojskowych w Moskwie, przyjmie nazwę Bartosza Głowackiego. Rozumiecie? Waszym oddziałem, który nosi teraz imię Bartosza Głowackiego, dowodzi odtąd nowy dowódca, kapitan "Zapora". [...]
    - A "Kmicic"? Co z nim? - pytali szeptem.
    - "Kmicica" zatrzymaliśmy do dyspozycji Moskwy - oznajmił Markow. - Będzie musiał wytłumaczyć się z błędnej polityki wobec naszych władz. Żyd Berka opowiedział, co stało się z polskimi partyzantami. Według jego informacji rozstrzelani zostali przez Sowietów w bazie litewskiej, zaś ich dowódca "Kmicic" zginął w okropnych męczarniach. Sowieci poddali go okrutnym torturom. Najpierw powiesili za związane sznurem ręce na drzewie. Darli z niego pasy skóry, podkładali ogień. Potem któryś z oprawców dobił go z pistoletu. Miejsca jego pochówku Żyd nie potrafił wskazać.
    (fragmenty książki)

    Książkę można nabyć:


    Jerzy Jaxa Maderski
    Na dwa fronty. Brygada Świętokrzyska NSZ. Przeciwko Niemcom, Sowietom i komunistom
    Wyd. Mireki, s. 428, okładka miękka


    Oddziałem komunistycznym, który dawał się we znaki mieszkańcom Borowa, był oddział kpr./por. GL Stefana Skrzypka ps. "Słowik". Gdy ostrzeżenia "Zęba" nie pomogły, [...]"Ząb" w obawie o bezpieczeństwo własne i swoich ludzi, zdecydował zlikwidować "Słowika" i jego grupę.
    9 sierpnia 1943 r. "Ząb", po zatrzymaniu kilku ludzi "Słowika", szerzących propagandę komunistyczną w jego oddziale, podszedł pod miejsce postoju oddziału "Słowika", otoczył go, rozbroił i wykonał zbiorowy wyrok śmierci.

    O rozpoczęciu akcji zbrojnej zadecydowały wiadomości otrzymane z obozu koncentracyjnego kobiet w Holýšovie. Stwierdzono, że zanosi się na likwidację części uwięzionych kobiet. W południe 5 maja dwa bataliony wyruszyły na obóz w Holýšovie.
    Jeden szedł od północy, drugi obszedł obóz od zachodu. Dwie kompanie wpadły na teren obozu w chwili, gdy pilnujący go SS-mani jedli obiad. Zasypani ogniem broni maszynowej, w większości poddali się. [...]Tymczasem na terenie obozu rozgrywały się wzruszające sceny. Wśród uwolnionych kobiet było 167 Polek, które w pierwszej chwili nie chciały uwierzyć, że uwolnił je żołnierz polski. Ze łzami radości rzucały się na szyje żołnierzy.

    Leżymy na stanowiskach około 3/4 km od głównej autostrady biegnącej od Pilzna. Słyszymy warkot zbliżających się motorów. Wyłaniają się czołgi. Widzimy na nich znaki amerykańskie, ale nie jesteśmy tego pewni, bo Niemcy często malowali amerykańskie znaki na swoich wozach. Czołgi zatrzymują się, wyskakuje z nich załoga i otacza nas. Słyszymy krzyk: "Handsup!". Wtem jeden z naszych - "Cygan", krzyczy: "Made in Poland, made in Poland!" - tyle umiał po angielsku, ogólny śmiech po obydwu stronach. Wśród zbliżających się byli czarni i Amerykanie polskiego pochodzenia, którzy mówili trochę po polsku. Obustronna radość! A potem, wspólnie z kompanią por. "Mosta" z Baonu Świętokrzyskiego i kompanią amerykańską, uderzamy na Hradiště, biorąc do niewoli sztab XIII Armii niemieckiej z dwoma generałami i 70 oficerami. Ogółem wzięliśmy do niewoli 500 Niemców.
    (fragmenty książki)

    Książkę można nabyć:

    Adolf Pilch "Góra", "Dolina"
    Partyzanci trzech puszcz
    Wyd. Mireki, s. 382, okładka miękka


    Wspomnienia legendarnego cichociemnego, jednego z najsłynniejszych partyzantów AK, dowódcy Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego.
    Adolf Pilch stoczył ponad 200 bitew i potyczek z Niemcami i Sowietami, w tym z żydowskim oddziałem Tewjego Bielskiego.


    Delegacja jadąca wczesnym rankiem do Zjednoczenia Brygad Sowieckich Rejonu Iwienickiego na zaproszenie "Dubowa"-Sidoruka, komendanta tego zgrupowania, została w drodze, kilka kilometrów od naszego obozu, rozbrojona przez sowiecką zasadzkę. Rozbrojono również asystę w liczbie jedenastu ułanów pod dowództwem pchor. S. Pilarskiego. Domniemamy sowiecki "sojusznik" stał się naszym najgorszym wrogie. Zostaliśmy pozbawienie wszystkiego…
    (fragment książki)

    O por. Adolfie Pilchu ps. "Góra", "Dolina" czytaj więcej:
    Książkę można nabyć:

    Marek Cabanowski
    Generał Stanisław Bułak-Bałachowicz. Ostatni Kmicic II RP
    Wyd. Mireki, s. 256, okładka miękka


    Jest to typowy warchoł i partyzant, lecz doskonały żołnierz, i umiejętny raczej ataman niż dowódca w europejskim stylu... Bije bolszewików w wielu wypadkach lepiej od sztabowych generałów [...]. Nie żałuje cudzego życia i cudzej krwi, zupełnie tak samo jak własnej. Dajcie mu być sobą, bo innym być nie potrafi.
    Marszałek Józef Piłsudski

    Gen. S. Bałachowicz dał dużo korzyści zwycięskich Polsce nad bolszewikami, a bolszewikom zadał dużo bolesnych ran.
    Naczelny Wódz Armii Czerwonej gen. Tuchaczewski

    Załoga pińska składała się z około 2000 żołnierzy, 400 oficerów i był tam zainstalowany sztab sowieckiej 4. Armii. W okolicach Pińska działały sowieckie oddziały osłonowe i pociąg pancerny, w oskrzydlającym ataku Pińsk został zdobyty 26 września 1920 roku o godzinie 16.00. Wzięto do niewoli sztab, wspomniane 2000 żołnierzy i 400 oficerów; łupem Polaków padły kasy, magazyny żywności i umundurowania, 280 wagonów osobowych i towarowych, zapełnionych towarami do ewakuacji, 3 lokomotywy i masa innego materiału wojennego. [...] Zdobycie Pińska nie zakończyło walki. Trwały one jeszcze w okolicach tego miasta, szczególnie ciężkie z pociągiem pancernym, który nadjechawszy od Łunińca przeszedł przez most na Jasiołdzie i ostrzeliwał stację Pińsk. Szczęśliwie udało się trafić w wagon amunicyjny, który eksplodując zniszczył groźny pociąg.

    Bolszewicy na jego głowę nałożyli cenę 3 milionów carskich rubli, a na każdego z jego żołnierzy odpowiednio po 50 tysięcy. Komisarz bolszewicki Nikitin wyznaczył za głowę generała nagrodę w wysokości miliona rubli w złocie. Tenże Nikitin został pojmany do niewoli w dniu 5 kwietnia 1919 roku i powieszony w Gdowie[...]. Bolszewicy z wielką zaciekłością wyławiali spośród jeńców żołnierzy armii ochotniczej, by następnie bestialsko ich torturować bez żadnych względów i wyjątków. Każdy żołnierz armii ochotniczej świadom był swojego losu w przypadku dostania się w ręce przeciwnika.
    (fragmenty książki)

    O gen. Stanisławie Bułak-Bałachowiczu czytaj więcej:
    Książkę można nabyć:
    Strona główna>

    0 0

    "NIE DAJMY ZGINĄĆ POLEGŁYM", CZYLI  AUGUSTÓW, 25 SIERPNIA 2013 r., godz. 12.00. TAM TRZEBA BYĆ !



    POMNIK  ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH POLEGŁYCH  NA KRESACH

    25 sierpnia br. (niedziela) w Augustowie, staraniem Fundacji "Pamiętamy", przy wsparciu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, odsłonięty zostanie pomnik poświęcony żołnierzom Polski Podziemnej, którzy polegli na Kresach II Rzeczypospolitej w walce z Sowietami w latach 1944-1954 .

    Uroczystość  rozpocznie się o godzinie 12.00 Mszą Św. w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, przy ul. 3 Maja. Po Mszy Św. nastąpi uroczysty przemarsz pod pomnik (ul. Portowa, przy moście), gdzie będzie miała miejsce dalsza część ceremonii, m.in. odczytany zostanie Apel Pamięci.

    Na pomniku uwiecznione zostaną personalia lub pseudonimy - w zależności od stanu aktualnej wiedzy – ponad 650 naszych rodaków, Żołnierzy Wyklętych, Żołnierzy Niezłomnych, którzy wytrwali do końca na kresowych, straconych posterunkach – płacąc za to cenę najwyższą. Kolejnych  858 naszych braci, którzy w walce tej stracili życie, a których nazwisk ani pseudonimów nie udało się dotąd ustalić, zostanie uhonorowanych wspólnym napisem memoratywnym.

    Pomnik upamiętni zatem ofiarę ponad 1500 żołnierzy Polski Podziemnej, którzy zginęli na terenach na wschód od linii Curzona (za tzw. kordonem) w walce z Sowietami po lipcu 1944 r.

    Jeden z pododdziałów ppor. Anatola Radziwonika "Olecha" przed ziemianką. Ppor. "Olech" siedzi przed grupą, nad nim NN "Lis". Drugi od lewej (w rogatywce) adiutant ppor. "Olecha", Zygmunt Olechnowicz "Zygma", "Grom". W okresie okupacji niemieckiej partyzant oddziału ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera"; ciężko ranny wiosną 1949 r. wpadł w ręce NKWD. Skazany na 25 lat łagrów, po wyjściu zamknięty w psychuszce, gdzie zmarł. Zdjęcie ze stycznia 1948 r.

    Dla znakomitej większości z Nich będzie on symboliczną mogiłą, gdyż Ich doczesne szczątki zostały pogrzebane przez Sowietów w nieznanych do dziś miejscach. Pomnik, który stanie w Augustowie, będzie pierwszym w naszej Ojczyźnie zbiorowym upamiętnieniem Żołnierzy Wyklętych z Kresów poległych i pomordowanych, w tym zamęczonych w łagrach, za kordonem.

    Ostatnie prace nad pomnikiem Fundacji "Pamiętamy" poświęconym Żołnierzom Wyklętym poległym na Kresach, który zostanie odsłonięty w Augustowie 25 sierpnia 2013 r.

    W imieniu organizatorów – Fundacji „Pamiętamy” i władz miasta Augustowa  - gorąco zapraszam do udziału w uroczystości. Niech przy pomniku, podczas odczytywania Apelu Pamięci, gdy zawołamy po imieniu naszych kresowych bohaterów z okresu walki z Sowietami, będzie nas jak najwięcej. Bo przecież jesteśmy "stróżami naszych braci". Bo przecież upamiętniona zostanie tam historia naprawdę heroicznego przywiązania do wartości wysokich, jakimi są niepodległość Ojczyzny i wolność jednostki ludzkiej, historia wierności napisana krwią, nie byle jaka historia.

    ZA  "RENA" NIE BYŁO KOGO ARESZTOWAĆ

    Tych z Państwa, którzy z różnych względów nie będą mogli przybyć do Augustowa, aby wziąć udział w ceremonii odsłonięcia pomnika, nieśmiało proszę o myśl serdeczną o Żołnierzach Wyklętych poległych na kresowych posterunkach.

    Pomyślcie ciepło, choć przez krótką chwilę, o Mieczysławie Niedzińskim "Menie", "Renie", "Niemnie" - komendancie Samoobrony Ziemi Grodzieńskiej i jego żołnierzach, którzy wraz z nim padli w walce z NKWD w maju 1948 r. na przedpolach Grodna.

    Tak o Ich ostatnim boju, stoczonym w otwartym, bezleśnym terenie w chutorach wioski Łopiejki koło Kulbak pod Grodnem (dziś to przedmieścia tego miasta), pisze jeden z żołnierzy grodzieńskiej organizacji AK Jan Łopaciński "Skowroński":
    "[…] oddział pod dowództwem Niedzińskiego przyszedł na dniówkę do wsi Dąbrowa, około 5 km od Grodna, gdzie się zamaskowali w liczbie 16 ludzi. Tam rozszyfrował ich szpicel i dał cynk sowietom do Grodna. Ze względu na bliskość Grodna, nadjechała szybko samochodami masa wojsk sowieckich i okrążyła wieś z daleka, posuwając się tyralierą. AK-wcy w tej sytuacji próbowali się bronić, a raczej przebić przez okrążenie, ale przy takiej masie wojska, a w dodatku na odkrytym terenie […] cała obrona była bezskuteczna. Ostatni dowódca obwodu Grodno, kapitan Mieczysław Niedziński ps. "Niemen" trafiony w głowę zginął na miejscu i większość żołnierzy została tam zabita. […] Bolszewicy chcieli się upewnić, czy rzeczywiście zabito dowódcę 5-ej kompanii w Druskiennikach, a ostatnio dowódcę Obwodu Grodno, kapitana Mieczysława Niedzińskiego ps. "Niemen". W dniu 5-go maja 1948 r. wożono zabitego Niedzińskiego po wszystkich wioskach wokoło w celu rozpoznania głównego "bandyty" w grodzieńskim, a na końcu przywieziono go do Druskiennik, gdzie rzucono na rynku miejskim, aby ludzie mogli rozpoznać i ktoś może przyzna się do niego. Leżał na tym rynku, aż zaczęło czuć od niego, wtedy zabrano te zwłoki i wywieziono w nieznanym kierunku. Nikt nie wie, gdzie zostało rzucone […] Za Mieczysława Niedzińskiego ps. "Men", "Ren", "Niemen" nie było kogo aresztować, bo wcześniej jego całą rodzinę Niemcy aresztowali i rozstrzelali."
    OSTATNIE CHWILE „SAMOTNEGO”

    Pomyślcie ciepło, proszę, także o Józefie Stasiewiczu "Samotnym", podkomendnym "Mena". Jemu udało się wyrwać z okrążenia pod Kulbakami. Ci z Państwa, którzy słyszeli płytę grupy De Press "Myśmy Rebelianci", powinni kojarzyć utwór "Szesnastka". Jest to fragment tekstu autorstwa "Samotnego", w którym opisał on śmierć "Mena" i swoich kolegów z oddziału. Przypomnimy kilka zwrotek tego tekstu:
    W piękny ciepły dzień majowy
    niebo było całkiem jasne
    Gdy pod Grodnem koło Kulbak
    otoczyli naszych krasne.

    Wszędzie pola, lasu nie ma
    a żołnierzy ruskich wiele.
    Wszystkim chłopcom serca drżały
    w naszym małym tym oddziele.

    Naszych garstka, ruskich mrowie
    nacierają z każdej strony
    Gdzie nie spojrzysz, wszędzie pola
    wszędzie pola i zagony

    I jak kosą ścięte zboże
    na zagonach chłopcy padli
    kule z wroga broni strasznej
    młode życie ich pokradli.
    "Samotny" przeżył swego dowódcę o dwadzieścia miesięcy. Dowodził kilkuosobową grupą partyzantów z oddziału "Mena". Zginął 17 stycznia 1950 r. Ostatnie chwile "Samotnego" tak wspomina jeden z jego podkomendnych:
    "Zdradził nas osobisty łącznik […] ze wsi Krasne. Dnia 17 stycznia 1950 r. o świcie wydał nas naprowadzając masę wojska sowieckiego. […] W takiej sytuacji powstało od razu zamieszanie. Dowódca ["Samotny"] widząc sytuację bez wyjścia w kilku słowach przeprowadził naradę, a w międzyczasie z zimną krwią zdążył spalić wszystkie dokumenty oraz pozwalając na wyjście i poddanie się sowietom, kto tego sobie życzy. Partyzanci wychodzili z baraku na zewnątrz z podniesionymi rękami, a sowieci strzelali po tych rękach z automatów. W ten sposób zostali ranni żołnierze, "Ryś" i "Żbik", których to potem skazano w sądzie na karę śmierci i stracono. […] Z baraku wyszło pięciu partyzantów, a trzech popełniło samobójstwo. Dowódca oddziału "Samotny" – "Kowadło" strzelił sobie w usta z pistoletu, a "Iskra" z Łuszniewa strzelił sobie pod brodę z pistoletu, natomiast "Benak" rozerwał się granatem."
    OPLUTE CIAŁO "SKOCZKA"

    Wspomnijcie ,proszę, także czterech partyzantów wywodzących się z oddziału "Mena", w tym dowódcę tej grupy - Stanisława Burbę "Skoczka". Kres Ich żołnierskiej wędrówki przypadł na maj 1952 r. Jak wspomina Jan Łopaciński:
    "Wszystkich członków oddziałku, czterech ludzi na miejscu rozstrzelano [w tym "Skoczka"], natomiast dowódcę oddziału Burbę ps. Skoczek zabrano i przywieziono do Grodna. W Grodnie na placu Stefana Batorego, który sowieci przemianowali na Sowieckaja Płoszczadź, przywiązano go do słupa. Rozebrano go prawie do naga […] Przechodzący bolszewicy charkali i opluwali [jego] ciało […]. Ten barbarzyński czyn miał zademonstrować miejscowej ludności siłę i spryt NKWD, która ujęła i rozstrzelała ostatniego "bandytę" AK w Ziemi Grodzieńskiej."
    DOBRZE ZASŁUŻYLI SIĘ OJCZYŹNIE

    Obejmijcie, proszę, myślą serdeczną ppłk. cc Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza", por. Jana Borysewicza "Krysię", ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera", ppor. Anatola Radziwonika "Olecha" - bohaterskich dowódców polskiego oporu przeciwko sowietyzacji Kresów po lipcu 1944 r.

