Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Channel Catalog


Channel Description:

Zapomniani Bohaterowie

older | 1 | .... | 7 | 8 | (Page 9) | 10 | 11 | .... | 14 | newer

    0 0

    Ppor. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" powróci do Włodawy...  

    Ostatni sylwester "Jastrzębia"
    Nocą z 31 grudnia 1946 r. na 1 stycznia 1947 r. oddział Obwodu WiN Włodawa pod dowództwem ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” wspólnie z połączonymi oddziałami radzyńskiego Obwodu WiN, wziął udział w jednej z największych akcji polskiego antykomunistycznego podziemia, kiedy to ok. 350-osobowe zgrupowanie partyzanckie przeprowadziło atak na komunistyczne organy represji w Radzyniu Podlaskim.

    Ppor. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb", "Zawieja" (1925-1947)

    Kontakty pomiędzy Obwodami WiN Włodawa i Radzyń Podlaski zapoczątkowano na początku grudnia 1946 r. Przez komendanta placówki Miłków [gm. Siemień pow. radzyński], Józefa Stanisławskiego „Trutnia”, ppor. „Jastrząb” nawiązał kontakt z komendantem rejonu w Obwodzie WiN Radzyń Podlaski, por. Jerzym Skolincem „Krukiem”, dzięki któremu w połowie grudnia 1946 r. doszło do spotkania z komendantem radzyńskiego Obwodu WiN  kpt. Leonem Sołtysiakiem ps. James. Tak opisał je na kartach swojego pamiętnika brat i zastępca dowódcy Edward Taraszkiewicz „Żelazny”:
    „[...] Na spotkaniu tym przedstawił „Dżems” [„James”] swój projekt zaatakowania UB w Radzyniu i uwolnienia więźniów politycznych. Według jego słów, akcja ta miała się odbyć w noc sylwestrową. „Jastrząb” nie odmawia prośby udzielenia pomocy, obiecując przyjechać na umówiony punkt autem. Otrzymaliśmy hasło w największej tajemnicy, brzmiące pasująco do wym [ienionej] akcji, a mianowicie „Północ-Pożar” [...]”.
    Kpt. Leon Sołtysiak "James", "Znachor", Komendant Obwodu WiN Radzyń Podlaski.

    Zgodnie z ustaleniami, choć spóźniony z powodu problemów z samochodami, oddział „Jastrzębia” przybył na miejsce koncentracji wieczorem 31 grudnia 1946 r. Dalszy rozwój wypadków znany jest z pamiętników „Żelaznego”:
    „[...] Na lotnisku w pobliżu Radzynia, na punkcie koncentracyjnym czekało już ok. 300-350 ludzi z całego Obwodu. Była to prawie cała „armia” jak to określił „Jastrząb”.  „Dżems” [„James”] czekał też już na nas. Brakowało jeszcze dwóch dużych grup konspiracyjnych z dalszych okolic pow. radzyńskiego, mających przyjechać autami, które zawiodły w podobieństwie naszych [...]”. Po przybyciu oddziału „Jastrzębia” odbyła się ostatnia odprawa. Dowodzący wszystkimi grupami kpt. „James” przedstawił na niej plan opanowania miasta, według którego w pierwszej kolejności postanowiono zaatakować i rozbroić PUBP i KPMO oraz ok. 50-osobowy oddział KBW. Przedstawiony plan wzbudził jednak kontrowersje, a zastrzeżenia co do jego niektórych punktów  przedstawił „Jastrząb”, który zaproponował, by podstępem rozbroić wartowników i wydobyć od nich hasło, co pozwoli niepostrzeżenie i bez walki opanować budynek PUBP. Niestety, plan „Jastrzębia” został odrzucony, co - jak się później okazało - było błędem.

    Styczeń 1946 r. Część oddziału ppor. „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ach.

    Ostatecznie uzgodniono, iż oddział „Jastrzębia” będzie atakował główny, najtrudniejszy cel – budynek PUBP, grupy Jerzego Skolińca „Kruka” i Jana Grudzińskiego „Płomienia” budynek szkoły obsadzony przez KBW, a bojówka Antoniego Grochowskiego „Kuli” miała zająć pocztę i zniszczyć centralę telefoniczną. Plutony pod dowództwem por. Wacława Stelmaszuka „Marnego” z rejonu VIII oraz por. Piotra Waszczuka „Roli” z rejonu II, stanowiły ubezpieczenie od strony Łukowa, Radzynia, Międzyrzeca i Parczewa. Atak miał nastąpić o północy, jednak do akcji ruszono z dwugodzinnym opóźnieniem, bez dwóch grup, którym nie udało się dotrzeć. Ok. godz. 4.00 żołnierz stojący na warcie przy Urzędzie Pocztowym zauważył wchodzących partyzantów z rejonu VI. Natychmiast powiadomił o tym kwaterującą w szkole załogę punktu kontrolnego KBW. Dowódca tego punktu por. Pudłowski ogłosił alarm. Doszło do wymiany strzałów. Nie udało się również zdobyć budynku PUBP. Podłożona pod murem budynku UB mina wyrwała zbyt mały otwór. Następny, 9-kilowy ładunek nie wybuchł, gdyż miał przemokniętą spłonkę. Ostrzał budynku także nie przyniósł spodziewanego efektu. Drobny sukces odniosły grupy atakujące budynek szkoły, w którym bronili się żołnierze KBW, bez strzału zaś opanowano jedynie budynek poczty.

    Dawna siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Radzyniu Podlaskim przy ul. Warszawskiej 5 i 5a.

    O świcie dowodzący akcją kpt. Sołtysiak zarządził odwrót zgrupowania. Kolejno, w kierunku swoich rejonów, wycofywały się poszczególne grupy. Oddział „Jastrzębia” odszedł z placu boju w kierunku Marynina jako jeden z ostatnich. W ogólnym rozrachunku akcja okazała się nieudana, nie zdobyto strategicznych punktów, jednak pokazała komunistom, że nadal nie mogą się czuć bezpiecznie nawet w dużych miastach powiatowych.

    Podczas odskoku z Radzynia 1 stycznia 1947 r. „Jastrząb” zorganizował pod Okalewem [gm. Milanów] zasadzkę na 40-osobową pościgową grupę operacyjną UB-KBW, w trakcie której zniszczone zostały strzałami z rusznicy dwa samochody, zginęło 4 żołnierzy KBW, referent UB z Radzynia Podlaskiego Jan Smoraczewski, do niewoli wzięto 7 żołnierzy. Spośród partyzantów zginął Stefan Kucharuk „Ryś II” i Kazimierz Kłosiński „Biały”, ranny zaś został Stanisław Łuć „Żandarm”. „Jastrząb” kazał uwolnić szeregowców, zaś plut. Władysława Klimsa zlikwidowano, a powodem była - jak zapisał „Żelazny” -  „pełna pierś medali za walkę z bandami”.

    Po akcji w Okalewie,  nocą z 1 na 2 stycznia 1947 r., oddział wycofał się do kolonii Sarnów [gm. Stanin, pow. łukowski], gdzie doszło do kolejnego spotkania z oficerami radzyńskiego Obwodu WiN: zastępcą por. Skolinca - Januszem Traczem „Kłosem” oraz Józefem Stanisławskim „Trutniem”. Podczas narady podjęto decyzję o rozbrojeniu, liczącego 29 żołnierzy, oddziału „ludowego” WP stacjonującego w nieodległym Siemieniu [pow. radzyński]. Późnym wieczorem 2 stycznia 1947 r. partyzanci ruszyli do akcji, która okazać się miała jedną z najtragiczniejszych w historii oddziału.

    Zdecydowano, by jedną grupą podejść do budynku szkoły, w którym kwaterowali żołnierze i wezwać ich do złożenia broni. Na wypadek oporu zastosowano manewr okrążenia, który miała wykonać grupa pod komendą „Żelaznego”. Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Pierwsza grupa pod osobistym dowództwem „Jastrzębia”, udając oddział wojska, zaczęła zbliżać się do szkoły. Tuż przed budynkiem partyzanci zostali wezwani przez wartownika do zatrzymana się i podania hasła. W trakcie krótkiej wymiany zdań, niespodziewanie padły strzały. Po krótkiej wymianie ognia i szturmie, budynek szkoły został zdobyty przez partyzantów. Żołnierzy rozbrojono i rozstrzelano kilku z nich: komendanta grupy - sierż. Stefana Rabendę, kaprala Magdziaka za odznaczenia „za walkę z bandami”, strzelca Hamala, gdyż telefonował po pomoc do UB oraz strzelca Uruska, gdyż powiadomił dowódcę o zbliżaniu się partyzantów. Następnie wyprowadzono żołnierzy na zewnątrz, zdjęto z nich mundury i kazano położyć się na ziemi, po czym „Żelazny” wygłosił przemówienie, w którym nawoływał ich do przyłączenia się do partyzantki. Atakujący, oprócz mundurów, zdobyli 3 rkm, 21 PPSz i 4 kb. Akcja rozpoczęła się o godz. 1.00 i trwała 45 minut. Jedynym poszkodowanym wśród partyzantów był dowódca oddziału ppor. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”. Został on ciężko ranny w brzuch, w wyniku czego po kilku godzinach, podczas transportowania go przez Janusza Tracza „Kłosa” na placówkę terenową, zmarł 3 stycznia 1947 r.

    Por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" (1925-1947). Zdjęcie ze stycznia 1946 r.

    Do dzisiaj nie są jasne okoliczności ranienia „Jastrzębia”. Według jednej z wersji, został on postrzelony przez domniemanego agenta UB o ps. "Bolek-Łapka" [N.N.], ulokowanego w oddziale. Śledztwo przeprowadzone przez ppor. „Żelaznego” miało rzekomo potwierdzić te podejrzenia i niedługo później agent został zlikwidowany przez patrol podległy kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”, pod komendą Stanisława Kuchciewicza „Wiktora”.

    Wersja ta budzi jednak spore wątpliwości, chociażby w świetle raportu Naczelnika Wydziału I Departamentu III MBP mjr. Łanina z dnia 10 stycznia 1947 r., w którym pisał:
    „[...] kiedy banda podeszła pod budynek [...] , „Jastrząb” rozkazał wszystkim bandytom rozsypać się w tyralierę i lec na ziemi, a sam podszedł do wartownika na odległość paru metrów. Na krzyk wartownika »stój, kto idzie« „Jastrząb” odpowiedział »Wojsko Polskie«. Wartownik zapytał wtedy o hasło, na co „Jastrząb” nie odpowiedział nic i począł się zbliżać do wartownika. Wtedy wartownik otworzył ogień z PPsz i trafił 4-ma kulami w brzuch „Jastrzębia”, z których dwie przeszły na wylot, a dwie pozostały w ciele [...]”. Podobnie zapamiętał to zdarzenie, biorący udział w tej akcji Jan Jarmuł „Wąż”, który tak relacjonował okoliczności ranienia swojego dowódcy:
    „[…] Zawsze Leon pierwszy, w każdej akcji... nie to, że ludzi posyłał - on pierwszy szedł. Wartownik stał przy szkole na warcie i on [„Jastrząb”] krzyczy do wartownika »ręce do góry« - to słyszeliśmy. Wartownik do strzału się mierzy... i równocześnie jeden drugiego trzasnął. Ten wartownik Leona tu [po brzuchu] przejechał, a Leon jego na śmierć położył... wymiana strzałów była. Ja to tak widziałem”. Ppor. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb” spoczął na cmentarzu w Siemieniu. Dzięki temu, że jego koledzy pochowali go potajemnie, jako jeden z nielicznych dowódców antykomunistycznego podziemia spoczywa we własnym grobie, choć do 1990 r. na prostym brzozowym krzyżu mógł widnieć jedynie tajemniczy napis „Leon”. Dopiero po 44 latach, 30 czerwca 1991 r., mogły odbyć się oficjalne uroczystości pogrzebowe i poświęcenie jego mogiły, w której spoczywa do dziś. Być może niedługo jego szczątki powrócą do rodzinnej Włodawy...

    Grób por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na cmentarzu w Siemieniu.


    Grzegorz Makus
    historyk, twórca strony
    "Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie"
    Strona główna> Prawa autorskie>

    0 0
  • 06/01/16--09:25: WARTO PRZECZYTAĆ... (95)

  • Lech Kowalski   
    Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego a Żołnierze Wyklęci
    Wydawnictwo: Zysk i S-ka 2016, Oprawa: Twarda, Liczba stron: 872


    Historia walk Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – zwanego niekiedy polskim NKWD i przyrównywanego do SS – z formacjami zbrojnymi żołnierzy wyklętych, którzy tuż po wojnie stawili opór Sowietom i rodzimym komunistom, by nie dopuścić do zrusyfikowania kraju.

    Żadna z polskich formacji zbrojnych w okresie okupacji nie toczyła walk z tyloma przeciwnikami naraz, co żołnierze wyklęci tuż po wojnie. Bywało, że gdy stawali do boju na śmierć i życie, na jednego z nich przypadało niekiedy po trzystu zbirów z formacji wojskowych NKWD, z sowieckiego kontrwywiadu „Smiersz”, KBW, LWP, MO, UB czy ORMO. Tropili ich dniami i nocami, zawiązując kolejne koalicje i zgrupowania operacyjne, nieustępliwie i metodycznie pacyfikując, mordując skrycie w lochach więziennych i zabijając w nierównej walce. Ciała porzucano w leśnych jamach, przydrożnych rowach, chaszczach i kniejach. Wielu z nich kończyło żywot w bezimiennych dołach cmentarnych z wapnem. A oni trwali w oporze, niczym Spartanie pod Termopilami. Ostatniego z nich wytropiono i zabito na początku lat sześćdziesiątych minionego wieku.
    Cześć im i chwała na wieki, że byli i trwali w walce. W polskiej świadomości narodowej pozostaną już z nami na stałe.


    Przeczytaj obszerne fragmenty

    Książka do nabycia m.in.:



    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0
  • 06/03/16--02:06: TRZEBA PRZECZYTAĆ !!! (96)
  • Tomasz Greniuch
    Pod komendą "Bartka"
    Wydawnictwo: Mireki 2016, ss. 504, oprawa: miękka (lub twarda), format: 142×205 mm


    Henryk Flame "Bartek". Jako pilot myśliwca bronił Warszawy we wrześniu 1939 roku. Jako kapitan Narodowych Sił Zbrojnych dowódca największego antykomunistycznego zgrupowania na Żywiecczyźnie i Śląsku Cieszyńskim, walczył w latach 1945-1946 z utrwalaczami władz y "ludowej" spod znaku UB i NKWD.



    Książka do nabycia m.in.:



    Henryk Antoni Flame, ps. "Grot", "Bartek", (ur. 15 stycznia 1918 we Frysztacie na Zaolziu, zm. 1 grudnia 1947) – pilot wojskowy, żołnierz NSZ.


    Był synem Emeryka i Marii z domu Raszyk. W 1919 roku rodzina Flame przeniosła się do Czechowic (obecnie Czechowice-Dziedzice) znajdujących się w granicach II Rzeczypospolitej. Wykształcenie zdobył w miejscowym gimnazjum i w Szkole Przemysłowej w Bielsku. W 1936 roku wstąpił na ochotnika do wojska rozpoczynając naukę w Szkole Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich w Bydgoszczy, którą ukończył w roku 1939 w stopniu kaprala pilota dostając przydział do 123 eskadry 2 pułku lotniczego stacjonującego na lotnisku w podkrakowskich Rakowicach.
    Wiosna 1946 r. Henryk Flame „Bartek” (pierwszy od prawej) wraz ze swoimi żołnierzami (od lewej: Gustaw Matuszny, ps. „Orzeł Biały”, NN, Stanisław Włoch, ps. „Lis”).

    W wojnie obronnej Polski w 1939 r., jako pilot 123 eskadry myśliwskiej przydzielonej do Brygady Pościgowej, Henryk Flame, bronił nieba nad Warszawą przed samolotami wroga. 1 września w okolicach Zakroczyma doszło do pierwszej bitwy powietrznej II wojny światowej, w wyniku której maszyna kpr. Flame została zestrzelona, a on sam od tej pory znajdował się w dyspozycji prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego. Z 6 na 7 września 123 eskadra została wycofana z Warszawy na podlubelskie lotniska, a 17 września jej żołnierze przekroczyli granicę rumuńską. W tym czasie Henryk Flame dostał prawdopodobnie przydział do nowo sformowanej Eskadry Rozpoznawczej operującej na linii Lwów – Zaleszczyki.

    Po 17 września został zestrzelony przez Rosjan w okolicach Stanisławowa po czym zorganizował z luźnych grup żołnierzy z rozbitych jednostek konwój, który pod koniec września przekroczył granicę z Węgrami. Na Węgrzech Flame wraz z innymi żołnierzami został internowany i osadzony w tymczasowym obozie, z którego jednak szybko uciekł. Ukrywając się u węgierskiego gospodarza został zadenuncjowany i przekazany władzom niemieckim, które umieściły zbiega w obozie jenieckim zlokalizowanym na ziemiach austriackich wcielonych do III Rzeszy. W drugiej połowie 1940 roku, dzięki interwencji rodziny, Flame został wypuszczony z obozu (historycy o orientacji lewicowej, uważają, że kluczową rolę w wypuszczeniu Flamego z obozu, odegrał fakt podpisania przez niego volkslisty). Po powrocie do Czechowic, Henryk Flame, podjął pracę jako maszynista na miejscowej kolei i związał się jednocześnie z niepodległościową konspiracją.
    Założył organizację HAK podległą AK, która zajmowała się wywiadem i sabotażem. Na przełomie roku 1943 i 1944, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, wraz z podkomendnymi uciekł do lasu, gdzie zorganizował samodzielny oddział partyzancki operujący w podbeskidzkich lasach. Zauważony przez dowództwo NSZ otrzymał propozycję wejścia w raz z oddziałem w szeregi tej organizacji, z której to propozycji skorzystał i w październiku 1944 roku został zaprzysiężony na żołnierza NSZ.

