Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Channel Catalog


Channel Description:

Zapomniani Bohaterowie
    0 0
  • 03/21/18--03:29: TRZEBA PRZECZYTAĆ !!! (114)

  • Kazimierz Krajewski
    Życie i śmierć dla Polski. Partyzancka epopeja Uderzeniowych Batalionów Kadrowych
    IPN , Warszawa 2018, 376 s., format: 240x330 mm, oprawa twarda + płyta CD.


    Tematem publikacji jest działalność jednostek partyzanckich sformowanych przez konspiracyjną organizację Konfederacja Narodu, wywodzącą się z przedwojennego Ruchu Narodowo-Radykalnego. Organizacja ta, licząca kilka tysięcy członków, została w 1943 r. włączona w skład AK, a jej oddziały partyzanckie - Uderzeniowe Bataliony Kadrowe - przeszły "na etat" KG AK. Oddziały te od 1942 r. prowadziły, ze zmiennym szczęściem, działania partyzanckie ukierunkowane na Kresy Wschodnie II RP. Operowały na Podlasiu, Białostocczyźnie, Litwie (etnicznej), w Prusach Wschodnich, na Nowogródczyźnie, Wileńszczyźnie i Polesiu, tracąc kilkuset poległych. Walcząc z niemieckimi siłami okupacyjnymi, podejmowały też działania mające na celu wyparcie z ziem polskich wrogiej partyzantki sowieckiej i band komunistyczno-rabunkowych. Autor opisuje ich szlak bojowy, a także podejmuje polemikę z przypisywanymi KN i UBK stereotypami czy też wręcz z ich "czarną legendą" powstałą jeszcze w czasach PRL.

    Album „Życie i śmierć dla Polski” to dzieje trwających kilka lat walk Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, oddziałów partyzanckich sformowanych przez Konfederację Narodu, konspiracyjną organizację wywodzącą się z przedwojennego radykalnego ruchu narodowego, scaloną w 1943 r. Konfederacja Narodu, dostrzegając zagrożenie komunistyczne nadciągające ze wschodu, już w 1942 r postulowała uruchomienie partyzantki polskiej na Kresach Wschodnich w celu wypierania z nich wrogiej partyzantki sowieckiej. Bronią zdobytą na Niemcach przepędzimy precz bolszewików– głosiło jedno z haseł konfederackich. Antykomunistyczna partyzancka akcja UBK prowadzona była przy nieżyczliwej niekiedy postawie dowódczych gremiów AK, ulegających nierealnej iluzji co do możliwości porozumienia się ze Związkiem Sowieckim – "sojusznikiem naszych sojuszników". Niezależnie od wszelkich trudności partyzanci spod znaku UBK walczyli z obydwoma wrogami wolności naszego kraju – Niemcami i Sowietami. Uderzeniowe Bataliony Kadrowe przeszły długi szlak bojowy – spod Warszawy, przez Podlasie, Białostocczyznę, Prusy Wschodnie, Litwę – na Nowogródczyznę i Wileńszczyznę. Konfederaci uczestniczyli w operacji "Ostra Brama", walczyli też w szeregach 30 Poleskiej DP AK i Powstaniu Warszawskim. Na trasie działań oddziałów UBK pozostały setki partyzanckich mogił.


    Do albumu dołączona jest płyta zawierająca piosenki i utwory poetyckie twórców z kręgu konspiracyjnego pisma "Sztuka i Naród" w wykonaniu zespołu Contra Mundum.



    Książka do nabycia m.in.:

    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0
  • 04/06/18--01:05: WARTO PRZECZYTAĆ... (115)

  • Dariusz Jarosiński
    Ta nasza wolność. Reportaże historyczne
    IPN , Białystok – Olsztyn – Warszawa 2018, oprawa: zintegrowana, ilość stron: 672 s., wymiar: 176x250 mm.


    Publikacja Dariusza Jarosińskiego jest zbiorem ponad sześćdziesięciu reportaży i esejów o losach żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego oraz o ich walce z komunistyczną dyktaturą. Jedne opowieści dotyczą postaci powszechnie znanych, zaś bohaterowie innych zostają dopiero przywracani społecznej pamięci. Autor starał się dotrzeć do ostatnich żyjących Żołnierzy Wyklętych, a ich relacje w miarę możliwości weryfikował i uzupełniał o źródła archiwalne i publikacje historyków. Część tekstów dotyczy także mało znanych lub zupełnie nieznanych młodzieżowych grup antykomunistycznych, które działały niedługo po zakończeniu wojny, ale też w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Wszystkie one wyraźnie nawiązywały do tradycji Żołnierzy Wyklętych. Również wszystkich bohaterów tej książki – bardziej i mniej znanych – łączy idea wolnej Polski, żaden z nich nie godził się na bezczynność wobec niegodziwości systemu komunistycznego, za co przyszło im zapłacić wysoką cenę.