    Mjr/ppłk cc Maciej Kalenkiewicz ps. "Kotwicz".

    Por. Jan Borysewicz "Krysia", Mściciel" . Zdjęcie przedwojenne. [ze zbiorów Michała Wołłejko]

    Ppor. Czesław Zajączkowski ps. "Ragner", dowódca IV batalionu 77 pp AK, a następnie Zgrupowania "Południe" na Nowogródczyźnie.

    Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary” , oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida, walczył z reżimem komunistycznym do 12 maja 1949 r., kiedy to poległ przebijając się przez trzy kordony obławy NKWD.

    A także Ich podkomendnych, którzy padli w kolejnych bojach z Sowietami bądź zostali zamęczeni w sowieckich więzieniach lub łagrach.

    Im wszystkim poświęcony zostanie główny napis pamiątkowy na pomniku:

    PAMIĘCI
    ŻOŁNIERZY POLSKI PODZIEMNEJ
    POLEGŁYCH
    NA KRESACH II RZECZYPOSPOLITEJ
    W WALCE Z SOWIECKIM ZNIEWOLENIEM
    W LATACH 1944-1954

     WYTRWALI DO KOŃCA
    NA STRACONYCH POSTERUNKACH

    ODDALI ŻYCIE
    ZA  POLSKĘ
    WIARĘ PRZODKÓW I WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA

    DOBRZE ZASŁUŻYLI SIĘ OJCZYŹNIE

    "WYLECZYŁ MNIE BÓG, WRÓCIŁ PAMIĘĆ, DAŁ CIERPLIWOŚĆ"

    Ofiara złożona przez Żołnierzy Wyklętych, którzy podjęli na Kresach walkę z Sowietami, to także tysiące aresztowanych i wywiezionych do łagrów w Rosji Sowieckiej. Ci, którzy przeżyli to piekło na ziemi również powinni mieć miejsce w naszej pamięci. Wybór, którego dokonali – walka z reżimem komunistycznym - zadecydował przecież o całym ich życiu. Miał również wpływ na pozycję społeczną ich rodzin. To oczywiście dotyczy także bliskich tych, którzy w walce tej zginęli. "Bandyckie rodziny", obywatele trzeciej kategorii nie mogący realizować aspiracji zawodowych – taka była w okresie komunizmu dola bliskich Żołnierzy Wyklętych. To cena jaką ludzie ci zapłacili za odwagę swoich ojców, mężów i braci, za ich heroiczne przywiązanie do polskości i wolności w czasach brutalnego triumfu systemu, który w całych dotychczasowych dziejach był największym zinstytucjonalizowanym wrogiem wolności, w każdym jej wymiarze. O tym też warto pamiętać. Także wtedy, gdy zastanawiamy się nad przyczynami jakże słabej kondycji naszych współczesnych elit…

    Wymownym przykładem tragicznych losów kresowych żołnierzy AK, którzy podjęli walkę z Sowietami i którym przyszło przejść przez piekło sowieckiej niewoli, jest ujęta w formę zwięzłego życiorysu historia jednego z żołnierzy placówki VI batalionu 77 pp AK, a następnie partyzanta oddziałów Michała Durysa i Jana Bukatko, Edwarda Sapieżki:
    "Ojciec mój, syn Antoniego i Rozalii, był legionistą, a od 1922 r. zawodowym, stałodziennym kolejarzem. W 1939 r. skończyłem 4 kl[asy] w szkole nr 3 w Lidzie. W 1943 r. spełniło się mnie 14 lat. Niemcy dali mnie paszport i urządzili na robotę w TOT [Todt ]. Pracowałem na budowie, pomocnikiem u cieślów. 22 kwietnia 1944 r. na placówce 311 w Bieńkiewiczach organizowała się 3 kompania VI [batalionu] 77 pp AK. Przed szeregiem stali ojciec z małoletnim synem i składali przysięgę do por. «Szczura» Lalewskiego. Mój pseudonim był «Edward», a ojca mego [pseudonim] «Jodła». 1 lipca 1944 r. nasze zgrupowanie pod dowództwem kap[itana] «Pala», Dedelisa, rozbroiło Niemców i BAK w miasteczku Traby. 7 lipca 1944 r. [kompania] brała udział w operacji «Ostra Brama» w Wilnie. [...] 18 lipca 1944 r. - około Miedników okrążyli nas sowiety. Dali ultimatum: «Zdawajcieś!» Dowódca pułku, major «Kotwicz» dał rozkaz: »Małymi grupami, przerywać się!» Brat mój Józef ps[eudonim] «Burza III», «Groszek» Romuald Grański, ja, «Szperacz» i «Butelka» Franek Grański, szczęśliwie przerwali się z okrążenia. Za dwie nocy przyszli pod Lidę. A ojca już zastaliśmy w domu. Mieszkali my w czworaku w folwarku w Rekściach. Ojciec koniem swoim pracował na roli, a ja stałem na atasie [straży]. Uwidzę sowietów, siadam na konia i uciekam do lasu, żeby nie zabrali, albo nie obmienili. W okolicy Zaleskich istniała radiostacja. Posyłali nas często na jej obespieczenie. Poprosili mego ojca: «Żeby rozwiózł prowiant». Rozwiózł. Na jutro jego aresztowało NKWD. Sądzili jego na 10 lat. A w 1948 r. zmarł w obozie w Nowosady [Nowosadach] na Białorusi. Poprosili mnie: «Żebym przeszedł po placówce i przepisał, kto u kogo mieszka». Na jutro łazili rakiem po moich śladach [NKWD]. Musiałem oddalić się do lasu, w bunkier. Znalazłem się w grupie ojca Michała Durysa. Stary Mazur, legionista [osadnik wojskowy]. Rozbili nas 13 czerwca 1947 r. w Wielkim Siole. Zabili ś.p. Ojca [Durysa], a mnie ranionemu w prawy bok udało się ukryć w lesie. Wyleczyli mnie dobre ludzie i zaprowadzili do grupy ojca Bukatko . 28 marca 1948 r. napadli na nas [NKWD] całym batalionem we wsi Domejki. Zabili ojca Jana Bukatko, Smolaka Waleriana, Wacława Królika. Mnie ranionego w głowę przywieźli w bardzo ciężkim stanie, bez przytomności w szoku, do więzienia. Wyleczył mnie Bóg, wrócił pamięć, dał cierpliwość. 27 lipca 1948 r. Grodzieński Wojenny trybunał W/M WD sądził [mnie] po paragrafie 63-1, 70,76 na 25 lat ITŁ. 6 lat odbywałem wyrok w Komi ASRR p/o Inta, p/s 388, 14 lat w Mordowskiej ASRR p/o Jawas p/s 385. [...] 28 marca 1968 r. zwolnili mnie. Przyjechałem do Lidy".


    "BIJ BOLSZEWIKA W KAŻDEJ GO POSTACI"

    Mam nadzieję, że tych z Państwa, którym nie jest obca wrażliwość na dzieje naszej wspólnoty narodowej zachęciłem do wzięcia udziału w uroczystości odsłonięcia pomnika 25 sierpnia br. w Augustowie, a w każdym razie do poświęcenia chwili czasu na myśl serdeczną o Żołnierzach Wyklętych poległych na Kresach w walce z Sowietami. O ludziach, których motywację do czynnego oporu przeciwko sowieckiemu zniewoleniu bardzo dobrze oddają fragmenty tekstu piosenki śpiewanej w oddziałach Samoobrony Wołkowyskiej, organizacji rozbitej przez NKWD latem 1948 r. (tekst ten został przypomniany przez grupę De Press na płycie "Myśmy Rebelianci"):
    Bij bolszewika w każdej go postaci,
    bo to jest twój największy dzisiaj wróg.
    To przecież on kościami twoich braci,
    brukował sieć swych niezliczonych dróg.
    [...]
    To przecież on w katyńskim ciemnym lesie
    wbił w polską pierś znienacka ostry nóż,
    mordując tam najlepszych polskich synów
    jak podły zbir, nikczemny zdrajca, tchórz.
    […]
    To przecież on nie wierzyć w Boga zmusza
    tumaniąc nas potęgą krasnych szmat,
    by człowieczeństwo w sercu twoim zgasło,
    byś ty nie wiedział, co to znaczy brat.
    […]
    To przecież on braterstwa głosząc hasła
    do więzień pcha młodzieży naszej kwiat.
    by człowieczeństwo w sercu twoim zgasło,
    byś ty nie wiedział, co to znaczy brat.

    Zasłonę więc zrzuć z oczu miły bracie,
    Niech zagrzmi znów praojców złoty róg.
    Bij bolszewika w każdej go postaci
    bo to jest twój największy dzisiaj wróg.
    Grzegorz Wąsowski
    adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy" , zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
    z lat 1944-1954

    PS.(i) osoby, które zdecydują się na wzięcie udziału w uroczystości, do której nawiązuje niniejszy tekst, będą miały okazję otrzymać okazjonalnie wydane opracowanie, autorstwa Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego, zatytułowane "Polegli na straconych posterunkach. Z dziejów polskiego podziemia niepodległościowego na Kresach  II Rzeczypospolitej (1944- 1956)"; tekst tego opracowania dostępny będzie od 26 sierpnia br. na stronie www.fundacjapamietamy.pl (w zakładce "Nasze publikacje"), (ii)"nie dajmy zginąć poległym" to fraza z wiersza Zbigniewa Herberta "Trzy wiersze z pamięci"(iii)"jesteśmy stróżami naszych braci" to zapożyczenie z wiersza Zbigniewa Herberta "Pan Cogito o potrzebie ścisłości" .
    Zainteresowanych walką polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (m.in. ppłk cc Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza", por. Jana Borysewicza "Krysi", ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera", ppor. Anatola Radziwonika "Olecha" ) po wkroczeniu Sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:



    Strona główna>

    0 0

    Szczątki mjr. "Zapory" i mjr. "Łupaszki" wśród kolejnych dziewięciu bohaterów zamordowanych przez komunistów, których zidentyfikował IPN.



    Instytut Pamięci Narodowej zidentyfikował kolejne szczątki bohaterów, których pogrzebano na warszawskiej Łączce. IPN zaprezentował wyniki badań genetycznych 9 ofiar reżimu komunistycznego. Wśród nich jest m.in. mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" oraz mjr Hieronim Dekutowski "Zapora".


    Szczątki ofiar stalinowskich zbrodniarzy udało się zidentyfikować w ramach prac identyfikacyjnych prowadzonych w ramach Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów. Projekt „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944–1956” realizowany jest przez Instytut Pamięci Narodowej, Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz  Ministerstwo Sprawiedliwości. Do tej pory w czasie prac na warszawskich Powązkach ekshumowano około 200 ciał pogrzebanych przez reżim stalinowski.


    W Warszawie, w trakcie konferencji, prezentowane są wyniki ostatnich badań genetycznych. Podczas niej odbędzie się uroczystość wręczenia informacji o identyfikacji ofiar zaproszonym rodzinom.
    Hieronim Dekutowski (1918-1949), ps. „Zapora”, „Reżu”, „Stary”, cichociemny, major, oficer Armii Krajowej, Delegatury Sił Zbrojnych i Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, kawaler orderu „Virtuti Militari” (1964).

    Ppor. Hieronim Dekutowski "Zapora", lipiec 1944 r.

    Przed wybuchem II wojny światowej zdał maturę. Ochotnik w wojnie obronnej 1939 r. Następnie bronił granic Francji w szeregach 2 Dywizji Strzelców Pieszych, a po jej kapitulacji został ewakuowany do Wielkiej Brytanii i wcielony do plutonu czołgów 3. Baonu I Brygady Strzelców. Na początku marca 1943 r. zaprzysiężony na „cichociemnego” o ps. „Zapora” i „Odra”. Niespełna siedem miesięcy później, we wrześniu tr. przerzucony na teren Polski i awansowany przez Naczelnego Wodza do stopnia podporucznika rezerwy. Dowodził kompanią w 9 pp Inspektoratu AK Zamość. W uznaniu zasług szybko awansowany przez komendanta Okręgu AK Lublin Kazimierza Tumidajskiego „Marcina” na szefa Kedywu Inspektoratu Lublin-Puławy. Dowodził oddziałem dywersyjnym Kedywu, następnie 1 kompanią 8 pp Legionów AK. W okresie od styczni do lipca tr. przeprowadził kilkadziesiąt akcji zbrojnych w Okręgu. W czasie akcji „Burza” ochraniał sztab Komendy lubelskiego Okręgu AK. W sierpniu podjął nieudaną próbę przedostania się na pomoc walczącej Warszawie.
    Na początku 1945 r. zgodnie postanowieniem Komendy Okręgu AK Lublin skoncentrował żołnierzy zagrożonych aresztowaniami i rozpoczął przeprowadzanie akcji odwetowych wobec wojsk NKWD i organów władzy ludowej. Pół roku później został awansowany przez dowództwo Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj do stopnia mjr. Podporządkowano mu wszystkie oddziały leśne w lubelskim Inspektoracie DSZ.
    Jesienią 1945 r. jako komendant oddziałów leśnych w Inspektoracie WiN Lublin był odpowiedzialny za dywersję i przeprowadzał akcje wymierzone w organa komunistycznego aparatu represji w woj. lubelskim, a z czasem obszar jego działania rozszerzył się na woj. rzeszowskie i kieleckie. Po ogłoszeniu przez komunistów amnestii w lutym 1947 r. zaprzestał prowadzenia akcji zbrojnych i w czerwcu ujawnił się.
    Zagrożony aresztowaniem podjął próbę ucieczki poza granice kraju, w trakcie której został zatrzymany w Nysie 16 września tr. przez funkcjonariuszy WUBP z Katowic.
    Przeszedł okrutne śledztwo w centralnym więzieniu MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 września 1948 r. został skazany na siedmiokrotną karę śmierci. Bolesław Bierut  nie skorzystał z prawa łaski. Przed wykonaniem wyroku podjął jeszcze jedną, nieudaną próbę ucieczki z celi więziennej. Stracony 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
    Szczątki Hieronima Dekutowskiego odnaleziono latem 2012 r. na kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
    Zygmunt Szendzielarz (1910-1951), „Łupaszko”, major, oficer WP, dowódca V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej oraz oddziałów partyzanckich Wileńskiego Okręgu AK, następnie Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK, kawaler Krzyża Virtuti Militari V klasy.

    Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (12 III 1910 r. - 8 II 1951 r.)