    12 lutego 1945 roku do Czechowic wkroczyła Armia Czerwona, a Flame, realizując zalecenia dowództwa NSZ, ujawnił się, i wraz z oddziałem, zachowując konspiracyjne struktury, oddał się do dyspozycji "władzy ludowej" i wbrew protestom miejscowych komunistów, objął stanowisko komendanta miejscowego komisariatu MO. W dalszym ciągu realizując wytyczne dowództwa NSZ, Flame obsadził swoimi ludźmi komisariat i podległe mu jednostki, a także gromadził wokół siebie ludzi opozycyjnie nastawionych do komunistów gromadzić jednocześnie broń przygotowując się do nieuchronnej konfrontacji z komunistami.
    W kwietniu 1945 roku, kolejny raz, jak za okupacji niemieckiej, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, Flame uciekł ze swoimi ludźmi w pobliskie lasy. Od tej pory Flame zaczął występować jako"Bartek" odtwarzając odziały partyzanckie VII Okręgu Śląsko-Cieszyńskiego NSZ rozpoczynając tym samym "drugą konspirację". Od maja 1945 roku do lutego roku 1947 Henryk Flame stał na czele największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim, którego liczebność, w szczytowym okresie, wynosiła ponad 300 dobrze uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy. Składające się z kilku oddziałów zgrupowanie przeprowadziło łącznie ok. 340 akcji zbrojnych. Do największego wystąpienia zgrupowania pod dowództwem Flamego należało zajęcie 3 maja 1946 roku małej, uzdrowiskowej miejscowości Wisły, w której przeprowadził, na oczach sterroryzowanych komunistów, dwugodzinną defiladę w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ, co było ewenementem w państwach "władzy ludowej". W okresie tym Flame otrzymał stopień kapitana NSZ i przydomek "Króla Podbeskidzia", będąc największym postrachem komunistów na Śląsku Cieszyńskim.

    Żołnierze ze zgrupowania NSZ kpt. Henryka Flame "Bartka". Od lewej: Alojzy Wizner "Lis", Antoni Wizner "Brzoza", straceni 15 stycznia 1947 r. w Bielsku na mocy wyroku WSR w Katowicach.

    We wrześniu 1946 roku, w wyniku ubeckiej prowokacji, co najmniej 167 żołnierzy zgrupowania "Bartka" zostało wywiezionych na Opolszczyznę i zamordowanych (według najnowszych przypuszczeń ten masowy mord miał miejsce w lasach w okolicach wsi Barut lub okolicach Grodkowa. Kolejnym postulowanym miejscem mordu są Łambinowice. Od tego czasu zgrupowanie pod dowództwem Flamego zaczęło tracić inicjatywę kosztem komunistów, którzy w licznych obławach dziesiątkowali oddziały podległe "Bartkowi".

    Raport agenta MBP Henryka Wendrowskiego z prowokacyjnej operacji „Lawina”, zakończonej wymordowaniem żołnierzy „Bartka”.

    W obliczu beznadziejnej sytuacji Flame podjął decyzję o ujawnieniu się przy najbliższej okazji, którą stała się uchwalona przez sejm na dzień 22 lutego 1947 roku amnestia. Sam "Bartek" z najbliższym otoczeniem ujawnił się dopiero 11 marca 1947 roku w Cieszynie. Był to dla komunistów ogromny sukces, który jednak przyćmiewał fakt, że Flame, ujawniając się na mocy amnestii, był bezkarny, a według nich musiał ponieść karę. Komuniści rozpoczęli więc kolejną prowokację mającą na celu "ukaranie" Flamego. Ponoć nieoficjalny wyrok śmierci na "Bartka" wydał sam Bierut, który nie mógł znieść myśli o przemarszu niemal 400 ludzi z NSZ przed posterunkiem MO w Wiśle.

    Do skrytobójczego zamachu na Flamego doszło 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod Czechowicami. Zamachowcem był miejscowy milicjant Rudolf Dadak, który nigdy nie został osądzony za swoją zbrodnię, tak samo jak inspiratorzy zamachu (Henryk Wendrowski), mimo prowadzonego śledztwa, nie zostali ujawnieni i postawieni przed sądem.

    Zwłoki kpt. "Bartka" skrytobójczo zastrzelonego przez milicjanta w barze w Zabrzegu.

    Więcej na temat zgrupowania kpt. Henryka Flame "Bartka" czytaj:
    Linki zewnętrzne:

    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    Wyklęci - Niepokonani Lubelszczyzny w TVP3 Lublin: Leon Taraszkiewicz "Jastrząb"


    [kliknij, aby obejrzeć program]

    Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" - dowódca oddziału partyzanckiego WiN na Polesiu Lubelskim. Reportaż zrealizowano we Włodawie i Siemieniu, gdzie w 1946 roku zginął i gdzie znajduje się jego grób. We Włodawie wokół pomnika żołnierzy WiN gromadzi się młodzież harcerska, grupa miłośników historii na koniach i kombatanci. Mówią oni o ofierze jaką ponieśli partyzanci. O brawurowych akcjach oddziału Jastrzębia np. ataku na UB we Włodawie, opowiada Grzegorz Makus - historyk, autor strony: "Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie".

    Ppor. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb", "Zawieja" (1925-1947)

    Goście w studio: Mariusz Zańko, włodawski radny - organizator imprez sportowych poświęconych pamięci Żołnierzy Wyklętych i młodzież włodawska, która w zabezpieczaniu tych imprez uczestniczy. Rozmowa koncentruje się wokół inicjatywy przeniesienia ciała Leona Taraszkiewicza do Włodawy - jego rodzinnego miasta oraz historii imprez sportowych poświęconych braciom Taraszkiewiczom.
    Przy tej okazji chciałbym przypomnieć trzy z wielu [kalendarium działań bojowych, część: 1> , 2> , 3> ] , najbardziej spektakularne akcje, jakie wykonał oddział pod dowództwem ppor. "Jastrzębia" w 1946 r., a mianowicie zajęcie Parczewa, atak na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie i bitwę pod Świerszczowem. Wprawdzie była jeszcze bezprecedensowa akcja uprowadzenia rodziny B. Bieruta, ale o tym można przeczytać tutaj:

    Artykuły znajdują się w kategorii: „JASTRZĄB" I "ŻELAZNY" – OBWÓD WiN WŁODAWA, pt.:
    Więcej o walce ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" i jego brata ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" czytaj: Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    Wyklęci - Niepokonani Lubelszczyzny w TVP3 Lublin: Edward Taraszkiewicz "Żelazny"


    [kliknij, aby obejrzeć program]

    Ppor. Edward Taraszkiewicz "Żelazny", "Grot" - ur. 22 stycznia 1921 r. w Duisburgu. W 1925 r. rodzina Taraszkiewiczów powróciła z Niemiec do Polski osiedlając się we Włodawie.  W latach 1940-45 przebywał na przymusowych robotach w Niemczech. W okresie 1945-47 działał w strukturach Obwodu Włodawa Inspektoratu Chełm AK-DSZ-WiN. Od lipca 1945 r. był adiutantem zastępcy komendanta włodawskiego obwodu DSZ-WiN por. Klemensa Panasiuka "Orlisa" a następnie zastępcą dowódcy w oddziale partyzanckim Obwodu WiN Włodawa pod dowództwem brata – Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia". Po śmierci brata w akcji w Siemieniu 3 stycznia 1947 r., przejął funkcję komendanta oddziału. Nie skorzystał z amnestii i wiosną 1947 r. ponownie utworzył lotny oddział złożony z kilku żołnierzy. Prowadził akcje bojowo-dywersyjne i likwidacyjne, między innymi z oddziałem kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, sierż. Józefa Struga „Ordona” oraz Stanisława Kuchciewicza „Wiktora”. Wiosną 1948 r. rozpoczął budowę siatki terenowej, która działała do 1951 r. 25 października 1949 r. podczas akcji na pociąg w Stulnie zdobyto 1,5 mln. zł. oraz teczkę z tajnymi dokumentami UB zawierającymi wykazy agentów i informatorów z Podlasia. Był jednym z najbardziej poszukiwanych żołnierzy podziemia na Lubelszczyźnie. Rozpracowywało go 76 pracowników operacyjnych, oficerów śledczych i 372 informatorów. Zginął 6 października 1951 r. w Zbereżu pow. Włodawa w walce z grupą operacyjną UB i KBW. W 2009 r. pośmiertnie odznaczony  Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski – Polonia Restituta.

    Ppor. Edward Taraszkiewicz "Grot", "Żelazny", "Tomasz". Zima 1946/1947.
    Więcej o walce ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i jego brata Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" czytaj w kategorii Im poświęconej:

    Czytaj również: Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    Upamiętnienie poległych żołnierzy NZW z patrolu plut. Władysława Grudzińskiego "Pilota", Popowo Borowe, 26 czerwca 2016
    [kliknij w plakat aby powiększyć]
    W imieniu organizatora - Burmistrza Nasielska - serdecznie zapraszam na uroczystość upamiętnienia żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego z oddziału st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja", poległych w 1950 roku w Popowie Borowym oraz Mini-Piknik Militarny , które odbędą się w dniu 26 czerwca 2016 r. (niedziela).

    Szanowni Państwo!

    Mam zaszczyt serdecznie zaprosić wszystkich, którym bliska jest nasza historia, a w szczególności dzieje Nasielskiej Ziemi, na obchodzone po raz trzeci uroczystości upamiętnienia żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego poległych w dniu 23 czerwca 1950 roku w Popowie Borowym w nierównym boju z obławą zorganizowaną przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Bohaterskim Żołnierzami Niezłomnymi byli członkowie patrolu z oddziału st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" w składzie:

    • plut. Władysław Grudziński "Pilot" (dowódca patrolu)
    • st. strz. Kazimierz Chrzanowski "Wilk"
    • st. strz. Czesław Wilski "Brzoza", "Zryw"
    • st. strz. Hieronim Żbikowski "Gwiazda"
    Tegoroczne uroczystości odbędą się w niedzielę 26 czerwca. Rozpoczniemy je o godz. 12.00 mszą św. polową w intencji naszych Żołnierzy Niezłomnych, która zostanie odprawiona przy krzyżu pamiątkowym znajdującym się w Popowie Borowym (przy drodze wojewódzkiej nr 622). Po mszy św. odbędzie się Apel Pamięci, a następnie złożymy pod krzyżem kwiaty.

    Druga część uroczystości będzie miała miejsce na terenie Szkoły Podstawowej w Popowie Borowym.
    Na początku zaprezentuje się Nasielska Orkiestra Dęta. Kolejnym punktem programu będzie prelekcja historyczna na temat Żołnierzy Niezłomnych, którą obiecał nam wygłosić wybitny historyk i Senator RP – prof. Jan Żaryn. Naszym zamiarem jest odkrywanie i stałe przybliżanie Żołnierzy Niezłomnych wszystkim mieszkańcom Gminy Nasielsk, szczególnie tym młodym, również poprzez żywe lekcje historii. Dlatego też ważnym elementem tegorocznych obchodów będzie „Mini-Piknik Militarny – Obozowisko Żołnierzy Niezłomnych”, którego organizatorem jest Muzeum 2 Korpusu Polskiego w Józefowie. W ramach obozowiska dostępne będą do obejrzenia eksponaty związane z Armią Krajową, m.in. sprzęt obozowy, szpital polowy, broń i ekwipunek, wyposażenie wojskowe, dwa zabytkowe pojazdy i polską armatę. Nie zabraknie atrakcji dla najmłodszych: zabytkowe pojazdy posłużą do odbycia krótkich przejażdżek, w szpitalu polowym odbędą się zajęcia profilaktyczne z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej i zasad bezpieczeństwa, będą też drobne pamiątki i nagrody. Wszystkim na pewno spodoba się strzelnica sportowa ASG, na której pod okiem animatorów będzie można spróbować swoich sił w strzelaniu do tarczy z repliki broni. Obsługę pikniku stanowić będą rekonstruktorzy z Muzeum 2 Korpusu Polskiego w mundurach historycznych. Dodatkowo zapraszam do obejrzenia wystawy bannerowej „Polscy Dowódcy” i „2 Korpus Polski” oraz plansz przedstawiających Żołnierzy Niezłomnych. Dla wzmocnienia ciała każdy będzie mógł skosztować pysznej grochówki. Planujemy również inne atrakcje.

    Uroczystościom przy krzyżu oraz na terenie Szkoły Podstawowej w Popowie Borowym towarzyszyć będzie wystawa plenerowa "Po nici światła cz. II Podziemna Armia powraca" w formie bannerów nawiązujących kształtem do skrzydeł husarskich, na których znajdują się sylwetki Żołnierzy Niezłomnych. Wystawę tę zaprezentujemy dzięki przychylności kierownictwa Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej. Warto dodać, iż wystawa ta miała swoją premierę podczas tegorocznych obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w dniu 1 marca na Placu Piłsudskiego w Warszawie.

    Podczas uroczystości przy szkole zamierzamy również przeprowadzić akcję zbierania podpisów popierających wniosek do Ministra Obrony Narodowej o pośmiertne mianowanie na wyższe stopnie wojskowe st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. „Rój” oraz naszych bohaterskich Żołnierzy Niezłomnych, których upamiętniamy w Popowie Borowym.

    Patronat honorowy nad uroczystościami w Popowie Borowym sprawują: Prezes Instytutu Pamięci Narodowej – Pan dr Łukasz Kamiński oraz Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, zaś patronat medialny: Ciechanowskie Pismo Historyczne REDUTA, Czasopismo Samorządu Gminnego „Życie Nasielska” oraz serwis internetowy – podziemiezbrojne.box.pl.

    Raz jeszcze serdecznie zapraszam wszystkich do Popowa Borowego w niedzielę 26 czerwca. Oddajmy wspólnie hołd naszym Bohaterom. Ale też niech to spotkanie w pierwszą niedzielę tegorocznych wakacji będzie dobrym otwarciem wolnego czasu dla dzieci i młodzieży poprzez zabawę z historią.

    Z poważaniem
    Burmistrz Nasielska

    Bogdan Ruszkowski


    St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój"  na czele oddział u, 1948 r.

    22 czerwca 1950 roku PUBP w Pułtusku otrzymał doniesienie agenturalne, że we wsi Popowo Borowe (pow. pułtuski) przebywa czteroosobowy patrol z oddziału st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja", dowodzony przez plut. Wacława Grudzińskiego "Pilota". Zorganizowano obławę, w której wzięło udział około 2 tysięcy żołnierzy KBW i funkcjonariuszy UB. W akcji przeciwko  czterem partyzantom użyto samochodów pancernych i samolotów, które koordynowały ruch pododdziałów (m.in. 3. batalion 10. pułku KBW dowodzony przez kpt. K. Kanię).

    Okrążono wieś przypuszczając, że oddział ukrywa się w zabudowaniach Kazimierza Chrzanowskiego "Wilka". W chwili pojawienia się wojska "Pilot" sądził, że jest to niewielki pododdział, tak więc postanowił dobrać trzech miejscowych, zaufanych ludzi i uzbroić ich, aby tak wzmocnionym patrolem przebić się do lasu. Gdy wszedł na drzewo z lornetką zorientował się, że wojska jest znacznie więcej niż początkowo sądził. W tej sytuacji "Pilot" odesłał uzbrojonych cywilów do domu, aby niepotrzebnie ich nie narażać, swoim żołnierzom dał rozkaz, by kierowali się do lasu, a sam pozostał na pozycji i osłaniał ich z broni maszynowej. Niedługo później, przebiegając przez drogę, został ranny w nogi lecz czołgając się zdołał dotrzeć do swoich kolegów. Z samolotu podawano wojsku przez radiostację dokładne miejsca pobytu partyzantów, na których nacierano samochodem pancernym.

    Walka trwała prawdopodobnie do wyczerpania się partyzantom amunicji; wcześniej spalili oni swoje dokumenty. Około południa, 23 czerwca 1950 roku KBW i UB całkowicie zlikwidował patrol plut. Władysława Grudzińskiego "Pilota", w składzie: st. strz. Czesław Wilski "Brzoza", "Zryw", st. strz. Hieronim Żbikowski "Gwiazda", st. strz. Kazimierz Chrzanowski "Wilk". Naoczni świadkowie przypuszczają, że partyzanci zastrzelili się sami, ponieważ wszyscy mieli rany postrzałowe w skroniach. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" chciał pomścić straconych kolegów, lecz było to niemożliwe, ponieważ budynki zdrajcy były strzeżone kilka miesięcy przez KBW, prawdopodobnie aż do śmierci "Roja" w maju 1951 roku.

    Partyzanci z oddziału st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" (patrol "Pilota") zamordowani przez komunistów 23 VI 1950 r.: plut. Władysław Grudziński "Pilot" (leży drugi od lewej), st. strz. Kazimierz Chrzanowski "Wilk", st. strz. Czesław Wilski "Brzoza", "Zryw", st. strz. Hieronim Żbikowski "Gwiazda".

    Plut. Władysław Grudziński "Pilot", zdjęcie pośmiertne wykonane przez UB.

    St. strz. Hieronim Żbikowski "Gwiazda", zdjęcie wykonane przez UB.

    Tablica pamiątkowa w miejscu śmierci plut. Władysława Grudzińskiego "Pilota" i trzech żołnierzy z jego patrolu w Popowie Borowym dn. 23 czerwca 1950 r.

    Obejrzyj film Jerzego Zalewskiego:
    Elegia na śmierć "Roja"


    Więcej na temat st. sierż. "Roja" czytaj:


    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    70. rocznica śmierci mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika"

    ...Nie dajmy zginąć poległym. Zbigniew Herbert
    Mjr Marian Bernaciak "Orlik"

    70 lat temu, 24 czerwca 1946 roku, podczas próby przebicia się przez kordon obławy grupy operacyjnej LWP koło wsi Piotrówek (pow. garwoliński), zginął major Marian Bernaciak ps. "Orlik" , dowódca Inspektoratu WiN Puławy oraz dowódca zgrupowania oddziałów  partyzanckich WiN w Inspektoracie Rejonowym "Puławy".

    Wraz z żołnierzami ochrony osobistej wracał z odprawy dowództwa Inspektoratu Wolność i Niezawisłość Puławy do swojego zgrupowania stacjonującego koło wsi Hordzieżka w powiecie łukowskim. 20 kilometrów przed celem grupa zatrzymała się na skraju wsi Piotrówek, aby podkuć konia u kowala Bolesława Pyrki. O podejrzanych gościach sołtys Jan Maraszek, za pośrednictwem swojego syna, powiadomił posterunek MO w pobliskim Trojanowie i oddział żołnierzy z 1. DP w Więckowie, którzy patrolowali teren przed zbliżającym się referendum. Zorganizowano zasadzkę. Jedna grupa wkroczyła do wsi, a druga zablokowała przewidywaną drogę ucieczki do pobliskiego lasu.
    Partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia, ale tylko dwóm udało się wyrwać z kotła. Dwóch wpadło w ręce UB, natomiast mjr "Orlik" wraz z Leonem Jankowskim "Ogarkiem", polegli.

    [kliknij w raport, aby powiększyć]
    Raport szefa WUBP płk. Paszty do MBP o likwidacji mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika". Fot. AIPN.

    Pośmiertna fotografia mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika", wykonana przez ubeków dnia 24 czerwca 1946 r. Fot. AIPN.