    Książka do nabycia m.in.:

    Strona główna>
    Prawa autorskie>


    0 0
  • 04/10/18--23:21: WARTO PRZECZYTAĆ... (116)

  • Rafał Wnuk
    Leśni Bracia. Podziemie antykomunistyczne na Litwie, Łotwie i w Estonii 1944-1956
    Bellona 2018, oprawa: twarda, ilość stron: 550 s., wymiar: 170x240 mm.

    Nie tylko Polacy mają swoich "żołnierzy wyklętych", partyzantów i konspiratorów, którzy po drugiej wojnie światowej walczyli ze Związkiem Radzieckim i rodzimymi komunistami. Mają ich także Litwini, Łotysze i Estończycy. W krajach bałtyckich antykomunistycznych partyzantów nazywano leśnymi braćmi. Ich walka trwała do pierwszej połowy lat pięćdziesiątych. Władze radzieckie odpowiedziały na nią krwawym terrorem. Obławy, pacyfikacje, kary śmierci wykonywane na schwytanych leśnych braciach, wieloletnie zsyłki do łagrów, deportacje ludności sprzyjającej partyzantce stały się w tym czasie chlebem powszednim. Po odzyskaniu niepodległości przez Litwę, Łotwę i Estonię w 1991 roku ofiara leśnych braci urosła do rangi narodowych mitów w społeczeństwach, które odbudowywały swą tożsamość po czasach komunizmu. Prof. Rafał Wnuk, znawca antykomunistycznego podziemia w Europie Środkowo-Wschodniej, odkrywa ten nieznany polskim czytelnikom rozdział w dziejach państw bałtyckich i ukazuje ludzi, którzy mieli odwagę rzucić wyzwanie imperium zła.

    Każde państwo ma swoich bohaterów, każde państwo ma swoje mity i historie, który mogły nie wydarzyć się naprawdę. Jak to jest z leśnymi braćmi? To partyzanci formacji antykomunistycznych na terenach Estonii, Łotwy i Litwy w okresie II Wojny Światowej i po niej, stawiający opór okupacji radzieckiej. Wielu z nich zginęło, tylko nieliczni mogli podzielić się wspomnieniami. Książka Rafała Wnuka rozwiewa mity, przypuszczenia i legendy, jakie utworzyły się wokół tych bohaterów.

    Nie tylko Polacy mają swoich "żołnierzy wyklętych". Osoby, które walczyły za wolność na terenie Estonii, Łotwy i Litwy również zasługują na chwilę uwagi. W krajach bałtyckich nazywani leśnymi braćmi, walczyli i sprzeciwiali się krwawemu terrorowi. Oczywiście władza odpowiadała równie brutalnie, a można nawet i powiedzieć, że jeszcze bardziej przerażająco. Normalnością były obławy, kary śmierci czy zsyłki do łagrów. Jak może się wydawać dawno temu nie stanowiło to żadnej nowości, ani nie odstawało od normy. W ten sposób stracono wielu wspaniałych ludzi, którym historia zamknęła usta i nie pozwoliła na opowiedzenie własnych przeżyć. Współcześnie wielu ludzi podważa istnienie leśnych braci. Dla jednych to mit, ładnie skrojona opowiastka, natomiast dla pewnych grup to wciąż symbol walki i niesamowitej odwagi.

    "Leśni bracia" Rafała Wnuka to książka przybliżająca nam ich losy i to, z czym musieli się zmierzyć. Nie bali się marzyć i walczyć o wolność, kary nie stanowiły dla nich istotnej kwestii. Liczyło się to, aby pokonać wroga i zapewnić swoim potomkom godne życie. Autor stara się przytoczyć jak najwięcej faktów, odnalezionych informacji i wspomnień o jednostkowych osobach. Każdy zasługuje na pamięć i każdy powinien jej dostąpić, niezależnie czy odbędzie się to za jego życia, czy już po śmierci.

    Czytaj o "Leśnych Braciach":

    Książka do nabycia m.in.:
    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    67. rocznica śmierci st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "R o ja"

    ...Nie dajmy zginąć poległym.
    Zbigniew Herbert

    St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój"  na czele oddział u, 1948 r.