    Pochodził z rodziny inteligenckiej. Do 1934 r. ukończył szkołę podchorążych kawalerii w Grudziądzu, po czym przydzielony został do 4 pułku ułanów zaniemeńskich w Wilnie awansując po dwóch latach na stanowisko dowódcy 2 szwadronu. W wojnie 1939 r. brał udział w stopniu porucznika walcząc w strukturach 4 pułku wchodzącego w skład Wileńskiej Brygady Kawalerii. Za zasługi w polskiej wojnie obronnej odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy. Po nieudanych próbach przedostania się na Zachód pod fałszywym nazwiskiem powrócił do rodzinnego Wilna. Od 1940 r. współtworzył konspiracyjne struktury tj. grupę kpt. Giedrojcia. Po rozbiciu w 1943 r. oddziału partyzanckiego ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica” przez sowiecką brygadę Fiodora Markowa Szendzielarz odtworzył jednostkę występującą już pod nazwą V Brygady Wileńskiej AK lub Brygady Śmierci. Oddział przeprowadził wiele spektakularnych akcji przeciwko siłom okupanta niemieckiego, litewskiego oraz sowieckiego.
    Za zgoda komendy okręgu V Wileńska Brygada AK nie wzięła udziału w operacji wileńskiej 1944 r. Podzielona na małe grupy przedostała się na zachód, celem ponownego połączenia w Puszczy Augustowskiej. W sierpniu 1944 r. żołnierze, którym udało się przedostać (20-40 osób) zebrali się ponownie pod dowództwem S. i podporządkowali białostockiej Komendzie Okręgu AK. Odtwarzana brygada w sierpniu 1945 r. liczyła 250 żołnierzy, którzy przeprowadzili kilkadziesiąt akcji wymierzonych w NKWD, UBP, MO i KBW oraz ich agenturze. Zgodnie z rozkazem Komendy Okręgu AKO we wrześniu tr. Brygada została zdemobilizowana. Wkrótce Szendzielarz nawiązał kontakt z dowódcą eksterytorialnego Wileńskiego Okręgu AK, ppłk. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”. Na jego rozkaz w kwietniu 1946 r. odtworzył V Brygadę działającą na terenie województwa zachodniopomorskiego, gdańskiego i olsztyńskiego.  Jesienią 1946 r. wraz z grupą ppor. Henryka Wieliczki „Lufy” powrócił na teren woj. białostockiego dołączając do VI Wileńskiej Brygady AK pod dowództwem por. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”, następnie ppor. Władysława Łukasiuka „Młota”. Od wiosny 1947 r. ukrywał się utrzymując stałą łączność z komendą Okręgu Wileńskiego AK i walczącą na Podlasiu VI Wileńską Brygadą AK. 30 czerwca 1948 r. aresztowany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Po długotrwałym śledztwie, 30 listopada 1950 r. skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na karę śmierci. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Stracony 8 lutego 1951 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
    Szczątki Zygmunta Szendzielarza odnaleziono wiosną 2013 r. w pobliżu kwatery „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
    Zygfryd Kuliński (1924-1950), ps. „Albin”, rolnik, żołnierz Ruchu Oporu Armii Krajowej, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

    Zygfryd Kuliński "Albin"

    Do konspiracyjnych struktur ROAK wstąpił po zakończeniu hitlerowskiej okupacji. Służył w oddziale por. Franciszka Majewskiego "Słonego". Od 19 listopada 1947 r. w strukturach XXIII Okręgu NZW. Przydzielony do oddziału Wiktora Stryjewskiego „Cacki” w latach 1946–1949 brał udział w wielu akcjach przeciwko placówkom UB i MO. Zatrzymany 8 lutego 1949 r. w Gałkach, w wyniku obławy urządzonej przez milicjantów i funkcjonariuszy PUBP z Płocka, Płońska, Sierpca oraz żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ranny, został przewieziony do Warszawy i poddany brutalnemu śledztwu. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 29 września 1949 r. skazany na karę śmierci. Decyzją z 7 lutego 1950 r. Najwyższy Sąd Wojskowy utrzymał wyrok w mocy, a Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Stracony 29 marca 1950 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie wraz z innymi partyzantami oddziału „Orła”: Wacławem Michalskim - "Gałązką", Sewerynem Orylem - "Kanciastym", Stanisławem Konczyńskim - "Kundą" oraz Karolem Rakoczym - "Bystrym".
    Szczątki Zygfryda Kulińskiego odnaleziono latem 2012 r. na kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.Józef Łukaszewicz (1929-1949), ps. „Walek”, „Kruk”, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych.

    Józef Łukaszewicz „Kruk”
    Oddział partyzancki NSZ (NZW) por. Zygmunta Jezierskiego „Orła”. W górnym rzędzie od lewej stoją: Józef Łukaszewicz „Kruk”, Zygmunt Jezierski „Orzeł”, NN, Czesław Gałązka „Bystry”; w rzędzie środkowym: Edward Markosik „Wichura”, Henryk Kwapisz „Ojciec”, Wiktor Zając „Hrabia”, Zbigniew Rożanowski „Marynarz”; siedzą: Czesław Grzywacz „Cygan”, Zdzisław Kozłowski „Dąb”, Jan A. Kochański „Zośka”. Źródło: IPN

    Uczeń gimnazjum i liceum im. Leopolda Lisa-Kuli na Pradze w Warszawie, gdzie w grudniu 1947 r. był współzałożycielem antykomunistycznej organizacji młodzieżowej. Od połowy marca 1948 r. w strukturach Narodowych Sił Zbrojnych w stopniu sierżanta Służył w oddziale Zygmunta Rzeźkiewicza „Lisa”, następnie Zygmunta Jezierskiego „Orła”, które przeprowadziły kilka akcji bojowych przeciw grupom UB i KBW na terenie powiatu Mińsk Mazowiecki. Zatrzymany 4 czerwca 1948 r. w Grodzisku, w wyniku obławy przygotowanej przez funkcjonariuszy UB. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 28 lutego 1949 r. skazany na karę śmierci. Stracony 14 maja 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
    Szczątki Józefa Łukaszewicza odnaleziono latem 2012 r. na kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
    Władysław Borowiec (1916-1948), ps. „Żbik”, żołnierz Armii Krajowej, księgowy.

    Władysław Borowiec „Żbik”

    Przed agresją Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 r. skończył podchorążówkę. Brał udział w wojnie obronnej Polski 1939 r. w stopniu plutonowego podchorążego. Walczył w obronie stolicy, następnie na wschodzie. Aktywnie uczestniczył w konspiracji od początku jej istnienia. W 1943 przeniósł się do Tarnobrzegu. Po zakończeniu II wojny światowej zatrudnił się w poznańskiej Delegaturze Biura Rewindykacji i Odszkodowań Wojennych jako księgowy. Szybko przeniesiony do berlińskiej placówki biura, gdzie pełnił tą samą funkcję, a następnie intendenta i tłumacza z języka angielskiego. 29 listopada 1947 r. zatrzymany od zarzutem szpiegostwa. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 4 sierpnia 148 r. skazany na karę śmierci. Decyzją z 14 listopada 1948 r. Najwyższy Sąd Wojskowy utrzymał wyrok w mocy, a Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Stracony 25 września 1948 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
    Szczątki Władysława Borowca odnaleziono wiosną 2013 r. na kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
    Henryk Pawłowski (1925-1949), ps. „Henryk Orłowski”, „Długi”, żołnierz Armii Krajowej, kurier Rządu RP na uchodźstwie.

    Henryk Pawłowski „Henryk Orłowski”, „Długi”

    Przed wybuchem II wojny światowej ukończył szkołę powszechną. Do 1943 r. w strukturach AK. Służył w 26 pp AK, gdzie pełnił funkcję dowódcy drużyny w stopniu plutonowego podchorążego. W lipcu 1944 r. wraz z całym oddziałem przymusowo wcielony do Armii Czerwonej, następnie skierowany do szkoły lotniczej w Kraśniku. W listopadzie tr. karnie zesłany do kopalni węgla w ZSRR za szerzenie antysowieckiej propagandy w szeregach wojska. Po powrocie do kraju w pierwszej połowie 1946 r. przekroczył granice polsko-niemiecką w okolicach Szczecina i dotarł do angielskiej strefy okupacyjnej. Tam, w Maczkowie nawiązał kontakt z Jerzym Rübenbauerem członkiem Delegatury MSW rządu polskiego na emigracji. Od lutego 1946 do maja 1947 r. jako jego łącznik pełnił funkcję kuriera Rządu RP na uchodźstwie. Wielokrotnie przekraczał granice polsko-niemiecką w celu przekazania meldunków. Przebywał na terenie m.in. Szczecina, Krakowa, Jeleniej Góry. Dwukrotnie aresztowany przez WUBP w Szczecinie. W styczniu 1948 r. zwolniony z braku dowodów, 25 lutego tr. zatrzymany ponownie i przekazy do MBP w Warszawie. 18 października tr. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie uznał go winnym działalności szpiegowskiej na rzecz rządu RP na emigracji i skazał na karę śmierci. Decyzją z 7 stycznia 1949 r. Najwyższy Sąd Wojkowy utrzymał wyrok w mocy, a Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Stracony 3 lutego 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
    Szczątki Henryka Pawłowskiego odnaleziono latem 2012 r. na kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
    Wacław Walicki (1903-1949), ps. „111”, „Druh Michał”, „Pan Michał”, „Tesaro”, porucznik, oficer Komendy Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej, nauczyciel, konspiracyjne nazwisko Wacław Lurdecki.

    Wacław Walicki "Tesaro"

    W konspiracji ZWZ/AK od 1939 r. jako oficer wywiadu Dzielnicy „D” konspiracyjnego Garnizonu m. Wilna, następnie oficer informacyjny sztabu Inspektoratu „A” i zgrupowania partyzanckiego ppłk. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”. Aresztowany przez Sowietów w lipcu 1944 r. i osadzony w więzieniu na Łukiszkach, skąd został zwolniony w maju 1945 r. Ponownie włączył się w nurt działalności konspiracyjnej. Od października 1945 r. najpierw jako adiutant, następnie zastępca Olechnowicza odtwarzał wraz z komendantem struktury Wileńskiego Okręgu AK. W ramach działalności Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK stworzył i kierował własną siatkę konspiracyjną, składającą się z wileńskiej młodzieży.
    Aresztowany w 1948 r. w Szczawnie Zdroju, na skutek ogólnopolskiej akcji o kryp. „X”. Prowadzone przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego śledztwo zakończyło się wydaniem przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie 8 października 1949 r. wyroku kary śmierci. Decyzją z 30 listopada tr. Najwyższy Sąd Wojskowy utrzymał wyrok w mocy. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Stracony 22 grudnia 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
    Szczątki Wacława Walickiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
    Henryk Borowy-Borowski (1913-1951), ps. Trzmiel”, porucznik, oficer Komendy Wileńskiego Okręgu  Armii Krajowej, prawnik, konspiracyjne nazwisko Henryk Syczyński.

    Henryk Borowy-Borowski "Trzmiel"

    Absolwent kursu podchorążych rezerwy w Grodnie. Uczestnik wojny obronnej Polski z 1939 r. w stopniu plutonowego podchorążego. W latach 1942-1944 żołnierz Wileńskiego Okręgu AK, w ramach którego służył w grupie wywiadowczej zorganizowanej do walki z sowietyzacją ziem polskich o kryptonimie „Cecylia”. W lipcu 1944 r. zdołał uniknąć aresztowania przez wojska sowieckie i wywózki w głąb ZSRR. Za udział w walkach o wyzwolenie Wilna w 1944 r. odznaczony Krzyżem Walecznych. Wiosną 1945 r. współorganizuje wyjazdy do Polski żołnierzy Okręgu Wileńskiego AK. Następnie wchodzi w skład komendy odtwarzanego Okręgu Wileńskiego, występującego pod nazwą Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK, gdzie pełni funkcję kierownika komórki kontrwywiadowczej. Aresztowany 28 czerwca 1948 r. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 2 listopada 1950 r. skazany na karę śmierci wraz z mjr. Zygmuntem Szendzielarzem „Łupaszką”, por. Lucjanem Minkiewiczem „Wiktorem” oraz ppłk. Antonim Olechnowiczem „Pohoreckim”. Stracony 8 lutego 1951 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
    Szczątki Henryka Borowego-Borowskiego odnaleziono wiosną 2013 r. w pobliżu kwatery „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
    Ryszard Widelski (1913-1949), ps. „Irydion”, „Wiara”, „Wiesia”, „Władysław”, „Żbik”, żołnierz Armii Krajowej, Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.

    Ryszard Widelski „Irydion”, „Wiara”, „Wiesia”, „Władysław”, „Żbik”

    W okresie okupacji niemieckiej pełnił w strukturach AK funkcję dowódcy plutonu w Obwodzie Praga. W 1945 r. ujawnił się przed UB, po czym ponownie włączył się w nurt działalności konspiracyjnej. Żołnierz Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość od grudnia 1945 r. Od połowy 1946 roku kierował siatką wywiadowczą Obszaru Centralnego, a następnie IV Zarządu Głównego WiN w Warszawie o kryptonimie „Syrena”, „Wisła”. Bliski współpracownik Władysława Jedlińskiego „Marty” – zastępcy szefa Oddziału Informacyjnego IV Zarządu Głównego WiN. Aresztowany 10 lutego 1948 r. w Warszawie. 27 października 1948 Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na karę śmierci. Decyzją z 14 stycznia 1949 roku Najwyższy Sąd Wojskowy utrzymał wyrok w mocy, a Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Zamordowany 28 stycznia 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
    Szczątki Ryszarda Widelskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
    Dzięki pracom ekshumacyjnym na warszawskich Powązkach udało się zidentyfikować wcześniej szczątki siedmiu ofiar reżimu stalinowskiego. Do tej pory ustalono tożsamość: Edmunda Bukowskiego, Stanisława Łukasika, Eugeniusza Smolińskiego, Stanisława Kasznicę, Bolesława Budelewskiego, Tadeusza Pelaka i Stanisława Abramowskiego.

    Czytaj więcej:

    Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
    Strona główna>


    0 0

    Pomnik  Żołnierzy Wyklętych poległych na Kresach odsłonięty! - FOTOREPORTAŻ


    Augustów 2013 r. Pomnik poświęcony żołnierzom Polski Podziemnej poległym na Kresach II Rzeczypospolitej w walce z Sowietami w latach 1944-1954.

    25 sierpnia 2013 r. w Augustowie, staraniem Fundacji "Pamiętamy", przy wsparciu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Burmistrza Augustowa, odsłonięty został pomnik poświęcony żołnierzom Polski Podziemnej, którzy polegli na Kresach II Rzeczypospolitej w walce z Sowietami w latach 1944-1954.

    Na pomniku uwiecznione zostały personalia lub pseudonimy - w zależności od stanu aktualnej wiedzy – ponad 650 naszych rodaków, Żołnierzy Wyklętych, Żołnierzy Niezłomnych, którzy wytrwali do końca na kresowych, straconych posterunkach – płacąc za to cenę najwyższą. Kolejnych  858 naszych braci, którzy w walce tej stracili życie, a których nazwisk ani pseudonimów nie udało się dotąd ustalić, zostało uhonorowanych wspólnym napisem memoratywnym.



    Pomnik upamiętnia zatem ofiarę ponad 1500 żołnierzy Polski Podziemnej, którzy zginęli na terenach na wschód od linii Curzona (za tzw. kordonem) w walce z Sowietami po lipcu 1944 r. Dla znakomitej większości z Nich jest on symboliczną mogiłą, gdyż Ich doczesne szczątki zostały pogrzebane przez Sowietów w nieznanych do dziś miejscach. Pomnik, który stanął w Augustowie, jest pierwszym w naszej Ojczyźnie zbiorowym upamiętnieniem Żołnierzy Wyklętych z Kresów poległych i pomordowanych, w tym zamęczonych w łagrach, za kordonem.




    W uroczystości zorganizowanej przez władze miasta Augustowa i Fundację „Pamiętamy” udział wzięło  kilkaset osób. Jeszcze przed jej  rozpoczęciem pod pomnik przybyli uczestnicy tegorocznego Rajdu Katyńskiego. Oddali oni hołd naszym kresowym bohaterom i ruszyli dalej w swoją motocyklową pielgrzymkę na wschód.







    Podczas ceremonii pod pomnikiem okolicznościowe przemówienia wygłosili: Burmistrz Augustowa Kazimierz Kożuchowski, Minister Andrzej Krzysztof Kunert, Prezes Mateusz Morawiecki i Poseł Jarosław Zieliński. Szczególnie wzruszającym momentem uroczystości były słowa wypowiedziane przy pomniku przez Panią Weronikę Sebastianowicz, mieszkankę Grodna. Jej brat, Antoni Oleszkiewicz „Iwan”, partyzant ziemi wołkowyskiej, poległ od kul NKWD w 1952 r., zaś ona została skazana przez sąd  sowiecki na 25 lat katorgi. Pani Weronika Sebastianowicz powiedziała m.in., że pomnik jest dla niej bardzo ważnym miejscem - symboliczną mogiłą brata, oraz że jest wdzięczna za to, że ofiara złożona przez jej brata i innych uwiecznionych pomnikiem  kresowych bohaterów walki z sowieckim zniewoleniem nie została w Ojczyźnie zapomniana. Chyba dla wszystkich osób zaangażowanych w ideę budowy pomnika słowa Pani Weroniki Sebastianowicz były wspaniałą nagrodą za wysiłek włożony realizację tego dzieła.

    Kpt. Weronika Sebastianowicz "Różyczka"

    Bardzo  podniosłym elementem ceremonii był odczytany w przejmujący sposób przez Rafała Werbanowskiego Apel Pamięci. Asysty wojskowej na potrzeby uroczystości odsłonięcia pomnika udzielił pododdział Wojska Polskiego z 14 Suwalskiego  Dywizjonu Artylerii Przeciwpancernej imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego. Po Apelu Poległych żołnierze oddali salwę honorową.

    Podczas uroczystości jej uczestnicy otrzymali bezpłatnie okazjonalnie wydane opracowanie, autorstwa Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego, zatytułowane "Polegli na straconych posterunkach. Z dziejów polskiego podziemia niepodległościowego na Kresach  II Rzeczypospolitej (1944-1956)", które - klikając na okładkę poniżej - można pobrać w całości (w formacie PDF).



    Zapraszam do obejrzenia dalszej części fotorelacji, do której zdjęcia udostępniła Fundacja "Pamiętamy".
























    APEL POLEGŁYCH !



    Od prawej: mec. Grzegorz Wąsowski, prezes Fundacji "Pamiętamy" oraz Pan Marek Szczepanik, rzeźbiarz z Radomia, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, autor i pomysłodawca pomnika w Augustowie, jak również twórca wszystkich wzniesionych przez Fundację "Pamiętamy" pomników i tablic pamiątkowych.