    Ciało "Orlika" ubecy zabrali do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa na Pradze w Warszawie. Tam przez kilka dni upewniali się, czy to on, sprowadzając do jego zwłok więzionych rodziców i podkomendnych. Jedną z nich była Halina Rybakowska "Iskierka", która tak zapamiętała ostatnie spotkanie ze swoim dowódcą:
    "W wielkiej świetlicy ułożono go na deskach podwyższonych w górnej części ciała. Twarz była czysta i spokojna, wyglądał jakby spał, ręce miał ułożone wzdłuż ciała, lewa była pokrwawiona i poszarpana pociskiem dum-dum, prawa zupełnie czysta. Miał na sobie zielonkawą kurtkę o kroju wojskowym i bryczesy. Zaszokowały mnie jego bose stopy, z palcami nadgryzionymi przez szczury. Sala była wypełniona przez wysokiej rangi umundurowanych, obwieszonych orderami - mundury polskie i ruskie. Żołnierzy "Orlika" zwożono z różnych więzień i aresztów, doprowadzono też jego rodziców w celu zidentyfikowania go. Modlitwą i łzami pożegnałam swojego dowódcę."

    Zdjęcie pośmiertne mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika" wykonane przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Fot. AIPN.

    Leon Jankowski "Ogarek", szef ochrony mjr. Mariana Bernaciak "Orlika". Poległ wraz ze swoim dowódcą w Piotrówku 24 czerwca 1946 r. Zdjęcie wykonano w Bobrownikach/k Dęblina na krótko przed śmiercią. Fot. AIPN.


    Krzyż w miejscu śmierci mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika"


    Ciało majora Mariana Bernaciaka "Orlika" pokazano rodzinie, a następnie - starając się zabić także pamięć po nim - ukryto. Pogrzebano go tam, gdzie leżeli inni skrytobójczo pomordowani przez NKWD i UB - na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, w kwaterze 45 N. Przez dziesięciolecia była tam jedynie studnia, błoto, wysypisko śmieci i szalety.
    Dopiero w latach siedemdziesiątych udało się rodzinom pomordowanych dowiedzieć, gdzie leżą ich bliscy. Bardzo duża w tym dziele jest zasługa  brata mjr. "Orlika", Lucjana Bernaciaka. Po dziesięciu latach usunięto bezczeszczące groby szalety, postawiono brzozowy krzyż, który jednak bardzo szybko został zniszczony przez "wandali".

    Minęło kolejne dziesięć zanim upadł PRL i wyrażono zgodę na zbudowanie "Pomnika Więźniów Politycznych Straconych w latach 1944 - 1956" . Po wielu staraniach i kłopotach pomnik odsłonięto 15 września 2001 roku.
    26 czerwca 2005 roku w Zalesiu koło Ryk, przed domem, w którym urodził się „Orlik” miała miejsce uroczystość odsłonięcia i poświecenia pomnika poświęconego majorowi Marianowi Bernaciakowi.

    GLORIA VICTIS !!!


    Pomnik mjr Mariana Bernaciaka ps. "Orlik" w Zalesiu. Wyryta w kamieniu inskrypcja głosi: " A jeśli komu droga otwarta do nieba, tym, co służą ojczyźnie" Pieśń XII Jan Kochanowski./ W HOŁDZIE URODZONEMU W ZALESIU 6 MARCA 1917 R. MJR. MARIANOWI BERNACIAKOWI "ORLIKOWI" / Obrońcy ojczyzny we wrześniu 1939 r. / Organizatorowi ZWZ-AK w podobwodzie Dęblin-Ryki / Dowódcy OPI/15 PP "Wilków" Armii Krajowej / Komendantowi zgrupowań partyzanckich WiN w  inspektoracie Puławy / POLEGŁEMU W WALCE O NIEPODLEGŁĄ POLSKĘ 24 CZERWCA 1946 R. / Społeczeństwo powiatu ryckiego 26 czerwca 2005 r. 

    Pomnik w Zalesiu.

    Pomnik w okolicach miejsca śmierci mjr. "Orlika". Napis na pomniku brzmi: NA TYCH POLACH POLEGŁ MJR MARIAN BERNACIAK "ORLIK" / KOMENDANT ODDZ. PARTYZ. ZGRUPOWANIA 15 PP "WILKÓW" AK / KMDT GRUP DYW. I O.P. WIN.

    Więcej na temat mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika" czytaj:

    Obejrzyj na youtube:
    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    "Konspiracja w Klasztorze" - uroczystości upamiętniające działalność II Inspektoratu Zamojskiego AK (1948-1950)

    [kliknij w plakat, aby powiększyć]

    W imieniu organizatorów mam przyjemność zaprosić na uroczystości pod hasłem "Konspiracja w Klasztorze", upamiętniające działalność II Inspektoratu Zamojskiego Armii Krajowej, które odbędą się w dniach 1-3 lipca 2016 r. w Bazylice Św. Antoniego w Radecznicy.

    PROGRAM UROCZYSTOŚCI

    1 lipca PIĄTEK  (Bazylika Św. Antoniego w Radecznicy)

    • 18:00 - Otwarcie wystawy poświęconej płk Marianowi Pilarskiemu ps. "Jar"
    2 lipca SOBOTA(Plac za Urzędem Gminy w Radecznicy)
    • 09:00 - Zawody strzeleckie o Puchar im. płk Mariana Pilarskiego ps. "Jar"
    • 16:30 - spotkanie z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem
    • 18:00 - Inscenizacja potyczki partyzanckiej
    • 19:00 - Koncert patriotyczny m.in. zespołu Forteca
    • 20:00 - Wspólne ognisko
    3 lipca NIEDZIELA(Bazylika Św. Antoniego w Radecznicy)
    • 11:45 - Uroczysty przemarsz z placu za Urzędem Gminy do Klasztoru
    • 12:00 - Rekonstrukcja Przysięgi II Inspektoratu Zamojskiego Armii Krajowej z września 1948 r.
    • 12:15 - Uroczysta Msza Święta w intencji Polskiego Podziemia Niepodległościowego z udziałem Orkiestry Wojskowej
    • Przemówienia okolicznościowe
    • Ceremoniał Wojskowy (Hymn Narodowy, Apel Pamięci, Salwa Honorowa)
    • Odsłonięcie i poświęcenie tablicy pamiątkowej poświęconej płk Marianowi Pilarskiemu ps. "Jar"
    • Pośmiertny awans Jana Hadama ps. "Agrest" - Komendanta Rejonu Szczebrzeszyn II Inspektoratu
    • 14:00 - Obiad dla zaproszonych gości

    [kliknij, aby obejrzeć spot promujący uroczystości]

    Marian Pilarski „Jar” (1902-1952) to kolejno: żołnierz Marszałka Piłsudskiego, uczestnik walk w obronie Lwowa i wojny polsko-bolszewickiej, obrońca Polski we wrześniu 1939 w Armii Polesie, Komendant Placówki AK Tyszowce, Komendant Obwodu Zamojskiego WiN i Inspektor Inspektoratu Zamojskiego WiN, wreszcie twórca i Inspektor II Inspektoratu Zamojskiego AK ze sztabem w klasztorze w Radecznicy.

    Mjr Marian Pilarski ps. "Jar", w latach 1948-1950 Inspektor II Inspektoratu Zamojskiego AK, zamordowany przez komunistów 4 marca 1952 r. na Zamku Lubelskim. Miejsce pochówku nieznane.

    W marcu i wrześniu 1948 roku w Klasztorze odbywają się uroczyste przysięgi konspiratorów i zakonników. Przyzwolenie na działalność konspiracyjną na terenie klasztoru w Radecznicy daje Prowincjał na Polskę o. Bronisław Szepelak. II Inspektorat Zamojski AK miał na celu likwidowanie zdrajców, szpicli, funkcjonariuszy UB, NKWD i szkodliwych partyjniaków sprawy polskiej. Sporządzano plany sytuacyjne, rozmieszczenia Wojsk Polskich, radzieckich oraz ich uzbrojenia. Agitowano przeciwko powstawaniu spółdzielni produkcyjnych na wzór kołchozów. Gromadzono broń na wypadek zapowiadanej III Wojny Światowej między wschodem a zachodem. Inspektorat miał stanowić zbrojne ramię wojsk sojuszniczych i toczyć otwartą walkę z sowietami.

    12 kwietnia 1950 roku następują aresztowania kierownictwa II Inspektoratu Zamojskiego AK z majorem Marianem Pilarskim „Jar” na czele, a 20 czerwca następuje tak zwana druga kasata klasztoru w Radecznicy. Zakonnicy zostają aresztowani a klasztor i gimnazjum zostają zamknięte.
    W październiku 1951 roku po procesie pokazowym przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Lublinie zapadają surowe wyroki. Na czterokrotną karę śmierci skazany zostaje major Marian Pilarski „Jar” i jego podkomendny podporucznik Stanisław Bizior „Eam” pozostali zostają skazani na długoletnie więzienia, w tym Prowincjał na Polskę o. Bronisław Szepelak, o. Wacław Płonka „Czarny”, o. Hugolin Ryba ” Robak” i inni. Wyroki śmierci na Marianie Pilarskim i Stanisławie Biziorze zostają wykonane na Zamku Lubelskim 4 marca 1952 roku. Da dnia dzisiejszego nie wiadomo gdzie zostali pochowani.

    II Inspektorat Zamojski Armii Krajowej, jak mówi jeden z historyków,
    [...] był prawdopodobnie największą i najsilniejszą liczebnie inicjatywą konspiracyjną po 1947 r. To fenomen organizacyjny i społeczny, o którym powinniśmy pamiętać. To się w innych miejscach w Polsce nie zdarzyło.
    Organizatorami wydarzenia są: Bazylika Św. Antoniego w Radecznicy oraz Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Lokalnego "Mokrelipie" przy współpracy z Wójtem Gminy Radecznica.

    Uroczystości zostały objęte patronatem narodowym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy


    [kliknij, aby powiększyć]
    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    68. rocznica śmierci ppor. Tadeusza Zielińskiego "Igły"
    ...Nie dajmy zginąć poległym. Zbigniew Herbert
    Ppor. Tadeusz Zieliński ps. "Igła".

    68 lat temu, 24 czerwca 1948 r., otoczony i ranny, rozerwał się granatem ostatni dowódca polowy oddziału partyzanckiego wywodzącego się ze Związku Zbrojnej Konspiracji, ppor. Tadeusz Zieliński „Igła” .

    Był on jednym z najbardziej zdeterminowanych w walce żołnierzy antykomunistycznego podziemia na Kielecczyźnie. O żadnej innej zbrojnej grupie podziemia, funkcjonującej w latach 1947-1948 na tamtejszym terenie, nie mówiono w kręgach władzy komunistycznej z taką obawą i respektem jak o oddziale „Igły”. Swoisty hołd oddał mu płk UB/SB Stanisław Wałach , który w swoich wspomnieniach z okresu „utrwalania władzy ludowej” nazwał ppor. „Igłę” nieugiętą bestią .

    Ppor. Tadeusz Zieliński "Igła", pośmiertne zdjęcie wykonane przez UB (Fot. AIPN).

    Więcej informacji o ppor. "Igle" w artykule:


    Pomnik odsłonięty 7 kwietnia 2012 r. w miejscowości Dzierzkówek Stary,  gm. Skaryszew, poświęcony żołnierzom wyklętym wywodzącym się z terenu gminy Skaryszew, m.in. z oddziału ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”, którzy oddali swoje życie w latach 1945-1954 walcząc z komunistycznym zniewoleniem.

    Strona główna>Prawa autorskie>

     


    0 0
  • 06/27/16--01:14: Rocznica trzech śmierci...
  • Rocznica trzech śmierci... "Młot", "Mścisław", "Żelazny"

    ...Nie dajmy zginąć poległym.
    Zbigniew Herbert


    Kpt. "Młot" / Por. "Mścisław" / Ppor. "Żelazny"

    W ostatnich dniach czerwca przypadają trzy niezwykle tragiczne rocznice w historii zmagań 5. i 6. Brygady Wileńskiej Armii Krajowej z komunistycznym zniewoleniem.

    67 lat temu, 27 czerwca 1949 r., na kolonii wsi Czaje Wólka [gmina Ciechanowiec] zginął dowódca 6. Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysław Łukasiuk ps. "Młot" .

    Kpt. Władysław Łukasiuk "Młot"

    Zginął on zupełnie nieoczekiwanie, w przeddzień połączenia się z kpt. Kazimierzem Kamieńskim "Huzarem" w celu ponownego wyjścia w pole. Kapitan "Młot", nieuchwytny dla komunistów bohater Podlasia, za którego głowę bezpieka wyznaczyła 100 tys. złotych nagrody i przeciwko któremu "nastawiono" setki agentów i informatorów, zginął nie w walce, lecz z ręki jednego ze swych podkomendnych - Czesława Dybowskiego "Rejtana". Do dziś jest problem z oceną opisanego powyżej zdarzenia. Na obecnym etapie badań trzeba jednak poprzestać na przyjęciu tezy, że do tragedii zakończonej śmiercią "Młota" doszło w wyniku nieporozumienia, które można sobie wytłumaczyć jedynie skrajnym wyczerpaniem psychicznym "ostatnich leśnych". Zachował się protokół z obdukcji zwłok dokonanej w PUBP w Bielsku Podlaskim. Wynika z niego, że Władysław Łukasiuk został zabity dwoma strzałami z broni krótkiej. Jeden postrzał otrzymał w klatkę piersiową, drugi - w głowę. Pierwszy strzał spowodował wylew wewnętrzny, drugi - uszkodzenie mózgu. Śmierć musiała nastąpić bardzo szybko. Zwłoki kpt. "Młota" zostały wykopane 13 VIII 1949 r. przez funkcjonariuszy UBP, jednak nie wiadomo co funkcjonariusze UB zrobili z ciałem "Młota". Miejsce ostatniego spoczynku najsłynniejszego partyzanta Podlasia do dziś pozostaje nieznane.
    11 listopada 2007 Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie Władysława Łukasiuka Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

    Trzy lata wcześniej, 28 czerwca 1946 r., w dwóch różnych miejscach i okolicznościach, jednak z rąk tych samych komunistycznych zbrodniarzy, śmierć poniosło dwóch oficerów 5. Brygady Wileńskiej Armii Krajowej :

    • Por. Marian Pluciński ps. "Mścisław", uczestnik wojny obronnej 1939, następnie w konspiracji ZWZ-AK. Od kwietnia 1944 d-ca plutonu w 5. Brygadzie Wileńskiej. Po rozwiązaniu brygady przedostał się wraz ze swoim oddziałem na teren Puszczy Augustowskiej, a następnie powrócił na Wileńszczyznę. Do listopada 1944 dowodził oddziałem złożonym z rozbitków brygad wileńskich, operujących na północ od Wilna. Wiosną 1945 przedostał się na teren Białostocczyzny i nawiązał kontakt z mjr. "Łupaszką". Objął dowództwo 4. szwadronu w odtwarzanej 5. Brygadzie Wileńskiej . Po rozwiązaniu oddziału, w październiku 1945  r. zaprzestał działalności konspiracyjnej. Aresztowany przez białostocki UB na skutek donosu, został skazany na śmierć i zamordowany 28 VI 1946 roku. Nawet UB wystawiło mu mimowolnie dobrą opinię: energiczny, odważny, bandycki upór. Miejsce pochówku „Mścisława” do dzisiaj pozostaje nieznane. 11 listopada 2007 r. Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie Mariana Plucińskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
    • Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny", ur. 22 marca 1923 r. w Dąbrowie Górniczej, harcerz, żołnierz 5. Wileńskiej Brygady AK, podporucznik czasu wojny, dowódca 2. szwadronu w tej brygadzie. Uważany za najlepszego dowódcę polowego mjr. "Łupaszki". Major wystąpił z wnioskiem o odznaczenie "Żelaznego" Krzyżem Virtuti Militari , pisząc: "bardzo odważny, dzielny, pełen inicjatywy, wykazał wielką odwagę osobistą" . Dowodził m.in. głośną akcją 19 maja 1946 r., o której informowało BBC. Szwadron "Żelaznego" rozbroił tego dnia 7 posterunków milicji w powiatach Kościerzyna i Starogard, zlikwidował dwie placówki UB, rozstrzelał 5 funkcjonariuszy UB, w tym sowieckiego doradcę, oficera NKWD. "Żelazny" zginął 28 VI 1946 r., podczas próby przebicia się przez obławę UB w majątku Czernin koło Sztumu, gdzie leczył się z ran postrzałowych. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane. 5 grudnia 2004 r. upamiętniono ppor. Zdzisława Badochę „Żelaznego”, odsłaniając w Czerninie pod Sztumem tablicę pamiątkową na ścianie kościoła parafialnego. 11 kwietnia 2006 r. poświęcono w Czerninie skromny pomnik Pamięci żołnierzy szwadronu "Żelaznego".

    Rok 1945. Stoją od lewej: ppor.cz.w. Henryk Wieliczko "Lufa", zamordowany 14 marca 1949 na zamku lubelskim, por. Marian Pluciński "Mścisław", zamordowany 28 czerwca 1946 w białostockim więzieniu, mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", zamordowany 8 lutego 1951 na Mokotowie, wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat", ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny", poległ w walce z UB 26 czerwca 1946 w Czerninie koło Sztumu .

    Kadra 5. Brygady Wileńskiej AK. Od lewej: mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, por. Jerzy Jezierski „Stefan”, ppor. Władysław Łukasiuk „Młot”, por. Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt”, ppor. Lucjan Minkiewicz „Wiktor”, ppor. Jan Zaleski „Zaja”.
    GLORIA VICTIS !

    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    63. rocznica śmierci por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" i jego żołnierzy

    ...Nie dajmy zginąć poległym.
    Zbigniew Herbert

    Oficer Wojska Polskiego nie poddaje się wrogom Polski!
    ostatnie słowa por. "Puszczyka" do UB-eków,
    wzywających go do poddania 5 VII 1953 r.

    Por. Wacław Grabowski "Puszczyk" (1916-1953)

    63 lata temu, 5 lipca 1953 roku, w walce z 1300-osobową obławą UB-KBW we wsi Niedziałki zginał dowódca ostatniego patrolu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego działającego na Mazowszu północnym, por. Wacław Grabowski "Puszczyk". Wraz z nim, podczas próby przebicia się przez pierścień okrążenia, poległo sześciu jego żołnierzy.

    Ż ołnierze NZW z patrolu por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" polegli w walce stoczonej 5 lipca 1953 r. z 1300-osobową grupą operacyjną UB-KBW we wsi Niedziałki na Mazowszu. Od lewej leżą: Henryk Barwiński "August", Kazimierz Żmijewski "Jan", Lucjan Krępski "Jastrząb", Feliks Gutkowski "Gutek", Piotr Suwiński "Stanisław", por. Wacław Grabowski "Puszczyk", Antoni Tomczak "Malutki". Zdjęcie wykonane przez UB.


    Zdjęcie przedwojenne. Pierwszy z prawej (zaznaczony) stoi gimnazjalista Wacław Grabowski, późniejszy por. "Puszczyk".