    67 lat temu, 13 kwietnia 1951 r., zdradzony i okrążony, poległ w walce st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", dowódca jednego z najdłużej walczących z komunistami oddziałów Narodowego Zjednoczenia Wojskowegona Mazowszu. Przebywał wówczas wraz z Bronisławem Gniazdowskim "Mazurem" w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki (gm. Kozłowo, pow. pułtuski), gdzie został osaczony przez 270 żołnierzy z I Brygady KBW i nieustaloną liczbę funkcjonariuszy UBP i MO.

    St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".

    Pierwszy z lewej sierż. Ildefons Żbikowski "Tygrys", trzeci st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".

    W 1951 roku resort bezpieczeństwa nie dawał ciągle za wygraną i działania operacyjne mające doprowadzić do likwidacji "Roja" i jego ludzi zataczały coraz szersze kręgi. Liczbę agentów i informatorów skierowanych przez UBP do rozpracowania pozostałości jego oddziału można obliczać na kilkaset osób. Większość z nich była zmuszana do współpracy groźbą i szantażem.
    Zwerbowano tą drogą m.in. agentkę „Magdę”, córkę państwa Burkackich ze wsi Szyszki, u których "Rój" często bywał. „Magda” utrzymywała stały kontakt z „Rojem”, darzącym ją szczególnym zaufaniem i uczuciem – kilkakrotnie prosił ją o rękę. Funkcjonariusze UBP pisali w raporcie, że agentka „Magda”
    [...] zdecydowała się oddać „Roja”, mając ku temu szerokie możliwości, ponieważ „Rój” darzy ją kompletnym zaufaniem, co świadczy o tym, że stawiał jej kilkakrotnie propozycję wyjścia za mąż i wstąpienia do bandy.
    Jej rodzice zostali aresztowani przez UB i skazani na karę 6 i 8 lat więzienia. 13 kwietnia 1951 roku wróciła ona z Warszawy, być może była w UB. Według powszechnej opinii pracownicy UBP za wydanie „Roja” obiecali jej zwolnienie rodziców z więzienia, skazanych za współpracę z partyzantami. Wracając ze stacji kolejowej do domu wstąpiła do sąsiadów. Tutaj przyszedł także jej brat, powiedział, że „Rój” z „Mazurem” są u nich w domu i wyszedł. Po krótkim czasie także i ona wyszła. Nie wiadomo tylko czy widziała się z „Rojem” czy nie. Pewne jest, że poszła do nauczycielki i wzięła od niej rower. Pojechała do miejscowości Gzy, około 8 km od Szyszek i tam zameldowała o miejscu kwaterowania „Roja”.

    Gospodarstwo Burkackich w kolonii Szyszki, ostatnie miejsce schronienia Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" i Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".

    Szopa, w której znajdowała się kryjówka "Roja" i "Mazura".

    W wyniku tego donosu 13 kwietnia 1951 r. „Rój”, który przebywał wówczas wraz z Bronisławem Gniazdowskim „Mazurem” w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki (gm. Kozłowo, pow. pułtuski) został otoczony. W akcji brało udział 270 żołnierzy z I Brygady KBW i nieustalona liczba funkcjonariuszy UBP i MO. Gospodarstwo zostało otoczone potrójnym pierścieniem tyraliery. Akcję grupy operacyjnej wspierał samolot zrzucający flary oświetlające teren. Po kilku godzinach od rozpoczęcia akcji obaj wyszli z ukrycia i podjęli próbę przedarcia się przez kordon przeciwnika. Padli w krzyżowym ogniu broni maszynowej.
     