    Zainteresowanych walką polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (m.in. ppłk cc Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza", por. Jana Borysewicza "Krysi", ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera", ppor. Anatola Radziwonika "Olecha") po wkroczeniu Sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:



    Strona główna>

    0 0

    67. rocznica zamordowania Danuty Siedzikówny "Inki"

    Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba... 
    pożegnalne słowa "Inki"


    67 lat temu, 28 sierpnia 1946 r., o godz. 6.15 w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej 12, komunistyczni oprawcy zamordowali siedemnastoletnią sanitariuszkę 5 Brygady Wileńskiej AK Danutę Siedzikówną ps. „Inka”. Wraz z nią śmierć poniósł oficer wileńskiej AK ppor. Feliks Selmanowicz ps. Zagończyk”. Umierali z okrzykiem „Jeszcze Polska nie zginęła!” i „Niech żyje „Łupaszko”!”. „Inka” i  „Zagończyk” zostali zabici strzałem w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego, ppor. Franciszka Sawickiego, ponieważ strzały  z 10 pepesz plutonu mającego wykonać wyrok jedynie drasnęły dziewczynę i poraniły jej towarzysza niedoli, choć żołnierze strzelali z odległości trzech kroków. Do dziś rodzinom nie udało się odnaleźć miejsca ich pochówku. Wyrok śmierci był komunistyczną zbrodnią sądową, a zarazem aktem zemsty  i bezradności UB wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” .

    „Inka” została  aresztowana w Gdańsku rankiem 20 lipca 1946 r. Po bestialskim śledztwie  3 sierpnia 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał ją na śmierć. „Inka” nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała prośby o ułaskawienie; pismo podpisał jej obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, napisała:

    "Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba".


    Danuta Siedzikówna "Inka"

    Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 r. we wsi Guszczewina k. Narewki w pow. Bielsk Podlaski. Była drugą córką leśnika Wacława Siedzika i Eugenii z Tymińskich. W rodzinie żywe były polskie tradycje patriotyczne. Ojciec w 1913 r., podczas studiów w Petersburgu, został aresztowany przez władze carskie za udział w tajnej polskiej organizacji młodzieżowej i zesłany w głąb Rosji, skąd do Polski wrócił dopiero w 1926 r. Babcia Helena  Tymińska spokrewniona była z rodziną Orzeszków, znała dobrze Elizę Orzeszkową.Świadomość rodzinnej przeszłości wywarła duży wpływ na ukształtowanie osobowości i postawy przyszłej sanitariuszki. Do wojny rodzina Siedzików mieszkała w leśniczówce w Olchówce pod Narewką, gdzie pracował ojciec „Inki”. Danuta Siedzikówna była jedną z trojga rodzeństwa, miała młodszą o trzy lata siostrę Irenę i o rok starszą Wiesławę. Do 1939 roku uczyła się w szkole powszechnejw Olchówce, potem zaś w szkole sióstr salezjanek w Różanym Stoku pod Grodnem. Dalszą naukę przerwała jej wojna.

    We wrześniu 1939 r. tereny rodzinne Danuty został zajęte na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow przez Armię Czerwoną i znalazł się pod okupacją sowiecką. Wacław Siedzik, podobnie jak wielu polskich leśników uznanych przez władze komunistyczne za osoby szczególnie związane z państwem polskim - a co za tym idzie - niebezpieczne, został w 1940 r. aresztowany przez NKWD i wywieziony do kopalni złota na Syberii. Po wybuchu w czerwcu 1941 r. wojny pomiędzy Związkiem Sowieckim i III Rzeszą, został zwolniony z obozu i wraz z armią gen. Andersa znalazł się na terenie Iranu. Tam, w Teheranie, sprawował funkcję komendanta obozu dla polskich uchodźców cywilnych. Na skutek ciężkich przeżyć oraz z powodu słabego zdrowia nadwątlonego dwukrotnym zesłaniem zmarł w Iranie, wkrótce po opuszczeniu przez armię Andersa Rosji. Jego grób znajduje się na cmentarzu polskim w Teheranie.

    Po aresztowaniu Wacława Siedzika przez NKWD, jego rodzina została usunięta przez władze sowieckie z leśniczówki w Olchówce. Musiała zamieszkać w niedalekiej Narewce, tutaj też zastał ją wybuch wojny niemiecko - sowieckiej. Prawdopodobnie już wtedy matka „Inki”, Eugenia Siedzik, miała kontakty z polską konspiracją niepodległościową. W lipcu 1941 r. Narewka znalazła się pod okupacją niemiecką. Matka Danuty była aktywną uczestniczką Armii Krajowej, należała do siatki terenowej AK na Podlasiu. Za udział w konspiracji została aresztowana przez Niemców w listopadzie 1942 roku, a 25 listopada tegoż roku osadzona jako więzień polityczny w więzieniu  w Białymstoku (figuruje pod poz. 843 na wykradzionej przez wywiadowczynię AK liście  więźniów Gestapo z numerami akt sprawy 5321/42 i 48/42). Z przekazywanych przez nią z więzienia grypsów wynikało, iż osoby, które spowodowały jej aresztowanie należały do kolaborującego z Niemcami komitetu białoruskiego z Narewki. Po ciężkim śledztwie i torturach została zamordowana w połowie września 1943 r. w lesie pod Białymstokiem. Danusia po raz ostatni widziała matkę w szpitalu więziennym w Białymstoku strasznie zmasakrowaną. „Inka” miała wtedy zaledwie piętnaście lat. Grobu zamordowanej matki nigdy nie odnalazła.

    Danuta Siedzikówna (1928-1946)

    Trzema osieroconymi córkami małżeństwa Siedzików zaopiekowała się babcia, matka ich ojca. Dwie starsze, Wiesława i Danuta, pomimo bardzo młodego wieku, zostały zaprzysiężone jako żołnierze Armii Krajowej. Danuta wstąpiła w szeregi konspiracji w grudniu 1943 r. i stała się żołnierzem Armii Krajowej ośrodka Hajnówka-Białowieża. Praca konspiracyjna w tym ośrodku prowadzona była w bardzo trudnych warunkach. Śmiertelne zagrożenie stanowili tu nie tylko Niemcy, ale też i współpracujący z nimi „aktywiści” białoruscy (którzy zadenuncjowali Gestapo wielu polskich niepodległościowców) oraz uczestnicy komunistycznych „jaczejek”, związanych z wrogą wobec Polski i Polaków partyzantką sowiecką. Danuta Siedzikówna początkowo pełniła funkcję łączniczki na terenie swego macierzystego ośrodka. Przeszła ogólne przeszkolenie wojskowe, a także ukończyła kursy sanitarne. Danuta Siedzikówna „Inka” do połowy 1945 r. mieszkała w Narewce i pracowała jako urzędniczka w miejscowym nadleśnictwie.

    W lipcu 1944 r. tereny powiatu Bielsk Podlaski zostały zajęte przez nadciągającą ze wschodu Armię Sowiecką. Biorące udział w akcji „Burza” oddziały AK atakujące wycofujących się Niemców, były po ujawnieniu się wobec władz sowieckich rozbrajane, a ichżołnierze wywożeni do obozów w głębi ZSRR. Pod koniec wojny do oddziałów partyzanckich przedostali się konfidenci NKWD, których zadaniem było rozpracowanie armii podziemnej. Na podstawie zebranych informacji już po rozformowaniu oddziałów nastąpiły aresztowania. 6 czerwca 1945 r. również „Inkę” zatrzymano razem ze wszystkimi pracownikami nadleśnictwa za współpracę z niepodległościowym podziemiem. W czasie transportu do siedziby UBP w Białymstoku została wraz z grupą uwięzionych odbita przez patrol 5 Brygady Wileńskiej AK (podległej w tym czasie Komendzie Okręgu Białostockiego AK), dowodzony przez Stanisława Wołoncieja „Konusa”. Pod opieką Wacława Beynara „Orszaka” uwolnieni dotarli do miejsca postoju Brygady, dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” w miejscowości Śpieszyn. W oddziale rozpoczęła służbę sanitariuszki pod pseudonimem „Inka”. Walczyła w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta”, a następnie por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”. We wrześniu 1945 r., po rozwiązaniu Brygady na okres zimowy, wyjechała do Olsztyna. Niedługo później UB aresztowało siostrę „Inki” Wiesławę, która szybko zorientowała się, że chodziło im o Dankę. Aresztowana miała to szczęście, że trafiła na funkcjonariusza UB, któremu kiedyś wyświadczyła niecodzienną przysługę. Była świadkiem na jego tajnym ślubie kościelnym. To uratowało ją przed biciem i prawdopodobnie przyczyniło się do jej zwolnienia. Jednak po zwolnieniu Wiesława zauważyła, że jest śledzona, dlatego przekazała Dance informację, by ta trzymała się jak najdalej od rodziny. Z pomocą przyszedł przyjaciel ojca i ojciec chrzestny Danki, Stefan Obuchowicz. Wyrobił jej fałszywe papiery na swoje nazwisko i załatwił pracę kancelistki w leśnictwie Miłomłyn koło Ostródy.

    4 szwadron 5 Brygady Wileńskiej AK. Ostatni rząd od prawej: Danuta Siedzikówna "Inka", Jerzy Lejkowski "Szpagat", por. Marian Pluciński "Mścisław", ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, NN, Jerzy Fijałkowski "Stylowy", w pierwszym rzędzie od lewej drugi Witold Goldzisz "Radio", trzeci Zdzisław Badocha "Żelazny".

    W styczniu 1946 r., po wznowieniu działalności Brygady (podporządkowanej w tym okresie  Eksterytorialnemu Okręgowi Wileńskiemu AK), „Inka” podjęła służbę w szwadronie ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego”, w którym również pełniła funkcję sanitariuszki. Wykonywała też zadania łączniczki i kurierki, wyjeżdżając na odległe nieraz punkty kontaktowe. Na co dzień, jak wszyscy partyzanci, chodziła w mundurze Wojska Polskiego. Cieszyła się dużym zaufaniem dowódców, a także uznaniem i przyjaźnią kolegów. Tak wspominał „Inkę” sierż. Olgierd Christa „Leszek”, jeden z jej ówczesnych przełożonych:

    „Była bardzo lubiana za swoją skromność, a jednocześnie hart i pogodę ducha. Znosiła trudy z równą chłopcom, a niekiedy bardziej zadziwiającą wytrzymałością, szczególnie psychiczną. Raz tylko prosiła w czasie powrotu znad Wisły, by ktoś przejął jedną z jej ciężkich toreb. Maszerowaliśmy prawie półbiegiem ze względu na odległe miejsce postoju, a ją właśnie gnębił brak formy”.

    Danusia uczestniczyła jako sanitariuszka w walkach szwadronu z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW. Warto wspomnieć, że podczas akcji bojowych udzielała pomocy sanitarnej nie tylko rannym partyzantom, ale również rannym milicjantom, na co istnieją liczne zeznania i świadkowie.

    Kadra 5 Brygady Wileńskiej AK, rok 1945. Stoją od lewej: ppor.cz.w. Henryk Wieliczko "Lufa", zamordowany 14 marca 1949 r. na Zamku Llubelskim, por. Marian Pluciński "Mścisław", zamordowany 28 czerwca 1946 r. w białostockim więzieniu, mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" , zamordowany 8 lutego 1951 r. na Mokotowie, wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat", ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny", poległ w walce z UB 26 czerwca 1946 r. w Czerninie koło Sztumu .

    Podczas jednej z potyczek z funkcjonariuszami UB w czerwcu 1946 roku został ranny ppor. „Żelazny”. Pozostawiony na konspiracyjnej kwaterze w majątku w Czerninie, poległ 26 czerwca 1946 roku w walce z bronią w ręku, osaczony przez komunistyczną grupę operacyjną. Sierż. „Leszek”, okresowo dowodzący szwadronem, który„odskoczył” w Bory Tucholskie, nie wiedząc o śmierci „Żelaznego” wysłał„Inkę” w dniu 13 lipca 1946 roku do Gdańska, z zadaniem nawiązania kontaktu z porucznikiem, a także zakupu niezbędnych lekarstw i środków medycznych. Tak  Olgierd Christa wspominał „Inkę” w dniu wyjazdu:

    „To była bardzo skromna dziewczyna. Była bardzo obowiązkowa. Nie pamiętam, by się kiedykolwiek skarżyła, choć nie brakowało długich, forsownych marszów.  W lipcu wysłałem ją  do Gdańska po medykamenty dla oddziału. Kiedy stanęła przede mną, żeby zameldować gotowość wyjazdu, spojrzałem zdziwiony, jakbym ujrzał kogoś nieznanego. Była zawsze ubrana w wojskowy uniform i w wojskowe buty. Teraz stała przede mną smukła, uśmiechnięta,ładna dziewczyna, w pożyczonej gdzieś na wsi letniej sukience”.

    Niestety,„Leszek” nie wiedział, że zadanie jakim obarcza dziewczynę jest już nieaktualne, ale nie miał też świadomości, że jedna z łączniczek cieszących się zaufaniem dowództwa - Regina Żylińska-Mordas ps. „Regina”, podjęła współpracę z UB i wydała szereg punktów kontaktowych 5 Brygady Wileńskiej. Gdy „Inka” nocą 19/20 lipca 1946 r. zjawiła się w mieszkaniu sióstr Mikołajewskich przy ul. Wróblewskiego we Wrzeszczu, stanowiącym jeden z takich punktów, prawdopodobnie była już śledzona przez UB. Następnego dnia o świcie do mieszkania wpadli funkcjonariusze UB i aresztowali osoby tam przebywające.

    Żołnierze 4 Szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK, w górnym rzędzie od lewej: por. Marian Pluciński "Mścisław", plut. Henryk Wieliczko "Lufa", NN, plut. Zdzisław Badocha "Żelazny", środkowy rząd: plut. Jerzy Lejkowski "Szpagat", kpr. Zbigniew Fijałkowski "Pędzel", NN, na dole: Danuta Siedzikówna "Inka", NN "Beduin", Leonard Mikulski "Sęp", NN; Białostocczyzna 1945 r.

    Danuta Siedzikówna „Inka” przeszła przez bardzo ciężkie i brutalne śledztwo prowadzone w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa w Gdańsku. Krzysztof Wójcik w artykule poświęconym „Ince” pisał:

    „Dokładnie nie wiadomo, jak dziewczyna była traktowana podczas śledztwa. Do dziś zachowały się tylko relacje pośrednie. Strażniczka o imieniu Sabina mówiła, że „Inka” była bita i poniżana podczas śledztwa [...]. Potem miał się odbyć pokazowy proces. Jeszcze przed wydaniem wyroku wiedzieliśmy, że będzie rozstrzelana - mówi były pracownik więzienia przy Kurkowej. - Władza ludowa nie miała pobłażania dla bandytów od „Łupaszki”.”

    31 lipca 1946 r., w dniu najdłuższego przesłuchania „Inki”, prokurator podpisał skierowanie jej sprawy do Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku, gdzie została rozpatrzona w trybie doraźnym. Akt oskarżenia podpisał oficer śledczy UB z Gdańska Andrzej Stawicki. Rozprawa odbyła się 3 sierpnia 1946 r. w gdańskim więzieniu przy ul. Nowe Ogrody. Najważniejszymi zarzutami postawionymi „Ince” były: udział w akcji w Starej Kiszewie oraz walkach koło Podjazdów i w Tulicach. W tym ostatnim przypadku zarzucano jej wydanie rozkazu rozstrzelania dwóch wziętych do niewoli funkcjonariuszy UB. Były to kompletnie absurdalne zarzuty, gdyż sanitariuszka po prostu nie mogła wydać takiego polecenia żołnierzom; nawiasem mówiąc zajęta była udzielaniem w tym czasie pomocy rannym. Niestety, obciążyli ją fałszywymi zeznaniami milicjanci i ubecy, ludzie, którym partyzanci darowali życie. Niezgodne z prawdą zeznania złożyli: pracownik UB ze Sztumu Eugeniusz Adamski i milicjant Franciszek Babicki. Z kolei Longin Ratajczyk, milicjant uczestniczący w potyczce koło wsi Podjazdy twierdził, że „Inka” strzelała do niego z pistoletu, co również było nieprawdą. Można jedynie domyślać się, że milicjanci kłamali na polecenie UB. Jedynie ranny pod Tulicami funkcjonariusz MO Mieczysław Mazur zeznał, iż sanitariuszka „Inka” dała mu opatrunek i nie potwierdził kłamstw swoich kolegów. Ni emiało to jednak żadnego znaczenia. Sąd skazał dziewczynę na karę śmierci. Sędziowie wydający ów wyrok, mieli pełną świadomość, że orzekają taką karę wobec osoby niepełnoletniej, bowiem informacja, iż „Inka” nie miała jeszcze skończonych 18 lat, odnotowana została w uzasadnieniu wyroku.


    Danuta Siedzikówna nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała się pod pismem do Bieruta o ułaskawienie. Pismo zredagowane w pierwszej osobie („Ja, Danuta Siedzikówna...”) podpisał jej obrońca podkreślając, iż „Inka” jest sierotą, matka zginęła z rąk Niemców, zaś ojciec zaginął wywieziony na wschód. Skład sędziowski zaopiniował prośbę negatywnie. Nie miała ona i tak żadnego znaczenia, nikt nie zmierzał traktować jej poważnie - wyrok bowiem wykonano, nim do Gdańska dotarła odmowna odpowiedź Bieruta. Okoliczność, że w dniu wydania wyroku śmierci, jak i w dniu jego wykonania „Inka” nie miała skończonych 18 lat w ogóle nie została wzięta pod uwagę. W przesłanym siostrom Halinie i Jadwidze Mikołajewskim z Gdańska grypsie z więzienia Danka napisała:

    „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”.