    Wacław Grabowski urodził się 10 grudnia 1916 r. w rodzinie zarządcy majątku Krępa (pow. Mława). W okresie nauki w szkole średniej działał w harcerstwie. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. W okresie okupacji niemieckiej był żołnierzem ZWZ-AK w Obwodzie Mława. Służbę w oddziałach partyzanckich rozpoczął już w 1943 r. Służył w Kedywie (Kierownictwo Dywersji) Armii Krajowej i oddziale partyzanckim ppor. Stefana Rudzińskiego "Wiktora". Po wejściu Armii Czerwonej działał w strukturze Ruchu Oporu Armii Krajowej (ROAK) w ramach batalionu "Znicz" dowodzonego przez kpt. Pawła Nowakowskiego "Łysego" (uczestniczył m.in. w udanej akcji z 2/3 czerwca 1945 r. na PUBP w Mławie, w wyniku której uwolniono 32 więźniów oraz zastrzelono 4 UB-eków).

    Ppor. Stefan Rudziński "Wiktor"

    Po rozwiązaniu oddziału w 1945 r. (tzw. "akcja rozładowywania lasów"Jana Mazurkiewicza "Radosława") "Puszczyk" zdołał przedostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Przez pewien czas służył w Polskich Kompaniach Wartowniczych. Stwierdził jednak, iż jego "miejsce jest w Polsce" i powrócił do kraju. Ponownie podjął działalność konspiracyjną, organizując nieduży oddział partyzancki operujący w powiatach Mława, Przasnysz, Działdowo i Ciechanów.

    Wacław Grabowski "Puszczyk" dowodził samodzielnym oddziałem wchodzącym prawdopodobnie w skład 16 Okręgu NZW. Po jego likwidacji nawiązał kontakt z Mieczysławem Dziemieszkiewiczem "Rojem". Dwaj podkomendni por. "Puszczyka" - Piotr Grzybowski "Jastrząb" i Lucjan Krępski "Rekin" - zostali skierowani w kwietniu 1951 r. jako wzmocnienie grupy st. sierż. "Roja", jednak po jego śmierci w obławie dnia 13/14 kwietnia 1951 r. "Jastrząb" i "Rekin" powrócili do macierzystego oddziału.

    Grupa "Puszczyka", działająca w latach 1947–1953, nastawiona była na dotrwanie do zmiany sytuacji politycznej w Polsce i ograniczała swą aktywność do niezbędnej samoobrony i akcji aprowizacyjnych. Głośnym  wyczynem "Puszczyka" było m.in. przebicie się przez zasadzkę bezpieki w październiku 1952 r. w okolicach Konopek (od jego kul padło dwóch oficerów MBP i żołnierz KBW). Od jesieni 1951 r. oddział nie prowadził już żadnych działań dywersyjnych, będąc typową "grupą przetrwania".

    Wycinek mapy okolicy, w której ukrywał się "Puszczyk" i jego żołnierze w 1953 r.

    Do jesieni 1952 r. ukrywał się w przygotowanym uprzednio bunkrze w powiecie działdowskim, a po jego zlokalizowaniu przez resort bezpieczeństwa przeszedł w okolice Mławy, gdzie do lata 1953 r. "melinował" w kolonijnych gospodarstwach miejscowości Niedziałki, u rodzin: Marianny Jeziorskiej, Stanisława Adamczyka i Zygmunta Klimaszewskiego. Ostatnią bazą "Puszczyka" stała się właśnie wioska Niedziałki (gm. Turza Mała), gdzie jego grupa przez wiele miesięcy ukrywała się w gospodarstwie rodziny Jeziorskich.

    W ramach poszukiwań por. "Puszczyka" i jego żołnierzy w 1953 r. rozpracowanie prowadzone przez bezpiekę objęło 67 osób, głównie zamieszkałych w pow. Mława (ale także w pow. Przasnysz i Ciechanów). Przełom nastąpił zupełnie nieoczekiwanie. Donos o miejscu pobytu partyzantów w gospodarstwie Jeziorskich złożył jeden z mieszkańców wsi Niedziałki  Wacław  Głuszek,  będący  współpracownikiem  resortu  bezpieczeństwa  (oznaczonym pseudonimem  "N-20").  Rankiem  5  lipca  1953  r.  agent  odwiedził  kwaterę  partyzancką, pod pozorem przyniesienia „leśnym” kilograma słoniny. W rzeczywistości chodziło o potwierdzenie, czy „Puszczyk” i jego żołnierze nie zmienili miejsca pobytu.

    W tym czasie Niedziałki były już okrążone przez 1300 żołnierzy KBW wspomaganych przez funkcjonariuszy UB i MO. Oddziały uczestniczące w operacji zajęły stanowiska po cichu, jeszcze w nocy z 4 na 5 lipca samochody, którymi je przywieziono, zatrzymały się kilka kilometrów od wsi, tak by nie było słychać szumu silników. Akcję ubezpieczały dwa pojazdy pancerne określane jako „tankietki” oraz działko 45 mm. Gdy agent potwierdził mocodawcom z UB, że „Puszczyk” nadal jest w swej kwaterze, można było rozpocząć operację. Rola denuncjatora została jednoznacznie wyjaśniona w dokumentacji wytworzonej przez bezpiekę. W październiku 1953 r. naczelnik Wydziału III WUBP w Warszawie kpt. Eugeniusz Głowacki tak scharakteryzował przebieg całego zdarzenia:
    W dniu 4 VII 1953 r. do PUBP Mława zgłosił się ob. Głuszek Wacław, zamieszkały Niedziałki, gm. Turza Mała, pow. Mława, działkowicz, posiada działkę z dzierżawy w ilości 5 ha, bezpartyjny, żonaty. Wymieniony ob. zameldował, iż w m. Niedziałki w dwóch gospodarstwach przebywa banda [sic!– oddział] w sile siedmiu, uzbrojona w broń krótką i automatyczną. Na podstawie złożonego zameldowania przez ob. Głuszka - przy udziale wojska KBW w dniu 5 VII [19]53 r. przeprowadzona została operacja p[rzeciw]ko bandzie, na czele której stał Grabowski Wacław ps. „Puszczyk”. W wyniku przeprowadzonej operacji cała banda [...] została zlikwidowana, przy bandytach zdobyto 14 jednostek broni krótkiej i automatycznej oraz granaty i amunicję. Wymieniona banda [sic! – oddział] rekrutowała się z byłych członków AK i zlikwidowanych band. Prowadziła ona działalność terrorystyczno-dywersyjną na terenie powiatów Mława, Działdowo i Ciechanów, dokonując  w  latach  1945-1953  szeregu  poważnych  mordów  i  napadów  rabunkowych, oraz w ostatnich latach [19]49-[19]53 uprawiali wrogą propagandę p[rzeciw]ko Polsce Ludowej i jej sojusznikom, a szczególnie p[rzeciwko] Związkowi Radzieckiemu, werbując jednocześnie nowych członków band.

    Charakterystyka oddziału por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka", "Chudego" wytworzona przez funkcjonariuszy PUBP w Mławie 19 X 1953 r.[kliknij w dokument, aby powiększyć].

    Jednostki uczestniczące w operacji zostały ustawione w kilku liniach, tak by partyzanci nawet w przypadku przedarcia się przez pierwszą tyralierę obławy, nie zdołali się wymknąć „z kotła”. Wartę pełnił wówczas Henryk Barwiński „August” i to on pierwszy zaalarmował oddział. „Puszczyk” zarządził zajęcie stanowisk i przygotowanie się do walki na wypadek, gdyby obława ogarnęła także partyzancką kwaterę. Nie znał rozmiarów operacji i nie wiedział jeszcze, że jest dokładnie zlokalizowany. Wojciech Jeziorski zapamiętał, iż z treści wydawanych przez partyzanckiego dowódcę rozkazów wynika, że zamierzał on ostrzelać grupę podchodzącą do gospodarstwa i błyskawicznie oderwać się od przeciwnika. Jeziorski wspominał:
    Dochodziła godzina 16.00, kiedy jak za pociągnięciem różdżki czarodziejskiej, zboża zafalowały na całym przedpolu, ale zamiast kłosów żyta ukazały się obserwującemu żołnierskie hełmy. Była ich masa wokół zabudowań i ta masa hełmów szła ze wszystkich stron w stronę naszej kwatery, a więc byliśmy  otoczeni.  Wtedy  "Puszczyk"  zrozumiał,  że  ich  godzina  wybiła.  [...]  Mają  dwa wyjścia, poddać się lub śmierć. Ponieważ już dawno zespołowo wybrali drugą alternatywę, wobec tego – W Imię Ojca i Syna i Ducha – niech się dzieje wola Pana. Tyraliery zbliżały się, a z gardeł atakujących dobiegło wezwanie – poddajcie się, jesteście otoczeni! Na to diktum "Puszczyk" krzyknął w stronę swoich kolegów – chłopcy, podpuszczać blisko! Ognia! Strzelać celnie, nie marnować naboi; – sam skokami dotarł pod najbliższe wielkie drzewa, lipę i jesion, i stamtąd rozpoczął krótkimi seriami z empi ostrzeliwać idących od strony wschodniej żołnierzy. W odezwie strona atakująca przykryła ich zmasowanym ogniem ze wszystkich stron. Dziwne, że się nawzajem, w tej pierwszej fazie wymiany ognia, nie wystrzelali.
    Pomimo wezwań do złożenia broni, żaden z żołnierzy "Puszczyka" nie podniósł rąk do góry. Pomimo tak wielkiej dysproporcji sił partyzanci podjęli obronę, a nawet próbę przebicia, podczas której wszyscy padli w krzyżowym ogniu broni maszynowej. Zginęli:

    • Antoni Tomczak "Malutki"
    • Henryk Barwiński "August"
    • Kazimierz Żmijewski "Jan"
    • Feliks Gutkowski "Gutek"
    • Piotr Grzybowski "Jastrząb"
    • Lucjan Krępski "Rekin"
    Ostatni poległ por. Wacław Grabowski "Puszczyk", który mimo dwukrotnego zranienia zdołał przedrzeć się kilkaset metrów, aż do drogi Kęczewo-Sarnowo. Ranny, ostrzeliwał się do końca. Wezwany przez funkcjonariuszy UB do poddania się, miał odkrzyknąć komunistom:
    Oficer Wojska Polskiego nie poddaje się wrogom Polski!
    Po wystrzelaniu amunicji do MP rzucił jeszcze  w stronę nacierających dwa granaty i kilkakrotnie strzelił z pistoletu, po czym ostatni nabój przeznaczył dla siebie. Walka trwała około godziny - o 17.00 strzały ucichły. Ciężko rannych, konających „Augusta” i „Janka”, ubowcy zabrali do szpitala w Mławie, gdzie zmarli na stole operacyjnym.

    Por. Wacław Grabowski "Puszczyk"; zdjęcie pośmiertne wykonane przez PUBP w Mławie.

    Denuncjatorowi  wypłacono  „stosowne  wynagrodzenie”.  Naczelnik  Wydziału  III WUBP w Warszawie podał w swym raporcie kwotę, która wydaje się zaskakująco niska jak  za  doprowadzenie  do  śmierci  siedmiu  nieuchwytnych  przez  lata  partyzantów.  Pisał mianowicie:
    Ob. Głuszek Wacław za bezpośredni udział w likwidacji wyżej opisanej bandy otrzymał wynagrodzenie pieniężne w sumie 5000 zł.
    4 sierpnia 1953 r. agent w  krótkim  oświadczeniu  pokwitował  otrzymaną  od  bezpieki  kwotę:
    Otrzymałem od Woj[ewódzkiego] Urzędu Bezp[ieczeństwa] Publ[icznego] w Warszawie 5000 zł (pięć tysięcy złotych) za pomoc w likwidacji bandy [sic! – oddziału]"Puszczyka".
    N-20

    Pokwitowany przez Wacława Głuszka (informatora o kryptonimie "N-20") odbiór kwoty 5000 zł za wydanie na śmierć por. "Puszczyka" i jego żołnierzy.

    Ciała zastrzelonych partyzantów zostały zabrane przez bezpiekę. W siedzibie PUBP w Mławie zostały dokładnie obfotografowane – zbiorowo i indywidualnie. Gdzie komuniści zakopali „Puszczyka” i jego żołnierzy – nie wiadomo. Do dziś nie mają własnego grobu.

    Broń por. "Puszczyka" i jego partyzantów zdobyta przez UB po likwidacji oddziału.

    Na mieszkańców wioski Niedziałki spadły surowe represje. Od razu, w dniu likwidacji  „Puszczyka”,  bezpieka  aresztowała  Marię  Jeziorską  oraz  gospodarzy  Stanisława Adamczyka (akowca z okresu okupacji niemieckiej) i Zygmunta Klimaszewskiego, oskarżonych o udzielanie pomocy partyzantom. Naczelnik Wydziału III WUBP w Warszawie raportował: „Wszyscy ww. osoby aktywnie współpracowali z bandą, a szczególnie Adamczyk, u którego banda wysłuchiwała audycji nadawanych przez «Głos Ameryki». Wkrótce potem bezpieka aresztowała Wojciecha Jeziorskiego. Oboje Jeziorskich skazano na 8 lat pozbawienia wolności, przy czym Marianna Jeziorska zmarła 18 sierpnia 1955 r. w więzieniu MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Także Stanisława Adamczyka i Zygmunta Klimaszewskiego skazano na kary 8 lat więzienia. Gospodarstwa Adamczyków i Jeziorskich zostały „skonfiskowane przez państwo”. Gdy wyszli z więzienia – nie mieli dokąd wrócić. Budynki zostały rozebrane. Dziś tylko kępy drzew wskazują, gdzie stały obejścia będące schronieniem dla ostatnich leśnych północnego Mazowsza.
    Po  latach  w  miejscu  ostatniej  walki  oddziału por. "Puszczyka"  jego  towarzysze  broni z NZW i ROAK wznieśli pomnik – głaz pamiątkowy, uroczyście poświęcony i odsłonięty w dniu 8 września 2001 r.

    Obelisk w miejscu śmierci por. "Puszczyka" i jego żołnierzy, odsłonięty i poświęcony 8 września 2001 roku. Ufundowali go kombatanci, rodziny poległych oraz mieszkańcy gmin Lipowiec Kościelny i Kuczbork.

    Obelisk w miejscu śmierci por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" i jego żołnierzy.

    Cmentarz w Lipowcu Kościelnym. Metalowy krzyż i tablica pamiątkowa na symbolicznej mogile por. "Puszczyka" i jego żołnierzy.

    Tablica na krzyżu na cmentarzu w Lipowcu Kościelnym:"Pamięci byłych żołnierzy AK-NZW poległych w dniu 5 lipca 1953 r. w miejscowości Niedziałki w obronie honoru narodu i godności własnej oraz wolności nie tylko własnej".

    Ostatnimi partyzantami antykomunistycznego podziemia na północnym Mazowszu, którzy zginęli w walce z komunistami byli Kazimierz Dyksiński "Kruczek" oraz Leon Malicki"Zygmunt". Po wkroczeniu Sowietów byli żołnierzami ROAK (Ruch Oporu Armii Krajowej), a następnie 11. Grupy Operacyjnej NSZ. "Kruczek" został aresztowany 3 stycznia 1947 r. i skazany na karę śmierci. W nocy po ogłoszeniu wyroku uciekł z więzienia i dołączył do oddziału por. Franciszka Majewskiego "Słonego". W październiku 1947 r. wraz z oddziałem wszedł w skład XXIII Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Po rozbiciu struktur NZW ukrywał się wraz z Leonem Malickim "Zygmuntem". Partyzanci zostali wydani przez agenta UB "Kaszuba" - człowieka, u którego się ukrywali. 10 czerwca 1954 r., osaczeni przez obławę UB we wsi Będzymin w pow. Sierpc, podjęli swoją ostatnią walkę.
    Tak opisał to wydarzenie w raporcie skierowanym do naczelnika Wydziału I Departamentu III MBP naczelnik Wydziału III WUBP w Warszawie:
    [...] O godz. 17.30 zabudowania agenta "Kaszuby" oraz przyległe budynki należące do sąsiadów agenta zostały okrążone. Do środka weszła grupa szturmowa, która została ostrzelana przez bandytów i obrzucona granatami[...] Bandyci zostali wyparci z budynków na odkryte pole, nie orientując się, że są okrążeni przez obstawę, zostali przykryci ogniem i w tym momencie Malicki Leon ps. "Zygmunt", będąc rannym strzelił sobie w głowę z własnego pistoletu, natomiast bandyta Dyksiński Kazimierz ps. "Kruczek" podłożył pod siebie granat, który eksplodował pozbawiając go życia.[...].
    Do dziś miejsca pochówków ostatnich partyzantów Mazowsza, jak i wielu innych, pozostają nieznane.
    GLORIA VICTIS !!!


    Więcej na temat por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" czytaj:
    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    Uroczystości pogrzebowe śp. Danuty Siedzikówny "Inki" i śp. Feliksa Selmanowicza "Zagończyka" - Gdańsk, 27–28 sierpnia 2016


    PROGRAM UROCZYSTOŚCI

    27 sierpnia 2016 (sobota)

    • 17.00–22.00. Wystawienie trumien z doczesnymi szczątkami bohaterów w Kaplicy Królewskiej w Gdańsku (ul. Św. Ducha 42)
    28 sierpnia 2016 (niedziela)
    • 13.00–14.30. Msza św. w Bazylice konkatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku (ul. Podkramarska 5), której przewodniczył będzie metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź (transmisja mszy św. na telebimie ustawionym na ścianie Bazyliki od ul. Św. Ducha).
    • ok. 14.30. Formowanie konduktu pogrzebowego i przemarsz z Bazyliki na Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku trasą: ul. Piwna (Bazylika konkatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku) – Węglarska – Szeroka – Targ Drzewny – Hucisko – 3 Maja – gen. Antoniego Giełguda (Cmentarz Garnizonowy). Przemarsz ok. 40 min.
    • ok. 15.30–17.00. Uroczystości pogrzebowe na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, którym przewodniczył będzie metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź.
    • Przemówienia: zaproszonych gości, przewodniczącego NSZZ „Solidarność” Piotra Dudy, zastępcy prezesa IPN dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka, rodzin bohaterów.
    • Salwa honorowa Kompanii Honorowej
    Organizatorami pogrzebu są Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu oraz NSZZ „Solidarność”.

    Pogrzeb państwowy śp. Danuty Siedzikówny pseudonim „Inka”, sanitariuszki 5 Wileńskiej Brygady AK, oraz śp. Feliksa Selmanowicza – pseudonim „Zagończyk”, dowódcy 2 kompanii 4 Wileńskiej Brygady AK odbędzie się w niedzielę 28 sierpnia 2016 r. – w 70. rocznicę wykonania wyroku śmierci na bohaterach przez komunistycznych oprawców.

    Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się Mszą św. w Bazylice konkatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku, o godz. 13.00, skąd kondukt pogrzebowy uda się na Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku, ul. Dąbrowskiego 2. Będzie im przewodniczył abp Sławoj Leszek Głódź.

    Dzień wcześniej, w sobotę 27 sierpnia, w Kaplicy Królewskiej Bazyliki konkatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku, w godzinach 17.00-22.00, zostaną wystawione trumny ze szczątkami bohaterów.

    Pochówek bohaterów będzie wspólny, o czym zdecydowały ich rodziny. Oboje zginęli tego samego dnia w 1946 r., pochowani zostali też obok siebie w bezimiennym grobie. Miejsce to jesienią 2014 r. odnalazł na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku zespół poszukiwawczy IPN, kierowany przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka.

    BIOGRAMY BOHATERÓW


    Danuta Siedzikówna



    Feliks Selmanowicz


    Więcej na temat "Inki" czytaj:
    Źródło: Instytut Pamięci Narodowej>
    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    70. rocznica zamordowania Danuty Siedzikówny "Inki"

    Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba... 
    pożegnalne słowa "Inki"


    70 lat temu, 28 sierpnia 1946 r., o godz. 6.15 w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej 12, komunistyczni oprawcy zamordowali siedemnastoletnią sanitariuszkę 5 Brygady Wileńskiej AK Danutę Siedzikówną "Inkę". Wraz z nią śmierć poniósł oficer wileńskiej AK ppor. Feliks Selmanowicz "Zagończyk".

    Ppor. Feliks Selmanowicz "Zagończyk"

    Umierali z okrzykiem „Jeszcze Polska nie zginęła!” i „Niech żyje „Łupaszko”!”. „Inka” i  „Zagończyk” zostali zabici strzałem w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego, ppor. Franciszka Sawickiego, ponieważ strzały  z 10 pepesz plutonu mającego wykonać wyrok jedynie drasnęły dziewczynę i poraniły jej towarzysza niedoli, choć żołnierze strzelali z odległości trzech kroków. Wyrok śmierci był komunistyczną zbrodnią sądową, a zarazem aktem zemsty i bezradności UB wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" .

    „Inka” została  aresztowana w Gdańsku rankiem 20 lipca 1946 r. Po bestialskim śledztwie  3 sierpnia 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał ją na śmierć. „Inka” nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała prośby o ułaskawienie; pismo podpisał jej obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, napisała:

    "Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba".


    Danuta Siedzikówna "Inka"

    Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 r. we wsi Guszczewina k. Narewki w pow. Bielsk Podlaski. Była drugą córką leśnika Wacława Siedzika i Eugenii z Tymińskich. W rodzinie żywe były polskie tradycje patriotyczne. Ojciec w 1913 r., podczas studiów w Petersburgu, został aresztowany przez władze carskie za udział w tajnej polskiej organizacji młodzieżowej i zesłany w głąb Rosji, skąd do Polski wrócił dopiero w 1926 r. Babcia Helena  Tymińska spokrewniona była z rodziną Orzeszków, znała dobrze Elizę Orzeszkową.Świadomość rodzinnej przeszłości wywarła duży wpływ na ukształtowanie osobowości i postawy przyszłej sanitariuszki. Do wojny rodzina Siedzików mieszkała w leśniczówce w Olchówce pod Narewką, gdzie pracował ojciec „Inki”. Danuta Siedzikówna była jedną z trojga rodzeństwa, miała młodszą o trzy lata siostrę Irenę i o rok starszą Wiesławę. Do 1939 roku uczyła się w szkole powszechnej w Olchówce, potem zaś w szkole sióstr salezjanek w Różanym Stoku pod Grodnem. Dalszą naukę przerwała jej wojna.

    We wrześniu 1939 r. tereny rodzinne Danuty został zajęte na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow przez Armię Czerwoną i znalazł się pod okupacją sowiecką. Wacław Siedzik, podobnie jak wielu polskich leśników uznanych przez władze komunistyczne za osoby szczególnie związane z państwem polskim - a co za tym idzie - niebezpieczne, został w 1940 r. aresztowany przez NKWD i wywieziony do kopalni złota na Syberii. Po wybuchu w czerwcu 1941 r. wojny pomiędzy Związkiem Sowieckim i III Rzeszą, został zwolniony z obozu i wraz z armią gen. Andersa znalazł się na terenie Iranu. Tam, w Teheranie, sprawował funkcję komendanta obozu dla polskich uchodźców cywilnych. Na skutek ciężkich przeżyć oraz z powodu słabego zdrowia nadwątlonego dwukrotnym zesłaniem zmarł w Iranie, wkrótce po opuszczeniu przez armię Andersa Rosji. Jego grób znajduje się na cmentarzu polskim w Teheranie.

    Po aresztowaniu Wacława Siedzika przez NKWD, jego rodzina została usunięta przez władze sowieckie z leśniczówki w Olchówce. Musiała zamieszkać w niedalekiej Narewce, tutaj też zastał ją wybuch wojny niemiecko - sowieckiej. Prawdopodobnie już wtedy matka „Inki”, Eugenia Siedzik, miała kontakty z polską konspiracją niepodległościową. W lipcu 1941 r. Narewka znalazła się pod okupacją niemiecką. Matka Danuty była aktywną uczestniczką Armii Krajowej, należała do siatki terenowej AK na Podlasiu. Za udział w konspiracji została aresztowana przez Niemców w listopadzie 1942 roku, a 25 listopada tegoż roku osadzona jako więzień polityczny w więzieniu  w Białymstoku (figuruje pod poz. 843 na wykradzionej przez wywiadowczynię AK liście  więźniów Gestapo z numerami akt sprawy 5321/42 i 48/42). Z przekazywanych przez nią z więzienia grypsów wynikało, iż osoby, które spowodowały jej aresztowanie należały do kolaborującego z Niemcami komitetu białoruskiego z Narewki. Po ciężkim śledztwie i torturach została zamordowana w połowie września 1943 r. w lesie pod Białymstokiem. Danusia po raz ostatni widziała matkę w szpitalu więziennym w Białymstoku strasznie zmasakrowaną. „Inka” miała wtedy zaledwie piętnaście lat. Grobu zamordowanej matki nigdy nie odnalazła.

    Danuta Siedzikówna (1928-1946)

    Trzema osieroconymi córkami małżeństwa Siedzików zaopiekowała się babcia, matka ich ojca. Dwie starsze, Wiesława i Danuta, pomimo bardzo młodego wieku, zostały zaprzysiężone jako żołnierze Armii Krajowej. Danuta wstąpiła w szeregi konspiracji w grudniu 1943 r. i stała się żołnierzem Armii Krajowej ośrodka Hajnówka-Białowieża. Praca konspiracyjna w tym ośrodku prowadzona była w bardzo trudnych warunkach. Śmiertelne zagrożenie stanowili tu nie tylko Niemcy, ale też i współpracujący z nimi „aktywiści” białoruscy (którzy zadenuncjowali Gestapo wielu polskich niepodległościowców) oraz uczestnicy komunistycznych „jaczejek”, związanych z wrogą wobec Polski i Polaków partyzantką sowiecką. Danuta Siedzikówna początkowo pełniła funkcję łączniczki na terenie swego macierzystego ośrodka. Przeszła ogólne przeszkolenie wojskowe, a także ukończyła kursy sanitarne. Do połowy 1945 r. mieszkała w Narewce i pracowała jako urzędniczka w miejscowym nadleśnictwie.

    W lipcu 1944 r. tereny powiatu Bielsk Podlaski zostały zajęte przez nadciągającą ze wschodu Armię Sowiecką. Biorące udział w akcji „Burza” oddziały AK atakujące wycofujących się Niemców, były po ujawnieniu się wobec władz sowieckich rozbrajane, a ichżołnierze wywożeni do obozów w głębi ZSRR. Pod koniec wojny do oddziałów partyzanckich przedostali się konfidenci NKWD, których zadaniem było rozpracowanie armii podziemnej. Na podstawie zebranych informacji już po rozformowaniu oddziałów nastąpiły aresztowania. 6 czerwca 1945 r. również „Inkę” zatrzymano razem ze wszystkimi pracownikami nadleśnictwa za współpracę z niepodległościowym podziemiem. W czasie transportu do siedziby UBP w Białymstoku została wraz z grupą uwięzionych odbita przez patrol 5 Brygady Wileńskiej AK (podległej w tym czasie Komendzie Okręgu Białostockiego AK), dowodzony przez Stanisława Wołoncieja „Konusa”. Pod opieką Wacława Beynara „Orszaka” uwolnieni dotarli do miejsca postoju Brygady, dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” w miejscowości Śpieszyn. W oddziale rozpoczęła służbę sanitariuszki pod pseudonimem „Inka”. Walczyła w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta”, a następnie por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”. We wrześniu 1945 r., po rozwiązaniu Brygady na okres zimowy, wyjechała do Olsztyna. Niedługo później UB aresztowało siostrę „Inki” Wiesławę, która szybko zorientowała się, że chodziło im o Dankę. Aresztowana miała to szczęście, że trafiła na funkcjonariusza UB, któremu kiedyś wyświadczyła niecodzienną przysługę. Była świadkiem na jego tajnym ślubie kościelnym. To uratowało ją przed biciem i prawdopodobnie przyczyniło się do jej zwolnienia. Jednak po zwolnieniu Wiesława zauważyła, że jest śledzona, dlatego przekazała Dance informację, by ta trzymała się jak najdalej od rodziny. Z pomocą przyszedł przyjaciel ojca i ojciec chrzestny Danki, Stefan Obuchowicz. Wyrobił jej fałszywe papiery na swoje nazwisko i załatwił pracę kancelistki w leśnictwie Miłomłyn koło Ostródy.

    4 szwadron 5 Brygady Wileńskiej AK. Ostatni rząd od prawej: Danuta Siedzikówna "Inka", Jerzy Lejkowski "Szpagat", por. Marian Pluciński "Mścisław", ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, NN, Jerzy Fijałkowski "Stylowy", w pierwszym rzędzie od lewej drugi Witold Goldzisz "Radio", trzeci Zdzisław Badocha "Żelazny" .

    W styczniu 1946 r., po wznowieniu działalności Brygady (podporządkowanej w tym okresie  Eksterytorialnemu Okręgowi Wileńskiemu AK), „Inka” podjęła służbę w szwadronie ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego”, w którym również pełniła funkcję sanitariuszki. Wykonywała też zadania łączniczki i kurierki, wyjeżdżając na odległe nieraz punkty kontaktowe. Na co dzień, jak wszyscy partyzanci, chodziła w mundurze Wojska Polskiego. Cieszyła się dużym zaufaniem dowódców, a także uznaniem i przyjaźnią kolegów. Tak wspominał „Inkę” sierż. Olgierd Christa „Leszek”, jeden z jej ówczesnych przełożonych:

    „Była bardzo lubiana za swoją skromność, a jednocześnie hart i pogodę ducha. Znosiła trudy z równą chłopcom, a niekiedy bardziej zadziwiającą wytrzymałością, szczególnie psychiczną. Raz tylko prosiła w czasie powrotu znad Wisły, by ktoś przejął jedną z jej ciężkich toreb. Maszerowaliśmy prawie półbiegiem ze względu na odległe miejsce postoju, a ją właśnie gnębił brak formy”.

    Danusia uczestniczyła jako sanitariuszka w walkach szwadronu z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW. Warto wspomnieć, że podczas akcji bojowych udzielała pomocy sanitarnej nie tylko rannym partyzantom, ale również rannym milicjantom, na co istnieją liczne zeznania i świadkowie.

    Kadra 5 Brygady Wileńskiej AK, rok 1945. Stoją od lewej: ppor.cz.w. Henryk Wieliczko "Lufa", zamordowany 14 marca 1949 r. na Zamku Llubelskim, por. Marian Pluciński "Mścisław", zamordowany 28 czerwca 1946 r. w białostockim więzieniu, mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" , zamordowany 8 lutego 1951 r. na Mokotowie, wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat", ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny", poległ w walce z UB 26 czerwca 1946 r. w Czerninie koło Sztumu .

    Podczas jednej z potyczek z funkcjonariuszami UB w czerwcu 1946 roku został ranny ppor. „Żelazny”. Pozostawiony na konspiracyjnej kwaterze w majątku w Czerninie, poległ 26 czerwca 1946 roku w walce z bronią w ręku, osaczony przez komunistyczną grupę operacyjną. Sierż. „Leszek”, okresowo dowodzący szwadronem, który„odskoczył” w Bory Tucholskie, nie wiedząc o śmierci „Żelaznego” wysłał„Inkę” w dniu 13 lipca 1946 roku do Gdańska, z zadaniem nawiązania kontaktu z porucznikiem, a także zakupu niezbędnych lekarstw i środków medycznych. Tak  Olgierd Christa wspominał „Inkę” w dniu wyjazdu:

    „To była bardzo skromna dziewczyna. Była bardzo obowiązkowa. Nie pamiętam, by się kiedykolwiek skarżyła, choć nie brakowało długich, forsownych marszów.  W lipcu wysłałem ją  do Gdańska po medykamenty dla oddziału. Kiedy stanęła przede mną, żeby zameldować gotowość wyjazdu, spojrzałem zdziwiony, jakbym ujrzał kogoś nieznanego. Była zawsze ubrana w wojskowy uniform i w wojskowe buty. Teraz stała przede mną smukła, uśmiechnięta,ładna dziewczyna, w pożyczonej gdzieś na wsi letniej sukience”.

    Niestety,„Leszek” nie wiedział, że zadanie jakim obarcza dziewczynę jest już nieaktualne, ale nie miał też świadomości, że jedna z łączniczek cieszących się zaufaniem dowództwa - Regina Żylińska-Mordas ps. „Regina”, podjęła współpracę z UB i wydała szereg punktów kontaktowych 5 Brygady Wileńskiej. Gdy „Inka” nocą 19/20 lipca 1946 r. zjawiła się w mieszkaniu sióstr Mikołajewskich przy ul. Wróblewskiego we Wrzeszczu, stanowiącym jeden z takich punktów, prawdopodobnie była już śledzona przez UB. Następnego dnia o świcie do mieszkania wpadli funkcjonariusze UB i aresztowali osoby tam przebywające.

    Żołnierze 4 Szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK, w górnym rzędzie od lewej: por. Marian Pluciński "Mścisław", plut. Henryk Wieliczko "Lufa", NN, plut. Zdzisław Badocha "Żelazny" , środkowy rząd: plut. Jerzy Lejkowski "Szpagat", kpr. Zbigniew Fijałkowski "Pędzel", NN, na dole: Danuta Siedzikówna "Inka", NN "Beduin", Leonard Mikulski "Sęp", NN; Białostocczyzna 1945 r.

    Danuta Siedzikówna „Inka” przeszła przez bardzo ciężkie i brutalne śledztwo prowadzone w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa w Gdańsku. Krzysztof Wójcik w artykule poświęconym „Ince” pisał:

    „Dokładnie nie wiadomo, jak dziewczyna była traktowana podczas śledztwa. Do dziś zachowały się tylko relacje pośrednie. Strażniczka o imieniu Sabina mówiła, że „Inka” była bita i poniżana podczas śledztwa [...]. Potem miał się odbyć pokazowy proces. Jeszcze przed wydaniem wyroku wiedzieliśmy, że będzie rozstrzelana - mówi były pracownik więzienia przy Kurkowej. - Władza ludowa nie miała pobłażania dla bandytów od „Łupaszki”.”

    31 lipca 1946 r., w dniu najdłuższego przesłuchania „Inki”, prokurator podpisał skierowanie jej sprawy do Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku, gdzie została rozpatrzona w trybie doraźnym. Akt oskarżenia podpisał oficer śledczy UB z Gdańska Andrzej Stawicki. Rozprawa odbyła się 3 sierpnia 1946 r. w gdańskim więzieniu przy ul. Nowe Ogrody. Najważniejszymi zarzutami postawionymi „Ince” były: udział w akcji w Starej Kiszewie oraz walkach koło Podjazdów i w Tulicach. W tym ostatnim przypadku zarzucano jej wydanie rozkazu rozstrzelania dwóch wziętych do niewoli funkcjonariuszy UB. Były to kompletnie absurdalne zarzuty, gdyż sanitariuszka po prostu nie mogła wydać takiego polecenia żołnierzom; nawiasem mówiąc zajęta była udzielaniem w tym czasie pomocy rannym. Niestety, obciążyli ją fałszywymi zeznaniami milicjanci i ubecy, ludzie, którym partyzanci darowali życie. Niezgodne z prawdą zeznania złożyli: pracownik UB ze Sztumu Eugeniusz Adamski i milicjant Franciszek Babicki. Z kolei Longin Ratajczyk, milicjant uczestniczący w potyczce koło wsi Podjazdy twierdził, że „Inka” strzelała do niego z pistoletu, co również było nieprawdą. Można jedynie domyślać się, że milicjanci kłamali na polecenie UB. Jedynie ranny pod Tulicami funkcjonariusz MO Mieczysław Mazur zeznał, iż sanitariuszka „Inka” dała mu opatrunek i nie potwierdził kłamstw swoich kolegów. Ni emiało to jednak żadnego znaczenia. Sąd skazał dziewczynę na karę śmierci. Sędziowie wydający ów wyrok, mieli pełną świadomość, że orzekają taką karę wobec osoby niepełnoletniej, bowiem informacja, iż „Inka” nie miała jeszcze skończonych 18 lat, odnotowana została w uzasadnieniu wyroku.


    Danuta Siedzikówna nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała się pod pismem do Bieruta o ułaskawienie. Pismo zredagowane w pierwszej osobie („Ja, Danuta Siedzikówna...”) podpisał jej obrońca podkreślając, iż „Inka” jest sierotą, matka zginęła z rąk Niemców, zaś ojciec zaginął wywieziony na wschód. Skład sędziowski zaopiniował prośbę negatywnie. Nie miała ona i tak żadnego znaczenia, nikt nie zmierzał traktować jej poważnie - wyrok bowiem wykonano, nim do Gdańska dotarła odmowna odpowiedź Bieruta. Okoliczność, że w dniu wydania wyroku śmierci, jak i w dniu jego wykonania „Inka” nie miała skończonych 18 lat w ogóle nie została wzięta pod uwagę. W przesłanym siostrom Halinie i Jadwidze Mikołajewskim z Gdańska grypsie z więzienia Danka napisała:

    „Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”.

    Zdanie to należy tłumaczyć nie tylko odmową podpisania prośby o ułaskawienie, lecz także przebiegiem śledztwa, podczas którego poza pseudonimami kolegów niczego nie ujawniła, a ubowcom nie udało się nawet wydobyć od niej informacji, na jakiej stacji kolejowej zaplanowano spotkanie z kurierem, który miał ją z powrotem doprowadzić do oddziału.