    Z raportu dowództwa I Brygady KBW z likwidacji st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” i st. strz. Bronisława Gniazdowskiego „Mazura” w dn. 13 kwietnia 1951 r., wnioskować można, że jeden z partyzantów, ciężko ranny, w momencie zbliżania się do niego grupy ope racyjnej popełnił samobójstwo.
    [...] O godzinie 23.00 w zabudowaniu, w którym przebywała banda, zaobserwowano podejrzane ruchy, po czym zauważono szybko zbliżających się dwóch bandytów w kierunku prawego skrzydła północno-zachodniej części obstawy. Na odległość 40-50 m strz. Mrożek Zdzisław i strz. Lorec Bronisław, zauważywszy zbliżających się bandytów, z pm-ów otworzyli seryjny ogień, po strzałach tych usłyszano jęki bandytów. Ta część obstawy, która w tym czasie zauważyła bandę, otworzyła po nich ogień. Na rozkaz d[owód]cy baonu ogień przerwany, który trwał od trzech do czterech minut. W dalszym ciągu teren oświetlono rakietami w celu zorientowania się w sytuacji, w tym czasie zauważono w odległości około 45 metrów ustawiony na nóżkach rkm i skierowany lufą w kierunku obstawy oraz leżących obok niego dwóch bandytów.
    Słysząc jęki, dowódca batalionu kpt. Goraj zdecydował: wysłać grupę w sile trzech ludzi + pies służbowy (ppor. Światłowski) w celu ujęcia jeszcze żywego bandyty. W czasie zbliżania się grupy do rannego usłyszano z ich strony pistoletowy strzał, dowódca baonu, licząc się ze stratami, na linię obstawy wycofał grupę w celu powtórnego użycia grupy i psa służbowego na dłuższej lince. Po wyruszeniu grupy oraz oświetleniu terenu rakietami zbliżająca się grupa zauważyła, że obaj bandyci są zabici (godz. 23.20). Nie ściągając przez całą noc obstawy, około godz. 6.00 dokładnie przeszukano melinę, gdzie wykryto bunkier, w którym to ukrywała się banda.
    Działania zakończono o godz. 7.00 [...].
    Źródło: CAW, 1580/75/1466, k. 39-42, oryginał, mps.

    Bronisław Gniazdowski "Mazur" i Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", polegli 13 IV 1951 r. w kolonii Szyszki - zdjęcie wykonane przez UB.

    Zdjęcie pośmiertne Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja".

    Zdjęcie pośmiertne Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".

    Upozowane przez funkcjonariuszy UBP zdjęcie Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" z elementami umundurowania, którego nigdy nie używał (beret z milicyjnym orzełkiem i trupią główką, trupia główka na kołnierzu bluzy).

    Fotografia pośmiertna Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” upozorowana propagandowo przez funkcjonariuszy UB.

    St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" należał do najwybitniejszych, najbardziej energicznych i zdeterminowanych dowódców polowych XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Cieszył się poparciem ludności, dzięki któremu mógł tak długo działać i utrudniać komunistom utrwalanie swej władzy. Poległ w walce o wolną i niepodległą Polskę.
    GLORIA VICTIS !!!

    Obejrzyj film Jerzego Zalewskiego:
    Elegia na śmierć "Roja"


    Więcej na temat st. sierż. "Roja" czytaj:



    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0
  • 04/15/18--22:36: OŚWIADCZENIE
  • OŚWIADCZENIE

    Nie jest naszym celem dokonywanie oceny pisarstwa pana Piotra Zychowicza. Nawet mało oczytani odbiorcy mogą bowiem sami odróżnić jego walory od wagi merytorycznej książek naukowych jego adwersarzy. Biorąc jednak pod uwagę poziom jego repliki ["Do Rzeczy" 14/2018], a szczególnie bezpardonowy atak na dr. Kazimierza Krajewskiego, czujemy się w obowiązku zaprotestować przeciwko deprecjonowaniu zasług i poniżaniu naszego kolegi. Nasze stanowisko nie wynika ze źle pojętej lojalności korporacyjnej, ale z obiektywnej oceny jego dorobku, na który składa się kilkanaście książek, w tym kilka wyróżnionych tak uznanymi nagrodami, jak: Klio, prof. Jerzego Łojka, Przeglądu Wschodniego, a także kilkaset artykułów popularnonaukowych.


    To prawda, że w swoich badaniach dr Krajewski prezentuje często jednoznaczne stanowisko – broniące polskiej optyki. Ma jednak w warstwie interpretacyjnej do tego takie same prawo jak każdy inny uczestnik dyskursu naukowego i publicznego. Wśród nas są osoby mające inne zdanie niż on. Jednocześnie jednak przedstawiana przez niego warstwa merytoryczna (w wielu przypadkach będąca pierwszymi ustaleniami na dany temat) należy do najbardziej obiektywnych i dopracowanych.

    To prawda, że zajmując się historią od blisko 30 lat, dr Kazimierz Krajewski – jak i wielu z nas – „zakochał się” w bohaterach, których losy opisywał następnie na kartach wielu książek poświęconych żołnierzom podziemia niepodległościowego. W przeciwieństwie do redaktora Zychowicza nie widzimy jednak w tym niczego złego. Historia to bowiem nie tylko suche liczby, zestawienia, papiery, ale przede wszystkim ludzie – ich motywacje, postawy, lęki. Bez nawiązania z nimi bliskich relacji nigdy nie udałoby się żadnemu z nas zebrać ich relacji, a tym samym pogłębić wiedzy o opisywanym przez nas zjawisku. Nie ocalilibyśmy od zapomnienia tych świadectw. Prekursorem takich prac – wymagających samozaparcia, samofinansowania, przełamywania barier nieufności i zwyczajnego strachu wśród zaszczutych w PRL-u kombatantów był właśnie dr Krajewski. To jego dziełem jest zebranie ponad 100 relacji uczestników konspiracji antyniemieckiej i antysowieckiej.