    Zdanie to należy tłumaczyć nie tylko odmową podpisania prośby o ułaskawienie, lecz także przebiegiem śledztwa, podczas którego poza pseudonimami kolegów niczego nie ujawniła, a ubowcom nie udało się nawet wydobyć od niej informacji, na jakiej stacji kolejowej zaplanowano spotkanie z kurierem, który miał ją z powrotem doprowadzić do oddziału.

    Protokół wykonania wyroku śmierci na Danucie Siedzikównej "Ince".

    Danuta Siedzikówna „Inka” została rozstrzelana rankiem 28 sierpnia 1946 r., o godz. 6.15, wraz ze skazanym na śmierć oficerem 5 Brygady Wileńskiej  AK - ppor. Feliksem Selmanowiczem „Zagończykiem”, dowódcą pięcioosobowego samodzielnego patrolu bojowo-dywersyjnego na okręg gdańsko-olsztyński, który zdobywał środki na działalność organizacyjną. Dwójka skazańców do końca zachowała postawę godną żołnierzy Armii Krajowej. Przed śmiercią wykrzyknęli „Niech żyje Polska!”. Dziesięciu żołnierzy ze specjalnej jednostki KBW w Gdańsku oddało niecelne strzały. „Inka” i ppor. „Zagończyk” zostali zamordowani strzałami w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego.

    Ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, zdjęcie wykonane przez UB w Gdańsku.

    Przebieg egzekucji znany jest ze szczegółowych relacji złożonych w gdańskim oddziale IPN przez dwóch świadków: ks. Mariana Prusaka, który spowiadał oboje skazańców i był przy nich do końca oraz ówczesnego zastępcy naczelnika więzienia w Gdańsku Alojzego Nowickiego, który zeznał, że „do„Inki” strzelało 10 żołnierzy, każdy miał 10 sztuk amunicji w bębnie pepeszy. Wobec niepowodzenia egzekucji, choć wystrzelono 100 kul z odległości kilku kroków, do słaniającej się dziewczyny podszedł oficer UB i z bliska strzelił jej w głowę. Zanim to zrobił, „Inka” zdążyła jeszcze krzyknąć: „Niech żyje „Łupaszko!”.”
    Miejsce pochówku „Inki” zostało przez UB utajnione. Jednak nawet po śmierci niewinna sanitariuszka stanowiła duże zagrożenie dla komunistów. Jeszcze w 1969 roku ukazała się książka Jana Babczenki, byłego szefa UB w Kościerzynie i dziennikarza Rajmunda Bolduana „Front bez okopów”, w której autorzy napisali, że sanitariuszka „Łupaszki”, mordowała funkcjonariuszy UB. Dla większego efektu „Inkę” przedstawiono, jako „kruczoczarną” i „krępą” kobietę ze „szramą na twarzy”, biegającą z pistoletem błyszczącym złowrogo „oksydowaną stalą”, strzelającą z „sadystycznym uśmiechem” do funkcjonariuszy UB.

    Kłamliwa książka Jana Babczenki, byłego szefa UB w Kościerzynie i dziennikarza Rajmunda Bolduana „Front bez okopów”.

    W rzeczywistości siedemnastoletnia Danusia Siedzikówna była szczupłą szatynką i do nikogo podczas partyzanckich akcji nigdy nie strzelała.  Dzięki takim propagandowym paszkwilom do dziś w niektórych kręgach polskiego społeczeństwa funkcjonują fałszywe wyobrażenia o polskich partyzantach z okresu drugiej konspiracji.
     
    Po latach Sąd niepodległej Rzeczypospolitej uznał wyrok komunistów z 1946 roku za zbrodnię sądową. 10 czerwca 1991 roku wyrokiem Sądu Okręgowego w Gdańsku Danuta Siedzikówna została zrehabilitowana, Sąd uznał, że poniosła śmierć za działalność na rzecz niepodległego państwa polskiego.

    Symboliczne groby "Inki" i ppor. "Zagończyka" na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku.

    11 listopada 2006 r. „Inka” została pośmiertnie odznaczona przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta. Danuta Siedzikówna „Inka” ma symboliczny grób na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku, a także pomnik w Narewce, ufundowany w 2007 r. staraniem Fundacji „Pamiętamy”. Ma również tablicę pamiątkową w bazylice NMP w Gdańsku oraz kamienny obelisk w Sopocie, w parku jej imienia.

    Pomnik w hołdzie Danucie Siedzikównej "Ince", przy ulicy Armii Krajowej w Sopocie, w parku jej imienia.

    Gdyby nie została zamordowana przez komunistycznych oprawców, miałaby dziś 85 lat. Mogła być jeszcze wśród nas...
    GLORIA VICTIS !

    Więcej na temat "Inki" czytaj:

    Strona główna>

    0 0

    50. rocznica śmierci sierż. Józefa Franczaka "Lalka" - ostatniego żołnierza niepodległej Polski
    ...Nie dajmy zginąć poległym.
    Zbigniew Herbert

    Józef Franczak "Lalek" (1918-1963)

    50 lat temu, 21 października 1963 roku, w obławie funkcjonariuszy SB (Służba Bezpieczeństwa) i ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej) we wsi Majdan Kozic Górnych na Lubelszczyźnie zginął Józef Franczak "Lalek", ostatni żołnierz niepodległej II Rzeczypospolitej.Jego siostry, dopiero 20 lat później mogły złożyć ciało [pozbawione przez komunistów głowy] w rodzinnym grobowcu.

    Siostra Józefa Franczaka - Celina Mazur i jego syn Marek Franczak przy grobowcu "Lalka" na cmentarzu w Piaskach (fot. Mariusz Kamiński, 2008).

    Przez lata utrzymywała się wersja, że "Lalka" zadenuncjował sąsiad - Wacław Beć, u którego ukrywał się feralnego dnia. Tak myślała rodzina i okoliczna ludność. To oskarżenie powielił i utrwalił na wiele lat Henryk Pająk, m.in. w książce "Uskok kontra UB". Tymczasem obciążony został niewinny człowiek!
    Jak wynika z akt znajdujących się w IPN SB wydał bezpiece TW "Michał" - Stanisław Mazur - stryjeczny brat Danuty Mazur (narzeczonej "Lalka" i matki jego syna). Pozostawał poza podejrzeniami właśnie dzięki opinii mieszkańców podlubelskich miejscowości, dla których zdrajcą był Wacław Beć. Nie zmienił tego fakt, że 12 czerwca 1964 r. Sąd Wojewódzki w Lublinie skazał Becia na 5 lat więzienia za współpracę z "Lalkiem".
    Z bezpieką Stanisław Mazur współpracował jeszcze długo po śmierci "Lalka". Trwała ona od przełomu 1962/63 r. do 11 maja 1967 r. TW "Michał" przekazywał m.in. informacje o nastrojach ludności wsi, w których wcześniej ukrywał się Franczak i rozpracowywał jego najbliższych współpracowników. To prawdopodobnie na podstawie donosów Mazura aresztowano i osądzono Wacława Becia. Za kapowanie dostał w sumie 12.050 zł, z tego prawie połowę - ok. 5000 zł za ustalenie miejsca pobytu "Lalka"
    w 1963 roku.

    Odnowiony nagrobek sierż. Józefa Franczaka ps. "Lalek" na cmentarzu w Piaskach.

    1963... to był niesamowity rok. W Dallas ginie John F. Kennedy. Walentina Tiereszkowa macha ludzkości z orbity okołoziemskiej. Na osłodę imperialistom - The Beatles nagrywają singiel "She Loves You". A w Polsce...? Na całego trwa nasza mała stabilizacja. Rewelacyjny Zbigniew Pietrzykowski po raz czwarty zostaje mistrzem Europy w boksie, a Roman Zambrowski wylatuje z KC, co jest wyraźnym sygnałem, że okres błędów i wypaczeń jest już za nami. Prawdziwe rewelacje jednak czekają rodaków na odcinku kultury. Przy salwach spontanicznego śmiechu odbywa się w Warszawie premiera "Jak być kochaną" Wojciecha Hasa, Bohdan Łazuka bierze udział w zdjęciach do filmu "Beata", zaś rewelacyjny Zbigniew Maklakiewicz występuje w aż czterech filmach.

    No i jeszcze jedno. W małej wsi koło Piask w województwie lubelskim ginie podczas obławy 45-letni Józef Franczak, poszukiwany listem gończym były AK-owiec. Ten ostatni polski partyzant z bronią w ręku przeciwstawiał się komunistycznemu zniewoleniu dokładnie 24 lata.

    Z archiwum IPN - "Ostatni" - film prezentuje sylwetkę ostatniego ukrywającego się z bronią w ręku partyzanta niepodległościowego podziemia na Lubelszczyźnie, Józefa Franczaka ps. „Lalek", mechanizm osaczania go przez aparat resortu bezpieki, a w końcu dramatyczne okoliczności jego śmierci w walce z obławą MO i SB w dniu 21 października 1963 r. Unikalne relacje osób najbliżej związanych z partyzantem oraz nieznane dotąd materiały archiwalne IPN, pokazujące obraz niezłomnego bohaterstwa i kulisy zdrady [kliknij, aby obejrzeć> ] .

    Sierż. Józef Franczak "Laluś", "Lalek" był ostatnim partyzantem polskiego podziemia niepodległościowego. Jego życiorys jest typowy dla wielu z pokolenia Kolumbów. Urodził się w 1918 roku w małej podlubelskiej wiosce Majdan Kozic Górnych . Nie mając środków na dalsze kształcenie zgłosił się do Szkoły Podoficerskiej Żandarmerii w Grudziądzu, a następnie służył w Równem na Wołyniu. We wrześniu 1939 roku walczył z Sowietami, udało mu się zbiec z niewoli i powrócić w rodzinne strony. W czasie okupacji niemieckiej był żołnierzem ZWZ i AK, dowodził drużyną, a następnie plutonem. Prowadził też zajęcia w konspiracyjnej szkole podoficerskiej. Po wkroczeniu Armii Czerwonej znalazł się w szeregach organizowanego przez komunistów "ludowego" WP. Stacjonował w Kąkolewnicy, gdzie Sąd Polowy II Armii WP skazywał na kary śmierci byłych żołnierzy AK. Prawdopodobnie w pierwszych miesiącach 1945 roku zdezerterował. Początkowo ukrywał się w okolicach Łodzi, a następnie na Pomorzu.

    "Laluś" jako żołnierz żandarmerii Wojska Polskiego. Zdjęcie z czerwca 1939 r.

    Rozpoznany, powrócił w rodzinne strony, ale tutaj już w czerwcu 1946 roku wpadł w obławę grupy operacyjnej wojewódzkiego UB w Lublinie. Podczas transportu uciekł wraz z dziewięcioma innymi aresztantami, zabijając m.in. trzech funkcjonariuszy bezpieki. Na krótko dołączył do jednego z pododdziałów zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Na początku 1947 roku zgłosił się do oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" . Po akcji ujawnieniowej z wiosny 1947 roku został dowódcą jednego z pododdziałów. Wraz ze swoimi partyzantami (było ich zazwyczaj od czterech do sześciu) patrolował podległy mu teren na pograniczu powiatów lubelskiego i krasnostawskiego; zbierali informacje dotyczące aresztowań i operacji przeprowadzanych przez aparat represji, a także na temat osób współpracujących z UB oraz najbardziej gorliwych funkcjonariuszy UB i MO. Z powodu małej liczebności patroli działalność zbrojna w owym czasie była znacznie ograniczona. Sprowadzała się do zasadzek na małe patrole milicyjne, akcji ekspropriacyjnych oraz wykonywania kar chłosty lub śmierci na konfidentach i aktywistach komunistycznych. Patrole musiały ciągle uchodzić przed ścigającymi je grupami operacyjnymi UB–KBW. Po stratach w zasadzce z maja 1948 roku jego pododdział przestał istnieć. Z pięciu partyzantów poległo dwóch, a dwóch zostało rannych (z których jeden zmarł). Bez szwanku wyszedł jedynie "Laluś". W kolejną zasadzkę wpadł sam w Wigilię 1948 roku. W czasie walki ranił jednego z milicjantów, sam też został ranny w brzuch. Od tego czasu nie posiadał już zorganizowanego pododdziału zbrojnego, ale utrzymywał łączność z kontynuującymi walkę zbrojną. Jego towarzysze ginęli w walce lub wpadali w ręce UB w wyniku kombinacji operacyjnych. Jemu nadal udawało się umykać przed tropiącymi go funkcjonariuszami UB, niejednokrotnie dopisywało mu niesamowite szczęście.

    1947 rok. Od lewej: Stanisław Kuchciewicz "Wiktor", kpt. Zdzisław Broński "Uskok", Józef Franczak "Lalek", Walenty Waśkowicz "Strzała".

    "Lalek" nie budował świetnie zamaskowanych bunkrów, aby przebywać w nich przez wiele miesięcy. Był w ciągłym ruchu, często zmieniając kwatery. Jak szacowali funkcjonariusze UB/SB, jego siatka współpracowników liczyła około dwustu osób, co jest liczbą imponującą, tym bardziej że za udzielanie pomocy tak "niebezpiecznemu bandycie" groził kilkuletni wyrok więzienia. Franczak poważnie zastanawiał się nad skorzystaniem z uchwalonej 27 kwietnia 1956 roku amnestii i powrotem do normalnego życia. W rozmowie z jednym ze swoich współpracowników miał powiedzieć, że gdyby miał gwarancję, że otrzymałby wyrok mniejszy niż 15 lat więzienia, to zdecydowałby się na ujawnienie. Jednak po konsultacjach z jednym z lubelskich adwokatów zrezygnował, bo ten miał mu wyjaśnić, że za popełnione przez niego przestępstwa groziła mu kara dożywotniego więzienia.

    W rozmowach ze swoimi współpracownikami mówił, że w najbliższym czasie w Polsce musi dojść do zmiany ustroju, a on zrobi wszystko, aby do tego dotrwać. Pragnienie powrotu do normalnego życia powodował związek z Danutą Mazur z Wygnanowic, z którego 11 stycznia 1958 roku urodził się syn Marek. Oboje podejmowali próby sformalizowania swojego związku. Kończyły się one niepowodzeniem, gdyż księża, obawiając się prowokacji SB, odmawiali udzielenia ślubu. Funkcjonariusze UB/SB używali przeróżnych sposobów, aby go wytropić. Pozyskiwano konfidentów, którzy z jednej strony mieli penetrować jego rodzinę i środowisko pomocników, z drugiej próbowali ustalić jego kryjówkę. W domach członków najbliższej rodziny "Lalusia" oraz jego najbliższych współpracowników instalowano aparaturę podsłuchową; w zabudowaniach sąsiadujących organizowane były tzw. zakryte punkty obserwacyjne, w których dwóch – trzech funkcjonariuszy spędzało po kilka tygodni w oczekiwaniu na pojawienie się "Lalusia". Bezskutecznie.

    Na początku 1963 roku funkcjonariuszom Wydziału III SB KW MO w Lublinie udało się wyselekcjonować człowieka, który mógł przyczynić się do ujęcia lub likwidacji "Lalusia". Był to Stanisław Mazur – bratanek ojca Danuty Mazur, mieszkający wtedy w Lublinie. Na podstawie "materiałów kompromitujących" oficerom  SB udało się go zwerbować jako tajnego współpracownika; nadano mu ps. "Michał". Przez kolejne miesiące dojeżdżał do Wygnanowic, spotykał się ze swoimi krewnymi, a jednocześnie współpracownikami "Lalusia". Jako bliski krewny darzony był przez nich zaufaniem. W sierpniu 1963 roku udało mu się spotkać z "Lalusiem". Przez następne trzy miesiące SB przy pomocy TW "Michała" coraz bardziej osaczała "Lalusia". 20 października 1963 roku agent wyposażony w aparaturę podsłuchową spotkał się z Józefem Franczakiem. W okolicy oczekiwała grupa likwidacyjna złożona z dziesięciu oficerów operacyjnych SB i 60 funkcjonariuszy ZOMO . Akcja zakończyła się fiaskiem z powodu awarii środków łączności posiadanych przez agenta, trudnych warunków terenowych oraz wyznaczenia spotkania na wieczór. Następnego dnia rano TW "Michał" przekazał swojemu oficerowi prowadzącemu, że poprzedniego dnia udało mu się ustalić markę i numer rejestracyjny motocykla, którym "Laluś" został przywieziony na spotkanie.

    21 października 1963 roku zorganizowano grupę operacyjną składającą się z dwóch oficerów SB i 35 funkcjonariuszy ZOMO, którą dowieziono w okolice wsi Majdan Kozic Górnych. O godz. 15.45 zabudowania Wacława Becia – właściciela motocykla – zostały okrążone. "Laluś" zauważywszy zbliżającą się obławę, próbował – udając gospodarza – przejść przez linię obstawy. Gdy został wezwany do zatrzymania się, wydobył pistolet, oddał kilka strzałów i zaczął uciekać. Przebiegł ok. 300 metrów, po czym został śmiertelnie ranny i po kilku minutach zmarł. W prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok i pozbawiono je głowy, a następnie złożono w bezimiennym grobie na cmentarzu komunalnym przy ul. Unickiej w Lublinie. Dzięki pomocy pracownika cmentarza rodzinie udało się ustalić miejsce pochówku. Dopiero w 1983 roku siostry "Lalusia" przeniosły prochy do rodzinnego grobowca, na cmentarzu parafialnym w Piaskach .