    Protokół wykonania wyroku śmierci na Danucie Siedzikównej "Ince".

    Danuta Siedzikówna „Inka” została rozstrzelana rankiem 28 sierpnia 1946 r., o godz. 6.15, wraz ze skazanym na śmierć oficerem 5 Brygady Wileńskiej  AK - ppor. Feliksem Selmanowiczem "Zagończykiem", dowódcą pięcioosobowego samodzielnego patrolu bojowo-dywersyjnego na okręg gdańsko-olsztyński, który zdobywał środki na działalność organizacyjną. Dwójka skazańców do końca zachowała postawę godną żołnierzy Armii Krajowej. Przed śmiercią wykrzyknęli „Niech żyje Polska!”. Dziesięciu żołnierzy ze specjalnej jednostki KBW w Gdańsku oddało niecelne strzały. „Inka” i ppor. „Zagończyk” zostali zamordowani strzałami w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego.

    Ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, zdjęcie wykonane przez UB w Gdańsku.

    Przebieg egzekucji znany jest ze szczegółowych relacji złożonych w gdańskim oddziale IPN przez dwóch świadków: ks. Mariana Prusaka, który spowiadał oboje skazańców i był przy nich do końca oraz ówczesnego zastępcy naczelnika więzienia w Gdańsku Alojzego Nowickiego, który zeznał, że „do„Inki” strzelało 10 żołnierzy, każdy miał 10 sztuk amunicji w bębnie pepeszy. Wobec niepowodzenia egzekucji, choć wystrzelono 100 kul z odległości kilku kroków, do słaniającej się dziewczyny podszedł oficer UB i z bliska strzelił jej w głowę. Zanim to zrobił, „Inka” zdążyła jeszcze krzyknąć: „Niech żyje „Łupaszko!”.”
    Mimo że miejsce pochówku „Inki” zostało przez UB utajnione, jednak nawet po śmierci niewinna sanitariuszka stanowiła duże zagrożenie dla komunistów. Jeszcze w 1969 roku ukazała się książka Jana Babczenki, byłego szefa UB w Kościerzynie i dziennikarza Rajmunda Bolduana „Front bez okopów”, w której autorzy napisali, że sanitariuszka „Łupaszki”, mordowała funkcjonariuszy UB. Dla większego efektu „Inkę” przedstawiono, jako „kruczoczarną” i „krępą” kobietę ze „szramą na twarzy”, biegającą z pistoletem błyszczącym złowrogo „oksydowaną stalą”, strzelającą z „sadystycznym uśmiechem” do funkcjonariuszy UB.

    Kłamliwa książka Jana Babczenki, byłego szefa UB w Kościerzynie i dziennikarza Rajmunda Bolduana „Front bez okopów”.

    W rzeczywistości siedemnastoletnia Danusia Siedzikówna była szczupłą szatynką i do nikogo podczas partyzanckich akcji nigdy nie strzelała.  Dzięki takim propagandowym paszkwilom do dziś w niektórych kręgach polskiego społeczeństwa funkcjonują fałszywe wyobrażenia o polskich partyzantach z okresu drugiej konspiracji.
     
    Po latach Sąd niepodległej Rzeczypospolitej uznał wyrok komunistów z 1946 roku za zbrodnię sądową. 10 czerwca 1991 roku wyrokiem Sądu Okręgowego w Gdańsku Danuta Siedzikówna została zrehabilitowana, Sąd uznał, że poniosła śmierć za działalność na rzecz niepodległego państwa polskiego.

    Symboliczne groby "Inki" i ppor. "Zagończyka" na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku.

    11 listopada 2006 r. „Inka” została pośmiertnie odznaczona przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta. Danuta Siedzikówna „Inka” ma symboliczny grób na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku, a także pomnik w Narewce, ufundowany w 2007 r. staraniem Fundacji „Pamiętamy”. Ma również tablicę pamiątkową w bazylice NMP w Gdańsku oraz kamienny obelisk w Sopocie, w parku jej imienia. 16 września 2012 r. w krakowskim Patriotycznym Parku Jordana został odsłonięty kolejny (zapewne nie ostatni) pomnik Danuty Siedzikowny "Inki", której imieniem z roku na rok nazywanych jest coraz więcej miejsc w Polsce.

    Pomnik w hołdzie Danucie Siedzikównej "Ince", przy ulicy Armii Krajowej w Sopocie, w parku jej imienia.

    "Inka" została zamordowana strzałem w głowę 28 sierpnia 1946 r. Jej ciało wrzucone do drewnianej skrzyni, przez lata spoczywało w bezimiennym grobie.
    68 lat później, 12 września 2014 r. na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, po wieloletnim śledztwie wydobyto szczątki osób, które miały przestrzelone czaszki . Znajdowały się one w czterech drewnianych skrzyniach bez wieka, zakopanych na głębokości ok. 40 cm tuż przy cmentarnym chodniku.
    W dniu 1 marca 2015 r. IPN ogłosił, że szczątki bohaterskiej sanitariuszki 5. Brygady Wileńskiej – Danuty Siedzikówny „Inki” zostały zidentyfikowane.

    W dniach 27-28 sierpnia 2016 roku, w Gdańsku, odbędą się uroczystości pogrzebowe śp. Danuty Siedzikówny "Inki" i śp. Feliksa Selmanowicza "Zagończyka".


    Organizatorami pogrzebu są Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu oraz NSZZ „Solidarność”.

    Pogrzeb państwowy śp. Danuty Siedzikówny pseudonim „Inka”, sanitariuszki 5 Wileńskiej Brygady AK, oraz śp. Feliksa Selmanowicza – pseudonim „Zagończyk”, dowódcy 2 kompanii 4 Wileńskiej Brygady AK odbędzie się w niedzielę 28 sierpnia 2016 r. – w 70. rocznicę wykonania wyroku śmierci na bohaterach przez komunistycznych oprawców.

    Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się Mszą św. w Bazylice konkatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku, o godz. 13.00, skąd kondukt pogrzebowy uda się na Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku, ul. Dąbrowskiego 2. Będzie im przewodniczył abp Sławoj Leszek Głódź.

    Dzień wcześniej, w sobotę 27 sierpnia, w Kaplicy Królewskiej Bazyliki konkatedralnej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku, w godzinach 17.00-22.00, wystawiono trumny ze szczątkami bohaterów.


    Pochówek bohaterów będzie wspólny, o czym zdecydowały ich rodziny. Oboje zginęli tego samego dnia w 1946 r., pochowani zostali też obok siebie w bezimiennym grobie. Miejsce to jesienią 2014 r. odnalazł na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku zespół poszukiwawczy IPN, kierowany przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka.
    GLORIA VICTIS !

    Więcej na temat "Inki" czytaj:

    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    70. rocznica śmierci ppor. Antoniego Kopaczewskiego "Lwa"

    70 lat temu, 8 września 1946 roku, w miejscowości Ignasin (Gmina Fajsławice) w walce z grupą operacyjną UB-MO poległ podporucznik Antoni Kopaczewski "Lew" wraz z pięcioma podkomendnymi.

    ppor. Antoni Kopaczewski "Lew"

    Antoni Kopaczewski "Lew" - jeden z wielu żołnierzy wyklętych, urodził się w roku 1918 w Majdanie Brzezickim pod Piaskami na Lubelszczyźnie. W latach trzydziestych ukończył szkołę podoficerską w Nisku i do 1938 r. pełnił służbę zawodową w Wojsku Polskim. Pracę podjętą na kolei w Warszawie przerwało powołanie do 43. pp. w Równem i wybuch wojny. Jeszcze we wrześniu tego roku Antoni Kopaczewski przedostał się w rodzinne strony i szybko włączył się do pierwszej organizacji konspiracyjnej powstającej na tym terenie – „Baonów Zemsty”, zorganizowanej przez miejscowego komendanta Związku Strzeleckiego, Jerzego Drylskiego. Po rozbiciu tej organizacji przez Niemców, nieustannie ukrywając się przed poszukującym go okupantem związał się z konspiracją ZWZ-AK w Piaskach.

    Partyzanci z oddziału Antoniego Kopaczewskiego "Lwa".

    Po wkroczeniu Armii Czerwonej i aresztowaniu m.in. szefa placówki AK w Piaskach, „Lew” odbudował struktury konspiracyjne. Jesienią 1945 r. po zdemaskowaniu rzeczywistych intencji autorów amnestii ogłoszonej dla żołnierzy podziemia niepodległościowego Antoni Kopaczewski wszedł do organizacji „Wolność i Niezawisłość”. W końcu sierpnia 1946 r. kpt. Zdzisław Broński "Uskok", na rozkaz mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory", przejął zwierzchnictwo nad liczącym wówczas ok. dziesięciu partyzantów patrolem Antoniego Kopaczewskiego "Lwa", działającym wówczas w powiecie krasnostawskim, a tym samym  podporządkował go rozkazom dowódcy zgrupowania partyzanckiego Inspektoratu lubelskiego WiN. Oddział Antoniego Kopaczewskiego odpowiadał m.in. za wydawanie konspiracyjnego pisma "Wolność i Niezawisłość".

    Żołnierze oddziału ppor. Antoniego Kopaczewskiego "Lwa" (stoi pierwszy z lewej). 1946 r.

    8 września 1946 r. funkcjonariusze UBP z Lublina i Krasnegostawu wsparci przez milicjantów przeprowadzili obławę na „Lwa” i jego podkomendnych, ukrywających się na terenie gospodarstwa związanej z oddziałem rodziny Dziechanów w Ignasinie. W kilkugodzinnej walce, poza dowódcą - ppor. Antonim Kopaczewskim "Lwem", polegli: Władysław Sampolski „Aniołek”, Stanisław Pędrak „Poleszuk”, Józef Dziachan „Pościgowy”, Tadeusz Dziachan „Leśny”, Wincenty Kisielewski „Lipa”.
    W płonących zabudowaniach śmierć ponieśli także Helena i Stanisław Dziachan wraz z 4-letnią córką Anną. Cztery osoby zostały aresztowane. Wszyscy ujęci członkowie i współpracownicy oddziału otrzymali wieloletnie wyroki więzienia.

    Żołnierze z oddziału ppor. "Lwa". Od lewej: Mieczysław Piłat "Rydz", Władysław Sampolski "Anioł".

    Przeprowadzenie skutecznej akcji przeciw partyzantom umożliwiły bezpiece informacje uzyskane od komendanta rejonu organizacji WIN Władysława Ziętka ps. "Hejnał", "Nieznany", "Kulawy", który 8 września 1946 r. został zatrzymany przez U.B. w Lublinie. Podczas brutalnego przesłuchania zeznał, że w miejscowości Ignasin gm. Fajsławice w gospodarstwie Józefa Dziachana często przebywa Antoni Kopaczewski "Lew" wraz z 5-6 ludźmi. Na tej podstawie niezwłocznie zorganizowano grupę operacyjną, złożoną z 38 funkcjonariuszy UB i MO i wysłano ją na miejsce.

    Oddział „Lwa” posiadał na Ignasinie dwie wypróbowane, stałe kwatery: zabudowania Joanny Matraszkowej oraz gospodarstwo rodziny Dziachanów. Michalina Dziachanówna "Sikorka" była łączniczką i sanitariuszką oddziału. 7 września dowódca partyzantów podjął decyzję o zmianie kwatery; noc z 7 na 8 września miała być ostatnią spędzoną w gospodarstwie Dziachanów. Nad ranem obudziły ich odgłosy dalekich strzałów. Chwycili za broń. Za chwilę z kilku kierunków, ku stodole w której spali, posypały się serie broni maszynowej. Podjęli beznadziejną walkę.
    Wincenty Kisielewski "Lipa" pierwszy wybiegł ze stodoły, prowadząc na oślep ciągły ogień ze swego erkaemu. Padł martwy po kilkunastu krokach. Wtedy „Lew” krzyknął do „Liska”:
    – Leć do mieszkania! Jak ciebie aresztują, powiedz, że zatrzymaliśmy ciebie siłą. Nie znasz nas!
    Po tych słowach „Lew” i „Aniołek” jednocześnie wybiegli ze stodoły, strzelając ze swoich MP-40. Ich automaty umilkły niemal jednocześnie, już po kilku sekundach. „Lisek” wyjrzał przez szparę w deskach i dostrzegł martwego „Lipę”, w innym miejscu nieruchome sylwetki „Lwa” i „Aniołka”. W środku pozostało już tylko dwóch – on oraz Tadeusz Dziachan „Leśny”. Ten powiedział, rezygnując z ucieczki:
    – Skacz do domu! Ja zostaję. Może się uda…
    „Lisek” wypadł z wrót stodoły i zygzakiem przebiegł ku mieszkaniu. Ścigał go jadowity syk kul. Dopadł drzwi sieni, a tam spod jego stóp dobiegł go głos:
    – Tu, do nas!
    To była piwnica. Skoczył do środka. W półmroku dostrzegł sylwetki i twarze całej rodziny Dziachanów oraz żony „Aniołka” – Janiny. Jeszcze nie wiedziała, że od kilku minut jest już wdową.

    Dom podpalony kulami zapalającymi, stanął w płomieniach. To samo stało się ze stodołą. Na nieszczęście, w pobliżu otworu piwnicy stało kilka worków azotniaku. Pod wpływem wysokiej temperatury płonącego domu, azotniak zaczął się topić wydzielając trujące związki. „Lisek” doradzał, aby trzymali usta jak najbliżej ziemi. Czteroletnia córka Dziachanów - Ania, krzyczała nieprzerwanie, wchłaniając większe dawki oparów azotniaku. Wkrótce umilkła, jak się potem okaże, śmiertelnie zatruta gazem. Jej ojciec uniósł ją wyżej w nadziei, że u sufitu piwnicy będzie więcej czystego powietrza, lecz Ania bezwładnie już zwisała z jego ramion. Wkrótce i on padł nieprzytomny.

    Po dopaleniu się ognia, z piwnicy ubecy wydobyli martwych: Stanisława Dziachana, jego córkę Anię, żonę Helenę oraz nieprzytomną żonę „Anioła”, a także siostry: Michalinę, („Sikorkę”) i Władysławę Dziachan. „Lisek” wydostał się o własnych siłach. W świetle poranka, w otoczeniu ubeków ujrzał „Nieznanego”. Zrozumiał, kto był sprawcą tragedii i jak do niej doszło. W pobliżu obory dostrzegł kolejną ofiarę pacyfikacji. Był to Józef Dziachan. Noc spędzał w oborze. W trakcie strzelaniny wybiegł na zewnątrz — i tak już został, dzieląc los pozostałych ofiar.

    Tadeusz Dziachan „Leśny”, który wcześniej pozostał sam w stodole, zaszył się w słomie. Płonąca stodoła pełna snopków, całkowicie zwęgliła jego ciało. Nie próbował uciekać. Wolał śmierć w płomieniach niż kule ubeków lub tortury. Przez kilka dni nikt nie wiedział czy przeżył, uciekł, co się z nim stało. Żywiono nadzieję, że był jedynym, który zdołał wymknąć się ze stodoły. Po kilku dniach, pod szczątkami spalonej stodoły, znaleziono i rozpoznano jego zwęglone zwłoki.

    Pośrednim sprawcą stuprocentowego sukcesu ubeków, okazał się Stanisław Pędrak "Poleszuk". W nocy zszedł z warty, udał się do sąsiednich zabudowań odległych od Dziachanów o około 150 metrów. Nad ranem został zaalarmowany warkotem zbliżających się dwóch samochodów – chevroleta i studebakera. Na widok wysypujących się z nich ubeków i kabewistów oddał kilka ostrzegawczych strzałów, aby zaalarmować kolegów, a następnie pędem skierował się w stronę lasu. Nie zdołał tam dobiec. Padł pod celnym ogniem wroga. Dla śpiących w stodole partyzantów było już jednak na ucieczkę za późno...

    (fragmenty z książki: Henryk Pająk, "Oni się nigdy nie poddali")


    Zabici podczas walki w Ignasinie żołnierze z oddziału "Lwa". Leżą od lewej:Władysław Sampolski "Anioł", Józef Dziachan "Pościgowy", Stanisław Pędrak "Poleszuk", Antoni Kopaczewski "Lew", Wincenty Kisielewski "Lipa". Zdjęcie wykonane przez UB, 8 IX 1946 r.

    Najbliżsi poległych żołnierzy WiN, wśród nich synowie „Lwa”, spotykali się z szykanami praktycznie przez cały okres PRL.
    Dnia 8 września 2006 r. na Lubelszczyźnie odbyły się uroczystości upamiętniające 60. rocznicę śmierci ppor. Antoniego Kopaczewskiego "Lwa" i jego poległych podkomendnych.

    Pomnik we wsi Ignasin, upamiętniający miejsce śmierci ppor. „Lwa” i jego podkomendnych w dniu 8 września 1946 r., odsłonięty w 60. rocznicę Ich śmierci.



    GLORIA VICTIS !!!

    Czytaj również:

    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    Odsłonięcie pomnika kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy" - Ruda Kameralna, 18 września 2016 r.


    W imieniu organizatorów zapraszam na uroczystości związane z 69. rocznicą ostatniej walki i śmierci kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy", które odbędą się w dniach 17 i 18 września 2016 r. w Zakliczynie oraz Rudzie Kameralnej, gdzie zostanie odsłonięty pomnik poświęcony kpt. "Salwie".
    Więcej informacji na załączonym programie uroczystości:



    ...Nie dajmy zginąć poległym.
    Zbigniew Herbert


    Kpt. Jan Dubaniowski "Salwa" (1912-1947)

    27 września 1947 roku, poległ w walce z obławą UB kpt. Jan Dubaniowski ps. „Salwa” , dowódca oddziału partyzanckiego „Żandarmeria”, który  w latach 1945–1947 należał do najbardziej  aktywnych jednostek partyzanckich antykomunistycznego podziemia w Krakowskiem. Faktycznie będąc oddziałem poakowskim, od 1945 r. konsekwentnie uznawał swą przynależność do Narodowych Sił Zbrojnych. Po śmierci dowódcy część jego żołnierzy walczyła z komunistami do 1951 roku.

    Jan Dubaniowski, zdjęcie z 1942 r. (archiwum rodzinne).


    Żołnierze oddziału kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy" . Dowódca stoi w środku.

    Kapitan Jan Dubaniowski "Salwa" jako jeden z nielicznych dowódców antykomunistycznego podziemia posiada swój grób. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Zakliczynie (w powiecie tarnowskim, woj. małopolskie).

    Stary grób kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy" na cmentarzu w Zakliczynie. Staraniem rodziny został on zdemontowany i w 2015 roku został wybudowany i poświęcony nowy nagrobek (zdjęcie poniżej).