    To prawda, że w jego pracach naukowych wyraźnie przebija chęć przywrócenia żołnierzom podziemia niepodległościowego należnego im miejsca w najnowszej historii Polski. Nie widzimy jednak w tym nic złego. W przeciwieństwie do redaktora Zychowicza dobrze pamiętamy bowiem czasy, kiedy o ww. ludziach nie mówiono wcale, a jeśli już – to tylko źle. Z tą przyczepioną przez komunistyczną propagandę infamią wielu z nich odchodziło jeszcze w latach 90-tych na wieczną wartę. Ten rodzaj zadośćuczynienia – nie mający nic wspólnego z brakiem obiektywizmu – po prostu im się należał i należy.

    To prawda, że dr Krajewski od wielu lat jest członkiem ŚZŻAK. Czy przynosi mu to jednak ujmę? Czy jest dowodem na jego brak obiektywizmu? Redaktor Zychowicz nie ma pojęciach o pracach, jakie w tym czasie wykonał on na rzecz środowiska kombatanckiego – od przygotowania zjazdów, bieżącej pomocy socjalnej, uzyskiwaniu uprawnień kombatanckich dla b. żołnierzy AK na Białorusi, po finansowanie upamiętnień – w części także z własnych środków.

    Kazimierz Krajewski to bezsprzecznie autorytet w badaniach nad zjawiskiem polskiego podziemia niepodległościowego (zarówno antyniemieckiego, jak i antysowieckiego), zwłaszcza na Kresach Północno-Wschodnich II RP. Udowodnił to nam w trakcie setek konferencji, paneli dyskusyjnych, seminariów czy tylko zwyczajnych rozmów dotyczących setek zdarzeń, akcji, postaci. Zdania tego nie może zmienić i nie zmieni subiektywny pogląd jednego publicysty uzurpującego sobie prawo do arbitralnego oceniania dorobku innych. Jeśli jako przedstawiciel czwartej władzy takiej oceny dokonuje, powinien pamiętać, że ciąży na nim szczególny obowiązek odpowiedzialności za słowo, której w tym wypadku zdecydowanie zabrakło. Potraktowanie dr. Krajewskiego w sposób naszym zdaniem niegodny rodzi zasadne pytanie o granice wolności słowa, przekroczenie której musi spotkać się ze zdecydowanym protestem. Użyczenie zaś łam przez tygodnik „Do Rzeczy” – pismo uchodzące za formacyjne dla środowiska konserwatywnego – do osobistych porachunków jednego z jego redaktorów traktujemy jako niebezpieczny precedens prowadzący do obniżenia standardów dyskursu publicznego.

    • 1. Prof. Bogdan Chrzanowski
    • 2. Prof. Marek Wierzbicki
    • 3. Dr hab. Piotr Niwiński
    • 4. Dr hab. Filip Musiał
    • 5. Dr hab. Krzysztof Kaczmarski
    • 6. Dr Krzysztof Tochman
    • 7. Dr Agnieszka Łuczak
    • 8. Dr Wojciech Frazik
    • 9. Dr Waldemar Brenda
    • 10. Dr Wojciech Muszyński
    • 11. Dr Rafał Sierchuła
    • 12. Dr Mariusz Bechta
    • 13. Dr Maciej Korkuć
    • 14. Dr Ryszard Śmietanka - Kuszelnicki
    • 15. Dr Tomasz Łabuszewski
    • 16. Jacek Pawłowicz
    • 17. Leszek Żebrowski
    • 18. Michał Wołłejko
    PS. Mając na uwadze, iż p. red. P. Zychowicz uznał, iż to dr Krajewski był autorem polemiki wobec jego książki, pragnę poinformować, iż grono ludzi, dla których jego pisarstwo jest tylko małowartościową publicystyką nie ogranicza się wyłącznie do tej jednej osoby i poza krótkim fragmentem to ja byłem jej autorem.

    Po głębszym zastanowieniu - bez poważania
    dr Tomasz Łabuszewski


    Strona główna>