    21 października 1963 rok. Pośmiertne zdjęcie Józefa Franczaka, wykonane przez SB po zastrzeleniu "Lalka" w Majdanie Kozic Górnych.

    Wykonane przez SB pośmiertne zdjęcie Józefa Franczaka ps. "Lalek". Jak widać, ciało jeszcze w całości...

    11 maja 2007 r. z inicjatywy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Obszaru Wschodniego w Lublinie oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa odsłonięto w Piaskach pomnik Ostatniego Partyzanta RP – sierż. Józefa Franczaka ps. "Lalek".

    Odsłonięty 11 maja 2007 r. w Piaskach pomnik w hołdzie ostatniemu żołnierzowi Rzeczypospolitej Polskiej, sierż. Józefowi Franczakowi ps. "Lalek".

    21 października 2008 roku. Marek Franczak, syn „Lalusia”, przy pomniku ojca na cmentarzu w Piaskach.

    17 marca 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, pośmiertnie, ostatniemu żołnierzowi wyklętemu Józefowi Franczakowi ps. "Lalek".
    Józef Franczak odznaczony został za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej w 90. rocznicę swoich urodzin. Odznaczenie odebrał syn Marek Franczak.



    GLORIA VICTIS !!!

    Więcej na temat życia i walki sierż. Józefa Franczaka "Lalka" czytaj:

    Strona główna>

    0 0
  • 10/23/13--00:30: RODACY - BOHATEROM 2013

  • Paczka świąteczna dla polskiego kombatanta na Kresach - Boże Narodzenie 2013

    W imieniu organizatorów zapraszam do kolejnej edycji zadania RODACY-BOHATEROM, w ramach której organizowana jest ogólnopolska akcja zbierania darów do PACZKI ŚWIĄTECZNEJ DLA POLSKIEGO KOMBATANTA NA KRESACH - BOŻE NARODZENIE 2013. Rozpoczęcie akcji 15 października, zakończenie zbiórki 15 grudnia 2013 r. Głównym organizatorem zadania jest Stowarzyszenie ODRA-NIEMEN.


    Jednocześnie informuję, że organizatorzy otrzymali z MCiA zgodę na rozszerzenie zbiórki na inne niż tylko kombatanckie środowiska. Wsparcie paczkami w pierwszej kolejności uzyskają nasi Kresowi weterani AK, ale też polskie rodziny wielodzietne, osoby samotne, rodziny i osoby wskazane przez Związki Polaków na Ukrainie, Litwie i Białorusi a także Mołdawii. Oprócz tego akcja RODACY-BOHATEROM  zebrane fundusze finansowe może przeznaczać na:

    • organizacje transportów paczek na Kresy,
    • wsparcie finansowe kombatantów w zakresie pomocy medycznej i sanatoryjnej,
    • ochronę miejsc pamięci na Kresach i w Polsce, zwłaszcza dotyczące upamiętniania Polskiego Państwa Podziemnego i Żołnierzy II Konspiracji.
    Zapraszamy darczyńców do współpracy a chętnych do organizacji zbiórek na swoim terenie i w swoich środowiskach.
    Kontakt:
    Szczegóły projektu RODACY-BOHATEROM 2013 na stronie:
    Konto akcji:
    NORDEA BANK SA
    32 1440 1387 0000 0000 1244 4184

    KONIECZNIE Z DOPISKIEM RODACY-BOHATEROM

    Bardzo prosimy o rozpowszechnianie informacji o akcji i z góry dziękujemy za współprace i pomoc.
     
    Ilona Gosiewska
    Stowarzyszenie ODRA - NIEMEN
    tel.+48 607440176
    www.odraniemen.org


    Zainteresowanych historią walki polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, m.in.:
    po wkroczeniu sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:


    Strona główna>

    0 0

    67. rocznica śmierci mjr. Antoniego Żubryda "Zucha"

    ...Nie dajmy zginąć poległym.
    Zbigniew Herbert


    Mjr Antoni Żubryd "Zuch"

    67 lat temu, 24 października 1946 r., w lesie w pobliżu Malinówki (pow. brzozowski), agent UB Jerzy Vaulin strzałem w tył głowy podstępnie zamordował mjr. Antoniego Żubryda „Zucha”, dowódcę Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ „Zuch”, jednego z największych antykomunistycznych oddziałów partyzanckich działających na terenie ówczesnego województwa rzeszowskiego, operującego w powiatach sanockim, brzozowskim i krośnieńskim w latach 1945-1946. Wraz z Żubrydem śmierć poniosła również jego żona Janina, będąca w ósmym miesiącu ciąży.

    Oddział „Żubryda” został ostatecznie rozbity przez pracowników Informacji Wojskowej z 8 Dywizji Piechoty, którzy wprowadzili do oddziału własnych ludzi. Dzięki nim 23 czerwca 1946 roku grupa ppor. Kazimierza Kocyłowskiego (dowódca ochrony oddziału Żubryda) została otoczony przez 32. Pułk Piechoty w rejonie Niebieszczan; do niewoli dostało się wówczas 21 partyzantów; trzech schwytanych „żubrydowców” zostało publicznie powieszonych: dwóch na stadionie piłkarskim „Wierchy” (Władysław Skwarc, Władysław Kudlik), a trzeci na rynku (Henryk Książek).
    29 września 1946 roku Żubrydowi wraz z resztą oddziału udało się jeszcze rozbić grupę operacyjną wojska, MO i UB z Sanoka – partyzanci ujęli i rozstrzelali kilku milicjantów oraz aktywistę PPR biorącego udział w obławie, jednak od tego czasu inicjatywę strategiczną na polu walki przejęły komunistyczne siły bezpieczeństwa. W tych okolicznościach Żubryd, zdając sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, postanowił wraz z żoną Janiną przedrzeć się do Austrii.

    Janina Żubryd z d. Praczyńska ps. „Janek”

    O zmierzchu 24 października 1946 roku Żubrydowie przybyli do Malinówki. Był wraz z nimi towarzysz broni Jerzy Vaulin ps. „Mar”. Vaulin, były żołnierz AK, kilka miesięcy wcześniej zwerbowany przez UB jako tajny współpracownik „Mewa” i skierowany do oddziału Żubryda.
    Major Żubryd pozostawił małżonkę i wraz z Vaulinem poszli sprawdzić dalszą trasę przemarszu. Kiedy obaj weszli do lasu Vaulin niepostrzeżenie wyjął z kabury swojego browninga – kal. 7,65 mm i strzałem w tył głowy zabił Antoniego Żubryda. Chwilę potem podstępem zwabił w to samo miejsce będącą w ósmym miesiącu ciąży Janinę Żubryd i ją również zamordował. Następnego dnia UB zabrała ciała małżeństwa Żubrydów. Nigdy nie odnaleziono miejsca ich pochówku.

    Mjr Antoni Żubryd "Zuch" - pośmiertne zdjęcie wykonane przez UB.

    Zdjęcie wykonane przez UB. Ciała mjr. Antoniego Żubryda "Zucha" i jego żony Janiny, zastrzelonych przez agenta UB Jerzego Vaulina 24 X 1946 r.
    GLORIA VICTIS !


    Antoni Żubryd

    Antoni Żubryd urodził się 4 września 1918 roku w rodzinie robotniczej w Sanoku jako syn Michała i Anny z d. Wołoszyn. W Sanoku ukończył Szkołę Męską nr 2 im. Króla Władysława Jagiełły. W 1933 r. rozpoczął naukę w Szkole Podoficerów Piechoty dla Małoletnich Nr 2 w Śremie, którą ukończył w 1936 r., otrzymując przydział wojskowy do 40. Pułku Piechoty „Dzieci Lwowskich”. Do 1939 r. dosłużył się stopnia sierżanta zawodowego. W czasie wojny aresztowany przez Sowietów na granicznym Sanie, zgodził się na współpracę z wywiadem sowieckim. Później aresztowany przez gestapo, skazany na karę śmierci, zbiegł z miejsca egzekucji i powrócił do Sanoka, gdzie ukrywał się aż do lata 1944 r., gdy po wejściu Sowietów został zatrudniony w sanockim Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego na stanowisku oficera śledczego. Zajmował się głównie volksdeutschami, konfidentami gestapo i członkami UPA. Będąc funkcjonariuszem UB, utrzymywał też kontakty z ukrywającymi się członkami podziemia antykomunistycznego.

    Budynek byłego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sanoku.

    Zagrożony dekonspiracją 8 czerwca 1945 r. zdezerterował z sanockiego PUBP i skontaktował się ze znanymi sobie, ukrywającymi się członkami AK. Pierwszą akcją, jaką wykonał już po "drugiej stronie barykady", była likwidacja szefa sanockiego PUBP, Tadeusza Sieradzkiego. Stało się to 15 czerwca 1945 r.
    Wykorzystując swoje wojskowe wykształcenie oraz posiadane zdolności przywódcze, wkrótce podporządkował sobie drobne grupy zbrojne działające w terenie, tworząc duży oddział zbrojny. W skład oddziału weszły grupy Edmunda Sawczyna "Mundka", Mariana Skiby "Ryszarda" i Stanisława Kossakowskiego "Ułana" - dezertera z KW MO w Rzeszowie. Oddział ten stworzony był również z inspiracji działającego w konspiracji Stronnictwa Narodowego. Na jednym z jego zebrań, w obecności przedstawiciela SN z Krakowa, prezes Zarządu Powiatowego SN w Sanoku Tadeusz Wojtowicz "Wilk" przyjął od dowódców poszczególnych grup partyzanckich przysięgę. Dowódcą nowo powstałego oddziału został Stanisław Surowiak "Ursus" (związany z NOW), a jego zastępcą Żubryd, który faktycznie dowodził oddziałem, ponieważ Surowiak nie cieszył się zaufaniem ze względu na swoje niejasne kontakty z UB.

    W połowie listopada 1945 r. na leśnej polanie między miejscowościami Raczkowa i Końskie odbyła się odprawa wszystkich dowódców grup partyzanckich i ich zastępców podległych Żubrydowi. Odprawę prowadził NN oficer w stopniu kapitana, który przyjechał z Krakowa. W odprawie oprócz Żubryda brali udział: Mieczysław Kocyłowski "Czarny", Kazimierz Kocyłowski "Wichura", Marian Skiba "Ryszard", Edmund Sawczyn "Mundek", Władysław Stefkowski "Rura", NN "Marynarz", NN "Józek", Stanisław Kossakowski "Ułan", NN "Dąb". Na tej odprawie oddział przyjął nazwę Samodzielny Batalion Operacyjny Narodowych Sił Zbrojnych. Dowódcą został Żubryd, awansowany do stopnia kapitana, a jego zastępcą mianowano Mieczysława Kocyłowskiego "Czarnego", awansując go do stopnia podporucznika.
    Wszystkie grupy podległe Antoniemu Żubrydowi stały się kompaniami batalionu. Dowódcami kompanii zostali: Kossakowski, Sawczyn i Skiba. Osobną grupą, składającą się z kilku zaufanych partyzantów, którzy stanowili jednocześnie ochronę Żubryda, dowodził on sam. Łączność między poszczególnymi kompaniami zapewniała doskonale zorganizowana sieć łączników. Poszczególne kompanie batalionu miały dość dużą swobodę działania i decyzje o przeprowadzeniu akcji były podejmowane samodzielnie przez ich dowódców, w zależności od sytuacji.

    Ppor. Mieczysław Kocyłowski "Czarny", zastępca Żybryda.

    Z powyższego, oraz z relacji samych "żubrydowców", jasno wynika, że oddział Antoniego Żubryda najprawdopodobniej został podporządkowany NSZ. Niestety, jak dotychczas, nie natrafiono na żadne inne dokumenty, które mogłyby to potwierdzić. Być może wynika to z tego, że, jak pisze Leszek Żebrowski we wstępie do III t. "NSZ - dokumenty, struktury, personalia": w okresie między lipcem a listopadem 1945 r. NSZ-ONR zostały rozbite aresztowaniami, a dowództwo zostało zdezorganizowane [...] natomiast istniejące oddziały partyzanckie posługujące się nazwą NSZ, w znacznej mierze podlegały już NZW lub działały samodzielnie bez łączności z dowództwem NSZ-ONR i właśnie do tych ostatnich, jak wszystko na to wskazuje, mógł należeć Samodzielny Batalion Operacyjny NSZ pod dowództwem Antoniego Żubryda. Niewątpliwie oddział Żubryda wpisywał się w nurt narodowego podziemia zbrojnego. Aresztowani członkowie oddziału wymieniali następujące cele, o które walczyli:

    • Ażeby nie było w Polsce komunistów i wyniszczyć członków partii PPR.
    • Walczyć za Polskę demokratyczną, a nie żydowską i komunistyczną.
    • Walczyć za Polskę katolicką.
    • Walczyć z Bezpieczeństwem, bo tam są sami komuniści.
    • Walczyć o granice do roku 1939, za Lwów i Wilno.
    Szacunkowo liczebność oddziału można określić na 120-150 partyzantów. Miał on duże wsparcie wśród miejscowej ludności, ponieważ bronił polskie wioski przed napadami bojówek UPA. Oddział zwalczał przede wszystkim funkcjonariuszy UB, likwidował gorliwych działaczy PPR oraz konfidentów UB. Natomiast, wbrew temu, co przez lata twierdzono, między żołnierzami "ludowego" Wojska Polskiego a "żubrydowcami" często dochodziło do współpracy. Z wojska docierała do oddziału amunicja, w wojskowej rusznikarni remontowano partyzancką broń, a oficerowie z 34. Pułku Piechoty, który stacjonował w Sanoku, wielokrotnie spotykali się towarzysko z "żubrydowcami". Doszło nawet do tego, że partyzanci pomagali wojsku wysiedlać Morochów w kwietniu 1946 r.

    Janina Żubryd z d. Praczyńska, żona Antoniego Żubryda. Po zwolnieniu z aresztu UB stale przebywała w oddziale męża. Zastrzelona wraz z mjr. Żubrydem przez agenta UB Jerzego Vaulina 24 października 1946 w okolicach wsi Malinówka.

    Najbardziej spektakularną akcję przeprowadzono 16 grudnia 1945 r., kiedy cały batalion pod dowództwem Żubryda zajął na przeszło pół dnia Korczynę, obsadzając wszystkie ważniejsze urzędy. Z rąk "żubrydowców" zginęło wielu funkcjonariuszy UB, a także dwóch wysokiej rangi oficerów sowieckich służących w "ludowym" Wojsku Polskim: szef sztabu 8. Dywizji Piechoty ppłk Teodor Rajewski oraz zastępca szefa wydziału wydziału polityczno-wychowawczego wspomnianej dywizji, "enkawudzista", kpt. Abraham Preminger.

    Zobacz inscenizację zajęcia Korczyny przez batalion Żubryda:
    Rozbicie oddziału Żubryda stało się jednym z głównych zadań dla funkcjonariuszy miejscowej "bezpieki". Starano się też zastraszyć miejscową ludność poprzez zorganizowanie publicznych egzekucji ujętych partyzantów Żubryda. 24 maja 1946 r. na stadionie miejskim w Sanoku, w obecności młodzieży szkolnej, powieszono Władysława Kudlika i Władysława Skwarca, a 4 czerwca na sanockim rynku w ten sam sposób stracono chor. Henryka Książka.

    Władysław Skwarc "Krzew", żołnierz oddziału mjr. Żubryda. Powieszony wraz z Władysławem Kudlikiem w publicznej egzekucji 24 maja 1946 r. na stadionie miejskim w Sanoku.

    Do samego oddziału udało się też wprowadzić trzech agentów Informacji Wojskowej, m.in. "Zucha" i "Bystrego", którzy przyczynili się do śmierci czterech "żubrydowców" i rozbicia oddziału. Jednak Żubryd z grupą ok. 30 ludzi działał dalej na terenie pow. Brzozów i Krosno.

    Urodzony 8 IX 1941 r. syn Janiny i Antoniego Żubrydów - Janusz, w wieku 4 lat aresztowany przez UB; spędził ponad 6 miesięcy w rzeszowskim więzieniu. O koszmarze zgotowanym dziecku przez komunistów czytaj więcej: Januszek Żubryd, lat 4 – najmłodszy więzień UB>

    We wrześniu 1946 r. w jego najbliższe otoczenie przeniknął agent UB Jerzy Vaulin "Warszawiak". Vaulin był akowcem o pięknej konspiracyjnej karcie, który dał się zwerbować UB i podjął się zlikwidowania Antoniego Żubryda. Dokonał tego 24 października 1946 r. w lesie w pobliżu Malinówki. Wraz z Żubrydem zginęła jego żona, Janina. Zamordowani zostali strzałami w tył głowy. Vaulin do dziś uważa, że zamordowanie Żubrydów było jego największym bojowym wyczynem. W 1999 r. sprawca podwójnego morderstwa stanął przed sądem, jednak sprawa została umorzona. Żołnierze Żubryda znajdowali się w kręgu zainteresowań UB, a później SB aż do końca lat 80. i niewielu z nich dożyło czasów, kiedy prawda o ich działalności powoli przestaje być "białą plamą" w naszej najnowszej historii.