    Kpt. Jan Dubaniowski "Salwa", zdjęcie powojenne (archiwum rodzinne).

    Więcej o kpt. Janie Dubaniowskim "Salwie" i jego żołnierzach czytaj:

    Strona główna>
    Prawa autorskie>


    0 0

    Odsłonięcie monumentu poświęconego por. Stefanowi Bronarskiemu ps. "Liść" i jego żołnierzom - Płock, 17 września 2016


    W imieniu organizatorów, serdecznie zapraszam na uroczyste odsłonięcie monumentu poświęconego jednemu z najbardziej zasłużonych dla Płocka żołnierzy podziemia antykomunistycznego por. Stefanowi Bronarskiemu ps. „Liść” oraz innym bohaterom walczącym z sowieckim okupantem na ziemiach Mazowsza.


    Uroczystość odbędzie się 17 września bieżącego roku i rozpocznie ją Msza św. koncelebrowana  w Bazylice Katedralnej w Płocku. Następnie uczestnicy przemaszerują na cmentarz przy al. F. Kobylińskiego. Na miejscu odsłonięty zostanie Grobowiec Rodziny Bronarskich wraz z Panteonem Żołnierzy Wyklętych. Uroczystości będzie towarzyszyć Kompania Honorowa Wojska Polskiego, udział w niej wezmą również Rodziny Bohaterów oraz rekonstruktorzy. Wydarzenie zakończy konferencja naukowa pt. „Żołnierze Wyklęci Mazowsza” zaplanowana na godzinę 14.00 w auli Centrum Edukacji  przy ul. Łukasiewicza.
    Organizatorami uroczystości są Stowarzyszenie Historyczne im. 11. Grupy Operacyjnej NSZ oraz Stowarzyszenie Starówka Płocka.
    Sponsorem konferencji naukowej jest PKN Orlen.

    W grobowcu, w którym spoczną bliscy por. Stefana Bronarskiego, będzie także mauzoleum Żołnierzy Wyklętych, w którym zostaną pochowani ci żołnierze antykomunistycznego podziemia, których szczątki zostaną odnalezione na terenie płockiej komendy policji przy ul. 1 Maja.





    Por. Stefan Bronarski "Liść", "Roman"

    Por. Stefan Bronarski „Liść”, „Roman”– ur. 17 VIII 1916 r. w Płocku. Ukończył gimnazjum im. Władysława Jagiełły w Płocku, w okresie młodości aktywnie działał w Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”. W latach 1937–1938 ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty. Po zakończeniu służby wojskowej rozpoczął studia w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Podczas wojny obronnej 1939 r. walczył w obronie Warszawy, gdzie dostał się do niewoli niemieckiej, z której szybko zdołał się wydostać. Od 1940 r. w konspiracji, początkowo w szeregach Narodowej Organizacji Wojskowej na terenie Płocka, gdzie brał udział w akcjach dywersyjnych (m.in. w spaleniu magazynów z materiałami łatwopalnymi i rozdzielni elektrycznych w Płockiej Stoczni Rzecznej), następnie w Narodowych Siłach Zbrojnych w pow. Przasnysz. Wiosną 1944 r., po scaleniu NSZ z AK, objął dowództwo Kedywu Inspektoratu i Obwodu Płockiego AK (podlegały mu dwa plutony bojowe). Za dowodzenie akcjami zbrojnymi został odznaczony Krzyżem Walecznych i awansowany do stopnia podporucznika.

    Stefan Bronarski

    Po wkroczeniu wojsk sowieckich nie zaprzestał działalności niepodległościowej. Na rozkaz Inspektora Płocko-Sierpeckego AK ppor. Michała Tomczaka „Bończy” organizował na terenie powiatów płockiego, płońskiego i sierpeckiego pierwsze struktury samoobrony, gromadził broń, ukrywał i legalizował ściganych przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa żołnierzy AK. Latem 1946 r. utworzył strukturę Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, występującą jako 11. Grupa Operacyjna NSZ. Nie ujawnił się podczas amnestii w 1947 r. i kontynuował walkę przejmując działające nadal oddziały Ruchu Oporu Armii Krajowej. Podległe mu oddziały wykonały kilkadziesiąt akcji przeciwko komunistycznemu aparatowi represji. 26 IX 1948 r. w Warszawie został aresztowany wraz z większością członków sztabu 11. Grupy Operacyjnej NSZ.

    Proces sztabu "XXIII” Okręgu NZW. Na ławie oskarżonych siedzą od lewej: Jerzy Wierzbicki "Dodek”, Stanisław Lewandowski "Ogrodnik”, Jan Przybyłowski "Onufry” (stoi), Stefan Bronarski "Liść”, "Roman”, Stefan Majewski "Szczepan”, Wiktor Stryjewski "Cacko”, Jan Nowak "Korab”.

    Na mocy wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie por. Stefan Bronarski "Liść" został zamordowany 18 stycznia 1951 r. w więzieniu mokotowskim. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane.

    Czytaj również:

    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0
  • 09/30/16--01:40: WARTO OBEJRZEĆ... (97)

  • Historia Roja
    czyli w ziemi lepiej słychać
    (DVD)
    Film fabularny, produkcja: Polska, scenariusz i reżyseria: Jerzy Zalewski, premiera: 4 marca 2016, premiera DVD: 29 września 2016, czas trwania: 133 min.
    Obsada:

    • Krzysztof Zalewski-Brejdygant - St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój"
    • Wojciech Żołądkowicz - St. st. Bronisław Gniazdowski "Mazur"
    • Piotr Nowak - Wyszomirski
    • Mariusz Bonaszewski - Kpt. Zbigniew Kulesza "Młot"
    • Jerzy Światłoń - Chor. Józef Kozłowski "Las"
    • Marcin Kwaśny - Por. Roman Dziemieszkiewicz "Pogoda"
    Premiera DVD pierwszego filmu fabularnego zrealizowanego w hołdzie żołnierzom wyklętym.

    "Historia Roja", to polski dramat wojenny z 2016 roku w reżyserii Jerzego Zalewskiego. Opowiada historię Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. "Rój", żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.


    Wiosna 1945 roku. 20-letni Mieczysław Dziemieszkiewicz, ps. „Rój”, traci starszego brata, dowódcę oddziału Narodowych Sił Zbrojnych na Mazowszu, zamordowanego przez żołnierzy sowieckich. Wraca w rodzinne strony i wstępuje do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Jako dowódca oddziału partyzanckiego przez kolejnych 6 lat kontynuuje walkę o wolną Polskę z sowieckim okupantem, siejąc postrach wśród funkcjonariuszy UB i kolaborantów. Komunistyczne władze robią wszystko, aby namierzyć i zlikwidować „wroga władzy ludowej”.



    "Historia Roja", to awanturnicza opowieść o dwudziestoletnim chłopaku, który po wojnie formuje własny oddział partyzantki antykomunistycznej. Działający w ramach Narodowego Zjednoczenia Wojskowego oddział Roja walczył do 1951 roku, kiedy to jego dowódca poniósł śmierć w obławie wojsk KBW, UB i LWP. Jest to historia sześciu lat walki i wielu spektakularnych akcji zbrojnych, historia egzekwowania prawa tam, gdzie zapanowało komunistyczne bezprawie, ale także opowieść o miłości, szczęściu, buncie i zdradzie, którego doświadczali młodzi partyzanci w najintensywniejszym okresie swojego życia. Losy Roja i jego żołnierzy zostały w okresie PRL całkowicie zafałszowane i do dziś pozostają praktycznie nieznane.


    Rój bliski jest archetypicznej postaci Anioła Zemsty lub Świętego-Wojownika. Jest ucieleśnionym mitem - pocieszycielskim dla ludzi, za których walczy, złowrogim dla przeciwników. Ludność wielbi go i darzy czcią, szczególnie przepadają za nim dzieci, z którymi doskonale się porozumiewa (sam jest przecież w istocie "młodziankiem"). Jak istota mitologiczna ma dar zjawiania się nagle w dowolnym miejscu i czasie, toteż chłopi nigdy nie tracą nadziei na jego pomoc, zaś wrogowie nie mogą zaznać spokoju nawet w otoczeniu licznej i potężnie uzbrojonej straży.
    Ich strach przed Rojem jest tak wielki, że niektórzy przypisują mu zdolność przebywania w kilku miejscach na raz! Jego Los jest z góry zapisany i wiadomo, że zmierza ku męczeńskiej śmierci. Widz nie śledzi tych losów z ciekawości, "co będzie dalej" i "jak to się skończy", lecz, jak w antycznej tragedii, odbywa z bohaterem oczyszczającą drogę ku zagładzie, która jest jednocześnie odrodzeniem.



    Twórcy filmu pragną oddać sprawiedliwość zapomnianym obrońcom Boga, Honoru i Ojczyzny, ale także zrozumiałym, współczesnym językiem porozumiewać się z młodymi widzami. Zasadnicze pytanie filmu brzmi: "czy warto bronić przegranych spraw". Skoro jednak istnieje impuls ich obrony, pozostaje nadzieja, że nie są one do końca przegrane...
    (filmpolski.pl)

    HISTORIA ROJA - oficjalny zwiastun [HD]


    Film DVD do nabycia m.in.:

    St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój"  na czele oddział u, 1948 r .

    Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”
    , ur. 25 stycznia 1925 r. w Zagrobach, syn Adama i Stefanii ze Świerdzewskich. W 1939 r. ukończył szkołę powszechną w Różanie. W czasie okupacji uczęszczał na kursy tajnego nauczania w Makowie Mazowieckim, pracując jednocześnie w niemieckim przedsiębiorstwie przewozowym. Wiosną 1945 r. został wcielony do 1 zapasowego pułku piechoty w Warszawie, skąd na wiadomość o śmierci brata, zamordowanego w czasie napadu rabunkowego przez żołnierzy sowieckich w listopadzie 1945 r., zdezerterował i zbiegł na teren powiatu ciechanowskiego.

    Stefania Dziemieszkiewicz, matka "Roja" i brat "Roja", por. Roman Dziemieszkiewicz "Adam", "Pogoda", zamordowany przez sowietów jesienią 1945 r.

    Wkrótce wstąpił do oddziału NSZ-NZW ppor. Mariana Kraśniewskiego „Burzy”, przybierając pseudonim „Rój”. Początkowo był łącznikiem między komendą okręgu a komendą powiatu. W 1948 r. został awansowany do stopnia starszego sierżanta. Na polecenie dowódcy kompanii Mariana Koźniewskiego „Waltera”, wobec masowych aresztowań dokonywanych przez UB w Ciechanowie, stworzył patrol Pogotowia Akcji Specjalnej NZW, którego został dowódcą. Jako dowódca patrolu PAS dowodził wieloma akcjami przeciw komunistom, siłom bezpieczeństwa oraz ich agenturze.

    Pierwszy z lewej sierż. Ildefons Żbikowski "Tygrys", trzeci st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".

    Komendant „Rój” i jego żołnierze dokonali kilkudziesięciu udanych akcji zbrojnych przeciwko KBW i UB, m.in.:
    • 3 listopada 1947 – akcja na osadę Barańce (gm. Bartołdy), opanowano posterunek MO i zabito funkcjonariusza UB,
    • 1 kwietnia 1948 roku w okolicy wsi Trzebucza w przygotowaną zasadzkę wpadł transport więźniów z Węgrowa do Warszawy; zlikwidowano oficera UB dowodzącego transportem porucznika Dobieszewskiego oraz kaprala KBW Kamińskiego; oswobodzeni więźniowie nie zdecydowali się na przyłączenie do oswobodzicieli,
    • 16 marca 1948 – w osadzie Gąsocin (pow. ciechanowski) zabito dwóch współpracowników UB,
    • 12 lipca 1948 – walka z grupą operacyjną KBW i UB pod Pniewem Wielkim,
    • 10 listopada 1948 - walka z grupą operacyjną KBW i UB pod Wyrębem Karwackim,
    • 22 listopada 1948 – zasadzka na UB pod Gołyminem,
    • 28 listopada 1948 – zasadzka na UB pod Nasielskiem,
    • 28 grudnia 1948 – walka z grupą operacyjną KBW i UB pod Szlasami Żalnymi.

    Stoją od lewej: st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" i sierż. Ildefons Żbikowski "Tygrys".

    Oddział „Roja” zlikwidował łącznie 12 funkcjonariuszy UB (w tym szefa PUBP w Ciechanowie por. Tadeusza Mazurowskiego), MO i członków ORMO oraz ponad 20 współpracowników UB i KBW. W starciach i potyczkach z oddziałem poległo kilkunastu żołnierzy KBW.

    Oddział Komendy Powiatowej NZW "Ciężki" dowodzony przez Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" (stoi trzeci od lewej), wiosna 1948 r.

    W 1951 roku resort bezpieczeństwa nie dawał ciągle za wygraną i działania operacyjne mające doprowadzić do likwidacji "Roja" i jego ludzi zataczały coraz szersze kręgi. Liczbę agentów i informatorów skierowanych przez UBP do rozpracowania pozostałości jego oddziału można obliczać na kilkaset osób. Większość z nich była zmuszana do współpracy groźbą i szantażem.
    Zwerbowano tą drogą m.in. agentkę „Magdę”, córkę państwa Burkackich ze wsi Szyszki, u których "Rój" często bywał. „Magda” utrzymywała stały kontakt z „Rojem”, darzącym ją szczególnym zaufaniem i uczuciem – kilkakrotnie prosił ją o rękę. Funkcjonariusze UBP pisali w raporcie, że agentka „Magda”
    [...] zdecydowała się oddać „Roja”, mając ku temu szerokie możliwości, ponieważ „Rój” darzy ją kompletnym zaufaniem, co świadczy o tym, że stawiał jej kilkakrotnie propozycję wyjścia za mąż i wstąpienia do bandy.
    Jej rodzice zostali aresztowani przez UB i skazani na karę 6 i 8 lat więzienia. 13 kwietnia 1951 roku wróciła ona z Warszawy, być może była w UB. Według powszechnej opinii pracownicy UBP za wydanie „Roja” obiecali jej zwolnienie rodziców z więzienia, skazanych za współpracę z partyzantami. Wracając ze stacji kolejowej do domu wstąpiła do sąsiadów. Tutaj przyszedł także jej brat, powiedział, że „Rój” z „Mazurem” są u nich w domu i wyszedł. Po krótkim czasie także i ona wyszła. Nie wiadomo tylko czy widziała się z „Rojem” czy nie. Pewne jest, że poszła do nauczycielki i wzięła od niej rower. Pojechała do miejscowości Gzy, około 8 km od Szyszek i tam zameldowała o miejscu kwaterowania „Roja”.

    Gospodarstwo Burkackich w kolonii Szyszki, ostatnie miejsce schronienia Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" i Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".

    Szopa, w której znajdowała się kryjówka "Roja" i "Mazura".

    W wyniku tego donosu 13 kwietnia 1951 r. „Rój”, który przebywał wówczas wraz z Bronisławem Gniazdowskim „Mazurem” w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki (gm. Kozłowo, pow. pułtuski) został otoczony. W akcji brało udział 270 żołnierzy z I Brygady KBW i nieustalona liczba funkcjonariuszy UBP i MO. Gospodarstwo zostało otoczone potrójnym pierścieniem tyraliery. Akcję grupy operacyjnej wspierał samolot zrzucający flary oświetlające teren. Po kilku godzinach od rozpoczęcia akcji obaj wyszli z ukrycia i podjęli próbę przedarcia się przez kordon przeciwnika. Padli w krzyżowym ogniu broni maszynowej.
     
    Z raportu dowództwa I Brygady KBW z likwidacji st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” i st. strz. Bronisława Gniazdowskiego „Mazura” w dn. 13 kwietnia 1951 r., wnioskować można, że jeden z partyzantów, ciężko ranny, w momencie zbliżania się do niego grupy ope racyjnej popełnił samobójstwo.
    [...] O godzinie 23.00 w zabudowaniu, w którym przebywała banda, zaobserwowano podejrzane ruchy, po czym zauważono szybko zbliżających się dwóch bandytów w kierunku prawego skrzydła północno-zachodniej części obstawy. Na odległość 40-50 m strz. Mrożek Zdzisław i strz. Lorec Bronisław, zauważywszy zbliżających się bandytów, z pm-ów otworzyli seryjny ogień, po strzałach tych usłyszano jęki bandytów. Ta część obstawy, która w tym czasie zauważyła bandę, otworzyła po nich ogień. Na rozkaz d[owód]cy baonu ogień przerwany, który trwał od trzech do czterech minut. W dalszym ciągu teren oświetlono rakietami w celu zorientowania się w sytuacji, w tym czasie zauważono w odległości około 45 metrów ustawiony na nóżkach rkm i skierowany lufą w kierunku obstawy oraz leżących obok niego dwóch bandytów.
    Słysząc jęki, dowódca batalionu kpt. Goraj zdecydował: wysłać grupę w sile trzech ludzi + pies służbowy (ppor. Światłowski) w celu ujęcia jeszcze żywego bandyty. W czasie zbliżania się grupy do rannego usłyszano z ich strony pistoletowy strzał, dowódca baonu, licząc się ze stratami, na linię obstawy wycofał grupę w celu powtórnego użycia grupy i psa służbowego na dłuższej lince. Po wyruszeniu grupy oraz oświetleniu terenu rakietami zbliżająca się grupa zauważyła, że obaj bandyci są zabici (godz. 23.20). Nie ściągając przez całą noc obstawy, około godz. 6.00 dokładnie przeszukano melinę, gdzie wykryto bunkier, w którym to ukrywała się banda.
    Działania zakończono o godz. 7.00 [...].
    Źródło: CAW, 1580/75/1466, k. 39-42, oryginał, mps.

    Bronisław Gniazdowski "Mazur" i Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", polegli 13 IV 1951 r. w kolonii Szyszki - zdjęcie wykonane przez UB.

    Zdjęcie pośmiertne Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja".

    Zdjęcie pośmiertne Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".

    Upozowane przez funkcjonariuszy UBP zdjęcie Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" z elementami umundurowania, którego nigdy nie używał (beret z milicyjnym orzełkiem i trupią główką, trupia główka na kołnierzu bluzy).

    St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" należał do najwybitniejszych, najbardziej energicznych i zdeterminowanych dowódców polowych XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Cieszył się poparciem ludności, dzięki któremu mógł tak długo działać i utrudniać komunistom utrwalanie swej władzy. Poległ w walce o wolną i niepodległą Polskę.

    8 sierpnia 1945 r. został odznaczony Krzyżem Walecznych. 13 października 2007, za wybitne zasługi dla niepodległości Polski, prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Został również odznaczony Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego.
    GLORIA VICTIS !!!