    Pomnik w miejscu śmierci Antoniego i Janiny Żubrydów odsłonięty 28 X 2012 r. [zobacz relację i zdjęcia>]

    Grzegorz Motyka
    Antoni Żubryd - bieszczadzki "Ogień"


    Kiedy mowa o niedawnej historii Bieszczad w pierwszym skojarzeniu myślimy o Ukraińskiej Powstańczej Armii, istniejącej w tym regionie do 1947 r. W ten sposób umyka nam, że działała tam także polska partyzantka: najpierw w czasie wojny oddział AK OP-23, zaś w latach 1945-1946 zgrupowanie jednego z żołnierzy wyklętych - Antoniego Żubryda, pseudonim Zuch.

    Postać Żubryda do dziś jest odbierana przez pryzmat powieści Jana Gerharda "Łuny w Bieszczadach" i nakręconego na jej podstawie filmu "Ogniomistrz Kaleń". Antoni Żubryd został w nich przedstawiony jako niemal półanalfabeta, tępy antysemita, przywykły do koszarowego stylu kapral, z którego zawiłości historii zrobiły nieoczekiwanie dowódcę oddziału. Czy też raczej, jak dodał Stanisław Myśliński w "Strzałach pod Cisną", "bojówek spod znaku trupich czaszek".
    • Z Armii Krajowej do Urzędu Bezpieczeństwa
    Prawdziwy życiorys Antoniego Żubryda był znacznie bardziej skomplikowany. Urodził się 4 września 1918 r. w Sanoku. Po ukończeniu szkoły podoficerskiej w Śremie pozostał w wojsku. We wrześniu 1939 r. plutonowy Żubryd, jako zastępca dowódcy plutonu w swoim macierzystym 40. PP Dzieci Lwowskich, brał udział w obronie Warszawy. Jesienią 1939 r. uciekł z niemieckiej niewoli i wrócił do Sanoka. Schwytany przy próbie przejścia granicy niemiecko-sowieckiej w 1940 r., podjął współpracę z sowieckim wywiadem. W 1941 r. z tego powodu został aresztowany przez gestapo i skazany na karę śmierci. Ponoć uciekł prowadzony na egzekucję i związał się z AK.

    Zapewne właśnie kontakty z sowieckim wywiadem przesądziły, iż po wkroczeniu Armii Czerwonej zgłosił się do służby w sanockim UB. Jak czytamy w materiałach UB: "Rozbieżności w ocenie przydatności Żubryda do pracy w aparacie Urzędu Bezpieczeństwa oraz braki w bliższym rozeznaniu jego przeszłości z okresu okupacji, stały się przyczyną większego zwrócenia uwagi na jego osobę i ściślejszą inwigilację jego poczynań".

    W efekcie w czerwcu 1945 r. zapadła decyzja o zwolnieniu Żubryda z resortu. Nim jednak do tego doszło, ten 8 czerwca 1945 r. razem z niektórymi pracownikami urzędu uwolnił część aresztowanych i przeszedł do podziemia. Dość szybko Żubrydowi udało się podporządkować okoliczne poakowskie grupy partyzanckie i stworzyć ponad 100-osobowe zgrupowanie, które przybrało nazwę Samodzielny Batalion Operacyjny Narodowych Sił Zbrojnych. Jak przyznawali sami komuniści, w podległych sobie oddziałach "wprowadził rygor wojskowy i rządy twardej ręki, które zjednały mu wśród członków autorytet i uznanie".
    • Przeciw komunistom
    15 czerwca ludzie Żubryda przeprowadzili jedną z pierwszych akcji zbrojnych, zabijając szefa PUBP w Sanoku ppor. Tadeusza Sieradzkiego, na schodach zajmowanej przez niego kwatery. Za tą akcją poszły inne. Oddział "Zucha" dokonał licznych zasadzek na grupy operacyjne UB, MO i WP, napadów na posterunki milicji, urzędy gminne. Przykładowo 1 listopada 1945 r. w zasadzkę partyzantów wpadła grupa operacyjna próbująca osaczyć oddział. W starciu zginęło trzech funkcjonariuszy UB i trzech żołnierzy WP. 4 kwietnia 1946 r. żubrydowcy odbili trzech członków swojego oddziału, przebywających w areszcie na posterunku milicji w Haczowie. 30 kwietnia 1946 r. zabili oficera do spraw polityczno-wychowawczych 34. PP - kapitana Romana Premingera.

    Jedna z najbardziej brawurowych akcji miała miejsce 18 maja 1946 r. Tego dnia ludzie Żubryda najpierw rozbroili posterunek MO w Mrzygłodzie. Następnie, zdobycznym samochodem wyruszyli w rajd do Sanoka. W czasie przejażdżki po mieście Żubryd m.in. zwymyślał koło restauracji Jubileuszowa oficera WP za noszenie na czapce orzełka bez korony. Dopiero koło Fabryki Wagonów doszło do strzelaniny z milicjantami. Już wyjeżdżając z miasta, partyzanci natknęli się na jadący z Zagórza samochód z wojskowymi, który ostrzelali. Zginął w nim ppłk Teodor Rajewski, sowiecki oficer odkomenderowany do 8. Dywizji Piechoty, gdzie pełnił funkcję szefa sztabu. Był to jeden z najwyższych stopniem oficerów zabitych przez antykomunistyczne podziemie.

    To oczywiście tylko nieliczne z akcji, które przeprowadził oddział Żubryda. Zdaniem gen. SB Władysława Pożogi oddział "na swoim koncie zapisał 57 zabójstw, 29 postrzeleń, 40 rozbrojeń, 85 napadów rabunkowych i 55 zamachów".
    Nie ulega wątpliwości, że działalność zgrupowania Żubryda cieszyła się dużą sympatią znacznej części okolicznej polskiej ludności, w tym wielu mieszkańców Sanoka. Szczególnie niechętna nowej władzy była inteligencja tego miasta oraz młodzież miejscowego liceum. Wiadomo, że uczniowie rozprowadzali ulotki z hasłem "Wstępujcie w szeregi NSZ. Hasłem naszym Bóg i Ojczyzna". Ciekawe, iż z polskim podziemiem sympatyzowało także wielu żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego z oddziałów stacjonujących w Bieszczadach. Niektórzy z oficerów spotykali się z podkomendnymi Żubryda w Sanoku niemal oficjalnie, na suto zaprawianych wspólnych kolacjach, przy okazji dostarczając partyzantom broń. 15 grudnia 1945 r. jeden z oficerów 34. PP ppor Popławski po pijanemu wszczął awanturę w sanockiej restauracji. Gdy interweniowała żandarmeria, zaczął krzyczeć pod adresem dowódcy patrolu: "Twoje życie jest krótkie. Żubryd wkrótce się z tobą załatwi" oraz "Ja jestem z AK i z komunistami damy sobie radę". W tej sytuacji, nic dziwnego, że w partyzantce rychło znaleźli się dezerterzy z WP.
    • Pętla się zaciska
    Wszystko to wywoływało prawdziwą wściekłość aparatu władzy. W pościg za partyzantami nieustannie udawały się grupy operacyjne UB, KBW i WP. Przeszukiwano miejscowości podejrzewane o sympatyzowanie z podziemiem, aresztując niejednokrotnie przypadkowe osoby. Wiosną 1946 r. 34. Pułk Piechoty, jako przeżarty przez wpływy podziemia, skierowano wgłąb Bieszczad do wysiedlania ukraińskiej ludności, wcześniej zmieniając jego dowództwo. Pojawiały się nawet pomysły, by wysiedlić niektóre polskie wioski. W jednym z dokumentów czytamy:
    Ponieważ stwierdzono, że m. Niebieszczany jest głównym schronieniem bandy Żubryda, gdzie ludność miejscowa udziela im całkowitego poparcia, będąc z nimi w ciągłym kontakcie, prosimy o pozwolenie wysiedlenia ludności m. Niebieszczany na zachód [skreślone - i spalenie zabudowań - przyp. G.M.]. Takie postępowanie z naszej strony byłoby przestrogą dla innych wsi.
    Paradoks historii polega na tym, że w tym samym czasie spalenie Niebieszczan planował jeden z dowódców UPA, Stepan Stebelski "Chrin".

    Na przełomie maja i czerwca 1946 r. trzech schwytanych partyzantów Żubryda skazano w błyskawicznym procesie na karę śmierci, po czym stracono w dwóch publicznych egzekucjach na stadionie miejskim w Sanoku. Na stadion spędzono m.in. licealną młodzież. Wyrok wywołał powszechne oburzenie. Wiele osób zwracało uwagę, że "dotychczas nie widzieli żadnego publicznego wyroku i egzekucji na Ukraińcach, którzy często napadają, palą i mordują".
    Śmierć Rajewskiego i zbliżający się termin zaplanowanego na 30 czerwca 1946 r. referendum skłoniły władze do zintensyfikowania wysiłków. W czerwcu Informacji Wojskowej udało się wprowadzić do zgrupowania Żubryda dwie grupy agentów udających dezerterów z wojska. Dzięki temu 22 i 23 czerwca 1946 r. 32. Pułk Piechoty przeprowadził aresztowania wśród partyzantów i ich współpracowników w rejonie Poraża, Pobiedna, Tarnawy Górnej i Niebieszczan. W efekcie dwóch partyzantów zginęło, a 21 zostało aresztowanych. Pod zarzutem współpracy z Żubrydem uwięziono m.in. komendanta posterunku MO w Wielopolu. W następnych dniach aresztowania kontynuowano. O ich skali świadczy fakt, że było nimi zaskoczone nawet ukraińskie podziemie.
    W sprawozdaniu OUN czytamy:
    W miesiącu lipcu sanocki UBP aresztował wspólnie z MO około 300 Polaków i 40 Ukraińców. Aresztowania w sanockim powiecie doprowadziły do tego, że i polska ludność ze strachu przed UBP nie śpi po domach i ukrywa się. Aresztowanych częściowo puścili dobrowolnie, a częściowo za pieniądze.
    Sam Żubryd pozostawał jednak nieuchwytny, ukrywając się razem z żoną i grupą najbliższych współpracowników. Znajomość terenu i ludzi zdawała się go chronić przed agenturą. Rozumieli to jednak także doskonale funkcjonariusze UB. Dlatego misję rozpracowania "Zucha" powierzono agentowi przysłanemu z Warszawy.
    25 października 1946 r. w Krośnie nieznana osoba poprosiła o spotkanie z ppor. UB Rybczyńskim. W trakcie konspiracyjnego spotkania w restauracji okazało się, że ów nieznany mężczyzna jest członkiem bandy Żubryda znanym pod pseudonimem Warszawiak, a nazwiskiem Vaulin Jerzy. Vaulin [...] oświadczył [...], że w dniu wczorajszym, to jest 24 października 1946 r. o godzinie 19, zastrzelił Żubryda oraz jego żonę w lesie około dwóch kilometrów od wsi Malinówka w powiecie brzozowskim. [...] PUBP Brzozów odnalazł trupy Żubryda i jego żony [...] Vaulin Jerzy oświadczył, że jest agentem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i pracował w bandzie na podstawie porozumienia z Min. Bezp. Publ.
     Śmierć Żubryda oznaczała kres działalności oddziału, choć polowanie na jego poszczególnych członków trwało jeszcze później. Z akt IPN wynika, iż funkcjonariuszom UB udało się zabić 23 i aresztować 115 partyzantów Żubryda. Schwytano również 38 współpracowników oddziału.
    • Nadal wyklęty?
    Postać Żubryda także dziś wywołuje emocje i budzi pewne zakłopotanie, czego świadectwem jest pomijanie historii jego zgrupowania na różnych bieszczadoznawczych konferencjach. Wśród pojawiających się oskarżeń pod jego adresem jest m.in. sformułowany jeszcze przez Gerharda, zarzut antysemityzmu. Najbardziej kontrowersyjną akcją oddziału było zabójstwo w czerwcu 1945 r. rodziny Propperów (ojca i córki). Choć nie możemy być całkowicie pewni, że zabicie Propperów było dziełem ludzi Żubryda, to niewątpliwie niechęć do Żydów i oskarżanie ich o współpracę z komunizmem było wśród nich silnie obecne. Zastępca Żubryda Mieczysław Kocyłowski w swoich wspomnieniach stwierdził, iż oddział prowadził walkę z "Sowietami ukrywającymi się pod polskimi mundurami i naszą rodzimą żydokomunistyczną, stalinowską bandą" (M. Kocyłowski "Byłem zastępcą Żubryda...", Sanok 1999). Tyle że podobne poglądy były obecne w wielu oddziałach partyzanckich działających w różnych regionach Polski. I pomimo to ich dzieje nie są pomijane milczeniem, lecz poddawane spokojnej analizie. Być może niechęć do Żubryda u wielu osób wywołuje jego praca w sanockim UB. Zdaniem niektórych nawet jego ucieczka do podziemia była ubecką prowokacją. Jednak Żubryd nie był jedynym żołnierzem wyklętym, który przeszedł podobną drogę. Wystarczy tu przywołać działającego na Podhalu Józefa Kurasia "Ognia", przez krótki czas szefa UB w Nowym Targu, którego akcje partyzanckie budzą podobne kontrowersje. Pomimo to jego postać jest uznawana za symbol prowadzonej przez mieszkańców Podhala walki o wolność. Podobnie oddział Żubryda był najaktywniejszym polskim zgrupowaniem antykomunistycznej partyzantki w Bieszczadach i w Beskidzie Niskim. Z kolei poparcie mu udzielane przez miejscową ludność dobitnie pokazuje, po czyjej stronie stały wówczas sympatie bieszczadzkich Polaków.

    Więcej na temat mjr. Antoniego Żubryda ps. "Zuch" czytaj:
    Strona główna>
    Wsparcie>

    0 0
  • 10/31/13--16:11: WARTO PRZECZYTAĆ... (64)

  • Mariusz Solecki
    Literackie portrety żołnierzy wyklętych
    Wydawnictwo LTW 2013, ss. 416, oprawa miękka


    "Popiół i diament", "Kolumbowie…", "Wilki"… "Zapora", "Łupaszko", "Ogień"… Bohaterowie podziemia niepodległościowego bohaterami literackimi. 40 przebadanych utworów z lat 1948–2010, eseistyczna narracja, indeks osób niefikcyjnych, aneks – żołnierze wyklęci w filmie, w teatrze telewizji i w komiksie. Ekshumacja bohaterów z kulturowego dołu śmierci.

    Celem nadrzędnym publikacji nie jest zbadanie czy odsłonięcie prawdy historycznej na temat zagadnień wyeksponowanych w tytule. Autor wyznaczył sobie zadanie historycznoliterackie – pragnie dać monografię żołnierzy wyklętych pojmowanych jako komponent świata przedstawionego polskojęzycznych utworów literackich, powstałych w latach 1948–2010, reprezentujących głównie rodzimą epikę (w prozie temat znalazł najszersze ujęcie, najbogatsze ilościowo i jakościowo), ale i dramat, i lirykę. Ich zindywidualizowane opisy, charakterystyki dopełnił subiektywnymi interpretacjami; sporadycznie, tam, gdzie to było możliwe, tj. w granicach posiadanych kompetencji, skonfrontował wątki, motywy, postacie literackie z ich pierwowzorami historycznymi, bynajmniej nie dlatego, aby uzurpować sobie prawo do rozstrzygnięć na płaszczyźnie historiografii, ale by ukazać, jak polscy pisarze przetworzyli dostępny im materiał historyczny; by ujawnić też – niestety – skalę manipulacji, jakiej dopuścili się ci spośród nich, którzy, oddając swój talent na usługi wrogiemu sprawie polskiej ustrojowi, zgłosili akces do poszerzania obszaru hańby domowej.

    SPIS TREŚCI

    INTRODUKCJA
    Rozdział I STALINIZACJA (1948–1954)

    • Popiół i żołnierze wyklęci
    • „Nędzna gra”
    • Mroczna ballada o żołnierzach wyklętych
    • Skruszony „złoczyńca” z WiN-u
    • „Faszystowska” „banda Rębacza”
    • Kordowcy
    • „Bestie”, „smoki”: zoomorfizacja pejoratywna
    • „Tęp bandytów z NSZ”
    Rozdział II ODWILŻ (1955–1957)
    • Propagandowy cień „Malutkiego”
    • „Wojna akowsko-enkawudowska”
    • „Ogień” i jego „skurwysyny”
    • „Esesowskie sługusy” z „bandy” „Wiarusa”
    • Kompleks odrzuconego akowca
    • Paszkwil na „Uskoka”
    • Żołnierze wyklęci rocznik ’20
    • Powrót „zdrajcy narodu”
    Rozdział III STABILIZACJA (1958–1980)
    • „Zbóje” w „hitlerowskich panterkach”
    • Rozprawa z Konspiracyjnym Wojskiem Polskim
    • „Jarema”, „Drągal”, „Igła” w powieści milicyjnej
    • Wielkie łgarstwo „bratobójczej wojny”
    • Zagłada oddziału „Obucha”
    • Paszkwil na „Huzara”
    • „Wyłaź z WiN-u, skurwysynu!”
    • Żołnierze wyklęci na ziemi lubuskiej
    Rozdział IV AGONIA (1981–1989)
    • Polowanie na bieszczadzkich żołnierzy II konspiracji
    • „Do reakcji zawsze ognia”
    • „Zostaliśmy na lodzie...”
    • ROAK-owcy
    • „Jaszczurka” z NSZ-u, „Ryś” z AK
    • „Zasrane «prawdziwe wojsko polskie»” „Roga”
    • „Zginęli w walce o Polskę Narodową”
    • Ostatni Mohikanie antykomunistycznego podziemia
    Rozdział V DEKOMUNIZACJA (1990–2010)
    • Pokolenie wilków
    • Major „Zapora”
    • Niepodległościowa tragikomedia
    • Antykomunistyczny Janosik
    • Szwadrony „Łupaszki”
    • Niezłomni: „Kotwicz”, „Pług”
    • Bohater do końca
    • Król Podbeskidzia
    REKAPITULACJA

    Przeczytaj wybrane fragmenty
    [kliknij w ikonę PDF]



    Książka niebawem do nabycia m.in. w:
    Strona główna>
    Wsparcie>

    0 0
  • 11/12/13--01:36: WARTO PRZECZYTAĆ... (65)

  • Tomasz Toborek
    Warszyc. Wyklęty bohater
    Wydawnictwo Demart 2013, ss. 208, oprawa twarda

    Od egzekucji „żołnierza wyklętego” Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, wykonanej 19 lutego 1947 roku w Łodzi, na podstawie wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego upłynęło ponad sześćdziesiąt lat.

    W 10 lat po niej na temat „Warszyca” ukazał się cykl artykułów znanego w PRL-u literata Zbigniewa Nienackiego. To właśnie Nienacki odpowiada za wizerunek „krwawego watażki”, jaki przez lata przypisywano Sojczyńskiemu. W niezwykle sugestywnej relacji z ataku w Radomsku pisał m.in.:
    „Na ulicach miasta szaleją oddziały egzekucyjne «Warszyca», starając się schwytać i zamordować członków partii. Lecz ci, którzy mieli być zabici, jak w «nocy św. Bartłomieja» – albo byli w terenie na akcji przeciw bandom, albo zdołali uciec, uchronić się przed śmiercią”.
    W opublikowanych artykułach roi się oczywiście od kłamstw. W rzeczywistości „Warszyc” stanowił zaprzeczenie osoby, na którą chciano go wykreować w PRL. Nie miał w sobie nic z okrutnego watażki mordującego bez litości dzielnych budowniczych nowego porządku, choć fałszywy jest również obraz romantycznego i szalonego w swej odwadze dowódcy, zawarty w „hagiograficznych” niemal publikacjach z minionych lat.

    Tym cenniejszy jest fakt, że Stanisław Sojczyński, najbardziej znany właśnie pod pseudonimem „Warszyc”, w końcu doczekał się rzetelnej biografii, bez skłonności do przesady w żadną stronę. Autor – Tomasz Toborek – przeprowadził wnikliwą kwerendę by zbudować portret człowieka, nie bohatera, który świadomie wybrał bardzo ryzykowną drogę nie godząc się na programową sowietyzację Polski.

    Kapitan Stanisław Sojczyński, kawaler orderu Virtuti Militarii – najwyższego polskiego odznaczenia bojowego – był i pozostał do końca życia przede wszystkim patriotą i żołnierzem. Najpierw walczył w szeregach Wojska Polskiego, potem Armii Krajowej, a wreszcie dowodził założonym przez siebie Konspiracyjnym Wojskiem Polskim (KWP). Po zakończeniu II wojny światowej nie od razu zdecydował się na kontynuowanie konspiracji i zbrojną walkę. Najpierw ukrywał się, obserwując rozwój sytuacji po wkroczeniu Sowietów. Jednak już trzy dni po ich pojawieniu się w Radomsku był ścigany.

    W toczącej się dyskusji na temat sensu dalszej walki argumentem przeciwko tym, którzy zdecydowali się na pozostanie w konspiracji, jest ich brak realizmu. Czy jednak na pewno więcej realizmu mieli ci, którzy zdali się na łaskę i niełaskę komunistycznych władz? Trudno przecież znaleźć wśród dowódców AK takich, którym nowa władza pozwoliła wrócić do normalnego życia. Represje dotykały bowiem także tych, którzy zdecydowali się na ujawnienie, lub nawet współpracowali z komunistami.

    Sam  „Warszyc” komentował swoją decyzję o niezaprzestaniu walki, gdy wiosną 1945 roku tworzył KPW m.in. tak:
    „Straszny to był okres, te pierwsze dni, tygodnie i miesiące «niepodległości»: do głosu doszły wszelkiego rodzaju szumowiny i wykolejeńcy, obywateli ofiarnych, statecznych i rozumnych zmuszono terrorem do bierności i milczenia, najwięcej krzyczeli i pisali ci, którzy za główny cel postawili sobie robienie kariery, albo bezcześcili przedtem pracę w konspiracji trudnieniem się bandytyzmem i złodziejstwem, albo przyziemni oportuniści, albo ci, którzy zhańbili się służalczością wobec okupanta niemieckiego”.
    Jego poglądy radykalizowały się z czasem, ale do końca dbał o zachowanie zasad i ideałów, co z kolei wyraził następująco, już po aresztowaniu:
    „Dziś, kiedy byle męt społeczny jest oficerem, a im większy szuja, tym dość często otrzymuje wyższą rangę, najwyższym odznaczeniem jest przeświadczenie, że jest się człowiekiem zasad i honoru, wiernym synem Ojczyzny”.
    Wprawdzie historia KWP nie zakończyła się wraz ze śmiercią „Warszyca”, ale kontynuatorzy jego działalności nie nawiązali do sukcesów, które osiągnął Sojczyński. I nie chodzi tu o zupełnie inne warunki działalności, ale raczej sposób dowodzenia, umiejętność docierania do żołnierzy, charyzmę i autorytet.

    Przeczytaj wybrane fragmenty
    [kliknij w ikonę PDF]



    Zobacz spis treści
    [kliknij w ikonę PDF]



    Książka do nabycia m.in. w:

    Więcej na temat Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca" i KWP czytaj:
    Strona główna>
    Wsparcie>

    0 0

    Odnalezienie szczątków plut. Edwarda Biesoka "Edka" z NSZ



    18 listopada 2013 r. na Błatniej, gmina Brenna, ekshumowano z leśnego grobu doczesne szczątki plut. Edwarda Biesoka "Edka", pochodzącego z Mazańcowicżołnierza Narodowych Sił Zbrojnych ze Zgrupowania Partyzanckiego kpt. Henryka Flame "Bartka".

    Bogdan Ścibut ze Związku Żołnierzy NSZ poszukiwał mogiły dwa lata. W poniedziałek 18 listopada 2013 r. podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych w miejscu potyczki wyjęto z niej szczątki plutonowego, a także orzełka i fragmenty butów. Złożono je do trumny, która została przewieziona do kościoła pw. św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach.

    Przedstawiciel Związku Żołnierzy NSZ poinformował, że pogrzeb plutonowego Biesoka odbędzie się w grudniu. Spocznie on na cmentarzu parafialnym w Mazańcowicach. Na jego kwaterze umieszczona zostanie także tabliczka upamiętniająca żołnierzy z jego grupy, którzy zginęli lub zostali zamordowani przez komunistów, a nie mają grobu.

    Plut. Edward Biesok "Edek", żołnierz Zgrupowania Partyzanckiego NSZ kpt. Henryk Flame "Bartka".

    Edward Biesok ps. "Edek" urodził się w 1927 roku w Mazańcowicach. Miał trzech braci: Emila, Edmunda i najmłodszego Eugeniusza, który nadal mieszka w rodzinnej miejscowości. W czasie okupacji Edward Biesok został usunięty ze szkoły za manifestowanie niechęci do Niemców. Z powodu odmowy podpisania Volkslisty przez rodziców, w wieku 13 lat został wywieziony na roboty do III Rzeszy, skąd uciekł. Ukrywał się w rodzinnym domu.
    Od lata 1945 roku miał kontakty z partyzantami z oddziału por. Henryka Flame "Bartka", którzy walczyli w okolicach Czechowic. Od września 1945 roku poszedł do gimnazjum w Bielsku, lecz został z niego usunięty, prawdopodobnie w wyniku interwencji działaczy PPR oraz funkcjonariuszy UBP w związku z podejrzeniami o przynależność do NSZ. Dołączył do oddziału "Bartka".

    W styczniu i lutym 1946 r. na rozkaz Flamego zorganizował własną, licząca osiem osób grupę, z którą rozpoczął działalność wiosną. Przeprowadzili kilkanaście akcji. Upominali członków PPR i zajmowali się aprowizacją na rzecz całego Zgrupowania. W maju "Edek" z oddziałem wziął udział w koncentracji Zgrupowania "Bartka" na Baraniej Górze i defiladzie NSZ w Wiśle 3 maja 1946 roku, kiedy to w małej, uzdrowiskowej miejscowości, na oczach sterroryzowanych komunistów, kpt. Henryk Flame "Bartek" poprowadził dwugodzinną defiladę w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ, co było ewenementem w państwach "władzy ludowej".

    Kpt. Henryk Flame "Bartek"

    Wydarzenia z 3 maja 1946 roku i jednoczesna bezsilność lokalnych sił porządkowych wprawiły "władzę ludową" w prawdziwą wściekłość. Sprawą priorytetową dla władz wojewódzkich, na których terenach operowało Zgrupowanie "Bartka" była bezwzględna likwidacja grup leśnych związanych z VII Okręgiem NSZ.

    Edward Biesok "Edek" zginął 13 maja 1946 r. na Błatniej w zwycięskim dla partyzantów starciu z 24-osobowym plutonem operacyjnym KWMO Katowice, wykonującym zadania związane ze zwalczaniem partyzantki niepodległościowej. 10-osobowy oddział NSZ został osaczony przez grupę operacyjną, z którą podjął  zaciekłą walkę, w wyniku której śmierć poniósł dowódca partyzantów - niespełna 19-letni plut. "Edek". W starciu poległo 9 funkcjonariuszy MO, zaś pozostali milicjanci wraz ze swym dowódcą, oficerem Urzędu Bezpieczeństwa kpt. Tadeuszem Pietrzakiem, zbiegli w stronę Skoczowa. Tadeusz Pietrzak w 1956 roku był komendantem wojewódzkim MO w Poznaniu, następnie zastępcą szefa Głównego Zarządu Informacji WP, komendantem głównym MO (1965–1971) i wiceministrem spraw wewnętrznych PRL (1968–1978).
    Po walce, spodziewając się pościgu, koledzy z oddziału pochowali poległego Edwarda Biesoka i opuścili górę. Na drugi dzień przekazano rodzinie "Edka" w Mazańcowicach jego ryngraf.

    18 listopada 2013 r. staraniem Związku Żołnierzy NSZ Okręg Podbeskidzie, z udziałem przedstawicieli wojewody śląskiego i wójta gminy Brenna, Oddziału IPN w Katowicach, archeologa z Muzeum w Cieszynie oraz przedstawicieli Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich z Cieszyna wykonano ekshumację.

    Ekshumacja szczątków Edwarda Biesoka "Edka" z leśnej mogiły na Błatniej, 18 listopada 2013 r.

    Poszukiwania terenowe na Błatniej trwały już długo, ale dopiero znalezisko z ostatniej wyprawy wskazało miejsce pochówku. Mogiłę odnaleziono na leśnym zboczu nieco w głębi lasu w połowie drogi pomiędzy pomnikiem poświęconym poległym w tamtej historycznej potyczce a schroniskiem Ranczo Błatnia. Poszukiwaniami terenowymi kierował doświadczony poszukiwacz Krzysztof Neścior z cieszyńskiego Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich.
    - Mieliśmy wytypowane parę miejsc ewentualnego pochówku. Pierwsza ekshumacja przeprowadzona w miejscu wskazywanym przez mieszkańców Brennej nie przyniosła efektu. W czwartek postanowiliśmy wraz z panem Bogdanem Ścibutem przeszukać inny skraj zbocza, gdzie pochówek wydawał się być możliwy. Wiedzieliśmy z przekazów, że miejsce, gdzie żołnierze pochowali swojego dowódcę, jest oznaczone znakiem na drzewie oraz kamieniem z wyrytym krzyżem oraz inicjałami. Podczas badania jednego z miejsc udało mi się odnaleźć ten kamień, potem znaleźliśmy również napis NSZ na korze drzewa. Wtedy byliśmy już pewni, że po 67 latach Edward Biesok będzie mógł być pochowany przez rodzinę, która tyle lat go szukała– powiedział po zakończonej akcji Krzysztof Neścior.

    Tablica pamiątkowa na Błatniej, odsłonięta w miejscu potyczki oddziału NSZ i  śmierci plut. Edwarda Biesoka "Edka".

    Ekshumacje na Błatniej przeprowadzili Krzysztof Neścior oraz archeolog Zofia Jagosz-Zarzycka z Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Uczestniczyli w niej również przedstawiciele rodziny Ewarda Biesoka, IPN z Krakowa i Katowic, Sanepidu z Cieszyna, proboszcz z Mazańcowic, Nadleśnictwa Ustroń, Urzędu Gminy Brenna oraz Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Złożone w trumnie szczątki plut. "Edka" wynieśli w trumnie z lasu członkowie grupy rekonstrukcyjnej NSZ.

    Szczątki plut. Edwarda Biesoka "Edka" wynoszą z lasu członkowie grupy rekonstrukcyjnej Narodowych Sił Zbrojnych.

    W trakcie prac ekshumacyjnych odnaleziono również resztki oporządzenia żołnierskiego oraz orzełka z furażerki wraz z dwoma guzikami wojskowymi.
    - Planujemy w tym miejscu zrobić na wiosnę symboliczną mogiłę wojenną w celu upamiętnienia tych wydarzeń. Jest to przecież miejsce pamięci narodowej, pozostał też napis na drzewie - mówi Krzysztof Neścior podkreślając, że duży wkład w pomyślne zakończenie sprawy włożyli wójt Brennej Iwona Szarek, oraz wi-ce Wojewoda Śląski Piotr Spyra.
    Zobacz FOTORELACJĘ z ekshumacji plut. "Edka":

    Obejrzyj fragment ekshumacji w Aktualnościach
    TVP Katowice:

    Więcej na temat zgrupowania kpt. Henryka Flame "Bartka" czytaj:
    Linki zewnętrzne:
    Strona główna>
    Wsparcie>

    0 0
  • 11/26/13--01:26: WARTO PRZECZYTAĆ... (66)

  • Alicja Paczoska-Hauke
    "Szary", "Ryś", "Mściciel"… Żołnierze podziemia niepodległościowego na Kujawach Wschodnich (1945–1947)
    Bydgoszcz–Gdańsk 2013, 392 s. + 24 s. wkł. ilustr.

    Publikacja uzupełnia ważną lukę w badaniach nad powojennym podziemiem zbrojnym. Pozornie zdawać by się mogło, że w północnej Polsce po 1945 r. podziemie niepodległościowe faktycznie nie istniało. Tymczasem również na Kujawach  funkcjonowały  grupy zbrojne, tworzone niemal spontanicznie przez byłych żołnierzy Armii Krajowej, dezerterów z ludowego WP oraz patriotyczną młodzież gimnazjalną, która dopiero wchodziła w dorosłe życie. Dla niej walka z okupantem sowieckim była wezwaniem, któremu chciała sprostać.

    Na pograniczu Kujaw i Wielkopolski swoją działalność w latach 1945-1947  prowadziły trzy duże oddziały zbrojne:

    Jerzego Gadzinowskiego "Szarego"

    Gabryela Fejcho "Ognia"


    Antoniego Fryszkowskiego "Rysia"

    Wywodziły się one ze środowiska akowskiego, ale od grudnia 1945 r. wchodziły w struktury Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Niniejsza publikacja obala wiele mitów, które wprowadziła historiografia komunistyczna na ich temat. W części pierwszej publikacji przedstawiono genezę, działalność i likwidację tych grup przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. O tym, że walka między przedstawicielami nowej władzy a mieszkańcami tego regionu była zacięta, może świadczyć skala represji, jaką wymierzono przeciwko powstańcom antykomunistycznym. Aż 36 żołnierzom podziemia, którzy działali na tym terenie, wymierzono karę śmierci, na 17 z nich ją wykonano. Sześć osób zmarło w więzieniach, a 20 innych zginęło w potyczkach z funkcjonariuszami grup operacyjnych. Prawie dwustu mieszkańców  powiatów: Włocławek, Nieszawa, Koło i Konin, na terenie których działały te oddziały, otrzymało wyroki skazujące z powodu swoich powiązań z podziemiem. Za współpracę z podziemiem niepodległościowym aresztowano setki osób, wielu z nich złamano życie.

    W części drugiej publikacji przedstawiono 406 krótkich biogramów członków i współpracowników podziemia zbrojnego. W tym wykazie ujęto dowódców oddziałów, partyzantów oraz osoby najbardziej represjonowane przez aparat bezpieczeństwa z powodu kontaktów z podziemiem zbrojnym. Książka może być cennym źródłem informacji dla osób zainteresowanych tragicznymi losami żołnierzy wyklętych.

    Książka jest 34 tomem wydanym w ramach oddziałowej serii wydawniczej gdańskiego oddziału IPN.



    Informacje o możliwości nabycia książki:

    O działalności antykomunistycznego podziemia na Kujawach czytaj więcej:
    Strona główna>
    Wsparcie>

(Page 1) | 2 | 3 | .... | 11 | newer