    Obejrzyj film dokumentalny Jerzego Zalewskiego:
    Elegia na śmierć "Roja"


    Więcej na temat st. sierż. "Roja" czytaj:
    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    65. rocznica śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego"

    ...Nie dajmy zginąć poległym.
    Zbigniew Herbert

    Ppor. Edward Taraszkiewicz "Żelazny"

    65 lat temu, 6 października 1951 roku, we wczesnych godzinach rannych Grupa Operacyjna "Włodawa", w składzie dwóch batalionów KBW, wzmocniona funkcjonariuszami WUBP Lublin i PUBP Włodawa (ok. 600 osób), okrążyła znajdujące się w Zbereżu nad Bugiem [pow. Włodawa] zabudowania Teodora Kaszczuka, w których kwaterował ostatni dowódca oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa ppor. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" wraz z trzema żołnierzami: Józefem Domańskim "Łukaszem", Stanisławem Marciniakiem "Niewinnym" i Stanisławem Torbiczem "Kazikiem".

    Ppor. Edward Taraszkiewicz "Grot", "Żelazny", "Tomasz". Zima 1946/1947.

    W trakcie zamykania linii okrążenia "Żelazny" podjął próbę przebicia się przez kordon obławy. Ostrzeliwując się, partyzanci przerwali pierwszą linię okrążenia, po czym napotkali stojące przy drodze samochody KBW. Podchodząc do szoferów podali się za pracowników UB, co zdezorientowało żołnierzy i pozwoliło na ich obezwładnienie. "Żelazny" kazał jednemu z nich wywieźć poza zasięg obławy, jednak ten skierował samochód wprost na operującą w pobliżu 2. kompanię KBW oraz sztab dowodzenia operacją. Dojeżdżając do miejsca postoju dowództwa szofer uspokoił "Żelaznego", że jest tutaj tylko kilku żołnierzy, następnie nagle zatrzymał samochód i wyskakując z niego krzyknął: „ognia, w samochodzie banda!”. .. [google maps]

    Czerwiec 1947. Od lewej: Henryk Wybranowski "Tarzan" († 6 XI 1948), Edward Taraszkiewicz "Żelazny" († 6 X 1951), Mieczysław Małecki "Sokół" († 11 XI 1947), Stanisław Pakuła "Krzewina" (skazany na wieloletnie więzienie).

    Edward Taraszkiewicz ps. „Grot”, „Żelazny”, „Tomasz”, zdjęcie wykonane w Jagodnie (gm. Ludwin, pow. Lubartów) przez Zygmunta Bejstera na początku maja 1951 r.

    W trakcie krótkiego starcia, jakie się wywiązało, polegli "Żelazny" i "Kazik". Ujęto ciężko rannego "Łukasza" i „Niewinnego". Podczas ostrzału zabudowań, w których ukrywali się partyzanci, zostali zabici gospodarze – Teodor i Natalia Kaszczuk. Ze strony komunistów zginął jeden oficer i trzech żołnierzy KBW, jeden oficer WUBP, rannych zostało czterech żołnierzy KBW.

    Zbereże (pow. Włodawa). Miejsce ostatniej walki ppor. "Żelaznego". Zdjęcie wykonane przez UB po tragicznych wydarzeniach 6 X 1951 r. Między domami widoczna droga, którą próbowali się przebić "Żelazny" i jego ludzie. Po prawej stronie widoczny dom sędziego Dremlaka (stoi do dziś). Czerwonym krzyżykiem oznaczono przybliżone miejsce śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", w którym obecnie stoi pamiątkowa kapliczka. [kliknij w zdjęcie aby powiększyć] .

    Obecny widok drogi i domu sędziego Dremlaka. Dom z lewej strony już nie istnieje.

    Zbereże (pow. Włodawa). Obecny widok miejsca rozlokowania sztabu Grupy Operacyjnej i śmierci ppor. "Żelaznego".

    Po likwidacji oddziału na podstawie zeznań zatrzymanych aresztowano kilkadziesiąt osób, które pomagały „Żelaznemu". 7 października 1951 r. aresztowano Romana Dobrowolskiego „Ostrożnego", u którego znaleziono archiwum oddziału. W pokazowym procesie na sesji wyjazdowej w Urszulinie skazano go na śmierć i 3 grudnia 1951 r. zamordowano w więzieniu na Zamku w Lublinie. Jego siostra Janina Dobrowolska skazana została na 12 lat więzienia.

    Roman Dobrowolski ps. "Ostrożny", współpracownik oddziału „Żelaznego”, aresztowany 7 października 1951 r., skazany na śmierć i 3 grudnia 1951 r. zamordowany na Zamku w Lublinie.

    "Łukasz" i "Niewinny" 14 sierpnia 1952 r. zostali skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie, na sesji wyjazdowej we Włodawie, na karę śmierci. Wyroki wykonano 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. W tym samym procesie na karę śmierci skazana została Regina Ozga "Lilka", której wymiar kary zamieniono na dożywotnie więzienie. Za współpracę z oddziałem "Żelaznego" skazano również trzech braci Kaszczuków: Stanisława – na karę dożywotniego więzienia; Józefa – na karę 12 lat więzienia, i Bronisława – na karę 10 lat więzienia.

    Józef Domański "Łukasz", zamordowany 12 I 1953 r.

    Stanisław Marciniak "Niewinny", zamordowany 12 I 1953 r.

    Ten krótki opis ostatnich akordów wieloletniej walki "Żelaznego" i jego ludzi z komunistami to siłą rzeczy suche fakty. Nie pozwalają zrozumieć, co czuli ci walczący do końca, bez nadziei na zwycięstwo, żołnierze sprawy wolności. Być może choć trochę pomocne w tym będą wyjątki z listu"Żelaznego" do siostry Rozalii napisanego na początku 1951 r., a więc kilka miesięcy przed śmiercią:

    [...] Gdy przypomnę sobie tylu kolegów i naszych najlepszych ludzi, którzy nam pomagali i których kości popróchniały, mimowolnie mnie dławi, a dla przykładu przytoczę niektóre fakty i szczegóły. W roku 1946 grupa nasza liczyła 48 ludzi, dziś z nich zostałem tylko sam jeden, wszyscy niemal złożyli swe młode życie na szali Ojczyzny. Wszystkie grupy, które operowały w tym czasie na terenie Lubelszczyzny spotkał taki sam los i koniec. Ci, co zostali, to tylko jednostki, które tylko cudem Bożym żyją i dalej niosą sztandary swoich rozbitych oddziałów. [...]. Jakiego trzeba hartu ducha i sił, aby ludzie tacy jak my mogli w tak okropnych warunkach pracować, a praca, którą wykonaliśmy, to praca bezcenna, która obecnie nie ma znaczenia, lecz z chwilą wybuchu będzie na pewno miała znaczenie bardzo duże. Czy to jest praca dla swoich własnych korzyści? Na pewno nie! [...]. O ile żyję do tej pory, przypisuję to łasce najwyższego Boga. Inny człowiek na moim miejscu, mając broń i będąc w takim podziemiu, na pewno stałby się wykolejeńcem, jednak gdy chodzi o mnie, to zawsze gorąco Boga proszę w codziennym różańcu, by mi dał siłę wytrwać w tej ciężkiej pracy i trudach, który dźwigam na swych barkach. Widocznie Bóg dobry iskierkę łaski [ma] dla mnie, bo naprawdę przez tyle lat walki ręce moje nie splamiły się niczym brudnym czy czyjąś krzywdą.[...].

    Do dziś miejsca pochówku „Żelaznego" i zdecydowanej większości jego podkomendnych pozostają nieznane.

    Ppor."Żelazny" poległ mając 30 lat, z których 6 poświęcił na bezkompromisową walkę z komunistycznym zniewoleniem, najpierw jako z-ca dowódcy w oddziale swojego brata por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia", a po jego śmierci 3 I 1947 r. dowodząc pozostałymi u jego boku straceńcami.
    Przez pół wieku komuniści, by zniszczyć pamięć o braciach Taraszkiewiczach i ich żołnierzach, piórami usłużnych propagandzistów i literatów zrobili z nich pospolitych bandytów, patologicznych morderców. Dopiero po 1989 r. powoli zaczęła przebijać się do opinii publicznej prawda o tych ostatnich bohaterach Antykomunistycznego Powstania, lecz nawet w wolnej Polsce potrzeba było prawie 20 lat by mogli zostać upamiętnieni tak jak na to zasłużyli - okazałym pomnikiem w reprezentacyjnym miejscu ich rodzinnej Włodawy, wybudowanym dzięki staraniom Fundacji „Pamiętamy”. [google maps]

    Swoistym dopełnieniem elementarnej sprawiedliwości i oddaniem im hołdu było nadanie przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego,  postanowieniem z dnia 20 sierpnia 2009 r. „za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej”, pośmiertnie obu braciom - „Jastrzębiowi” i „Żelaznemu” - Krzyży Wielkich Orderu Odrodzenia Polski - Polonia Restituta, jednego z najwyższych polskich odznaczeń państwowych. 25 września 2010 r. w imieniu dowódców odebrała je ich siostra, Pani Rozalii Taraszkiewicz – Otta.

    Rozalia Tarszkiewicz-Otta, siostra por. "Jastrzębia" i ppor. "Żelaznego", 25 IX 2010 r.

    28 września 2012 r. na ścianie budynku Urzędu Miejskiego w Parczewie odsłonięto mural poświęcony Żołnierzom Wyklętym z oddziału ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego". Uroczystość uświetnił swoją obecnością mjr Stanisław Pakuła "Krzewina", jeden z bohaterów, którego wizerunek upamiętniono na muralu, a zarazem adiutant i ostatni żyjący żołnierz ppor. "Żelaznego".
    [kliknij w zdjęcie aby powiększyć]

    [kliknij w zdjęcie aby powiększyć]
    GLORIA VICTIS !!!

    Poniżej zdjęcia wykonane przez bandytów z UB 6 października 1951 r. na  dziedzińcu PUBP we Włodawie. Leżą zabici: Stanisław Torbicz "Kazik" (z lewej) i Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (z prawej). W środku siedzi Stanisław Marciniak "Niewinny", skazany na karę śmierci, zamordowany wraz z Józefem Domańskim "Łukaszem" 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie.




    Stanisław Torbicz ps. "Kazik". Pośmiertne zdjęcie wykonane przez UB. Na czole widoczna rana po kuli.

    Pośmiertne zdjęcie ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", wykonane na dziedzińcu PUBP we Włodawie 6 X 1951 r. Na ciele widoczny (na granicy zawinięcia koszuli) ślad po kuli, która go zabiła.


    [kliknij, aby obejrzeć program]


    [kliknij, aby obejrzeć program]
      Z racji tej tragicznej rocznicy zapraszam do lektury opowieści przybliżającej okoliczności, które doprowadziły do osaczenia i śmierci ppor. „Żelaznego”: Więcej o walce ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i jego brata Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" czytaj w kategorii Im poświęconej: Czytaj również:

    Strona główna>
    Prawa autorskie>


    0 0
  • 10/10/16--02:26: WARTO PRZECZYTAĆ... (98)

  • Ksawery Jasiak
    Podziemie antykomunistyczne na ziemi sieradzkiej w latach 1945-1955
    Wydawnictwo: Polish Druk, Sieradz 2016, ss. 159.


    W publikacji ukazano losy osób zaangażowanych w działalność konspiracyjną na terenie ziemi sieradzkiej w latach 1945-1955, a ich pogmatwane życiorysy są odzwierciedleniem procesu podejmowania trudnych wyborów, dokonywanych często wbrew sobie. Niektórzy z nich świadomie i z pełną odpowiedzialnością za swoje działania walczyli do ostatniej kropli krwi, a inni – w przypadku ujęcia – czasem bez wahania zdradzali towarzyszy broni i współpracowników, narażając ich na poważne represje, często również śmierć. Losy tego pokolenia, okaleczonego przez wojnę i dwa systemy totalitarne, ukazują z brutalną szczerością naturę ludzką, która nie zawsze jest tylko dobra lub wyłącznie zła. W obliczu zagrożenia okazywało się, że największy bohater ze strachu zdradzał swoich towarzyszy, a człowiek, który dotąd nie wykazywał się nadzwyczajną odwagą, mógł narażając swoje życie ich ocalić.

    Materiał źródłowy, wykorzystany w niniejszym opracowaniu, stanowią dokumenty wytworzone przez Służbę Bezpieczeństwa, Milicję Obywatelską, Wojska Wewnętrzne (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego), Główny Zarząd Informacji Wojska Polskiego oraz organizację antykomunistyczną pn. Konspiracyjne Wojsko Polskie, m.in. z oddziału por. Kazimierza Skalskiego ps. "Zapora". Źródłami uzupełniającymi tekst książki są relacje weteranów podziemia niepodległościowego oraz wydane wcześniej pozycje monograficzne dotyczące Konspiracyjnego Wojska Polskiego.


    Książka do nabycia za zaliczeniem pocztowym w cenie 25,00 zł. Kontakt w sprawie zakupu książki:

    • Tadeusz Chowański, 98-200 Sieradz, ul. Dworska 8, tel. 501 504 399, e-mail: skor-tex@wp.pl
    Poprzednia książka tego autora - monografia Konspiracyjnego Wojska Polskiego:
    Strona główna>
    Prawa autorskie>

    0 0

    63. rocznica zamordowania kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara"

    ...Nie dajmy zginąć poległym.
    Zbigniew Herbert
    Kpt. Kazimierz Kamieński "Gryf", "Huzar"
    63 lata temu, 11 października 1953 r., w białostockim więzieniu komunistyczni bandyci zamordowali ostatniego dowódcę 6. Brygady Wileńskiej AK, legendarnego kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara".

    Kazimierz Kamieński "Huzar" należał do najdłużej i najskuteczniej walczących żołnierzy Polski Podziemnej. Do dziś jest dla mieszkańców Podlasia legendą, a dla historyków symbolem pokolenia, które nie zawahało się stawić opór obu najeźdźcom, przechodząc długą drogę od lokalnych konspiracji niepodległościowych, poprzez ZWZ-AK, następnie struktury poakowskie (AKO) i Zrzeszenie "WiN", by zakończyć swój szlak w szeregach niezależnych organizacji poakowskich. Wojenne oraz powojenne dzieje Kazimierza Kamieńskiego i jego podkomendnych to trzynaście lat nieprzerwanej walki z obydwoma wrogami wolności Polski – z hitlerowskimi Niemcami i z komunistami, zarówno z Sowietami, jak i z rodzimymi zdrajcami Ojczyzny.

    Kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar" w wyniku prowokacji przygotowanej przez MBP - związanej ze sprawą tzw. V Komendy WiN - został zwabiony podstępnie do Warszawy i tam 27 X 1952 r. aresztowany. W końcu marca 1953 r. w dwóch pokazowych procesach w Łapach i Ciechanowcu kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i jego pięciu żołnierzy skazano na karę śmierci. Rada Państwa odmówiła skorzystania z prawa łaski. Starannie wyreżyserowany proces stał się narzędziem najbardziej brutalnej komunistycznej propagandy – żołnierzy Armii Krajowej oskarżano w nim o współpracę z Niemcami, działanie z niskich pobudek, itp. Te propagandowe kłamstwa powtarzali później, niemal do czasów nam współczesnych, sprzedajni historycy, literaci i publicyści.  Oprócz kpt. "Huzara", w dniach 22 IX i 11 X 1953 r., zamordowano również pięciu jego żołnierzy. Byli to:

    • Mieczysław Grodzki  "Żubryd",
    • Wacław Zalewski "Zbyszek",
    • Kazimierz Parzonko "Zygmunt",
    • Kazimierz Radziszewski "Marynarz",
    • Józef Mościcki "Pantera".
    Miejsce ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane...

    GLORIA VICTIS !


    Od lewej: ppor. Witold Buczak "Ponury", kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar", N.N.

    Patrol oddziału "Huzara". Od lewej: Mieczysław Grodzki "Żubryd" , Eugeniusz Tymiński "Ryś", Tadeusz Kryński "Rokita", Stanisław Gontarczuk "Rekin". Zdjęcie z 1950 r.

    Podlasie, prawdopodobnie 1950, żołnierze z oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara", stoją od lewej: sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus", 22 sierpnia 1952 otoczony przez GO UB-KBW popełnił samobójstwo, Józef Brzozowski "Zbir", "Hanka", zginął latem 1952 w walce z KBW; Wacław Zalewski "Zbyszek", zamordowany 11 X 1953 r. w więzieniu w Białymstoku , ppor. Witold Buczak "Ponury", zginął w walce z KBW 28 maja 1952 r.,  NN"Jurek", Eugeniusz Welfel "Orzełek", zginął w walce z KBW 30 IX 1950 r.

    Podlasie 1951 r., kadra oddziału "Huzara". Stoją od lewej: Kazimierz Jakubiak "Tygrys" († 10 V 1952) , Eugeniusz Tymiński "Ryś" († 30 V 1951) , Wacław Zalewski "Zbyszek" († 11 X 1953) , Józef Mościcki "Pantera" († 22 IX 1953) , siedzą od lewej: Kazimierz Parzonko "Zygmunt" († 22 IX 1953) , Adam Ratyniec "Lampart" († 11 V 1952) .

    Żołnierze kpt. "Huzara". Chwila odpoczynku przy muzyce, od lewej: Kazimierz Parzonko „Zygmunt” († 22 IX 1953) , Kazimierz Radziszewski „Marynarz” († 22 IX 1953) i NN.

    Pierwszy z lewej: agent MBP wprowadzony w początkowej fazie rozgrywki z "Huzarem" - Janusz Terlikowski , były akowiec z Obwodu AK Bielsk Podlaski, a w 1952 r. TW "Rytel", "Ryglewski".

    Marian Strużyński vel Reniak. Zdrajca i agent UB wprowadzony do oddziału kpt. "Huzara", sprawca aresztowań i śmierci wielu wybitnych żołnierzy Niepodległościowego Podziemia, m.in. w 1949 r. oddziału "Wiarusy", skupiającego byłych żołnierzy mjr. Józefa Kurasia "Ognia", działający na Podhalu .


    Kpt. Kazimierz Kamieński „Gryf", „Huzar" , ur. 8 I 1919 r. we wsi Markowo Wólka gm. Piekuty pow. Wysokie Mazowieckie, w rodzinie pochodzenia drobnoszlacheckiego (jego ojciec posiadał duże gospodarstwo i jednocześnie pełnił funkcję wójta tej wioski). Ukończył Gimnazjum Handlowe w Wysokiem Mazowieckiem. Następnie jako prymus ukończył 10-miesięczną szkołę podchorążych rezerwy kawalerii, po czym skierowany został do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Szkolenie zakończył uzyskując stopień kaprala podchorążego rez. kawalerii. Otrzymał przydział do 9 psk (Dywizjon Osowiec). W szeregach tej jednostki wziął udział w wojnie obronnej 1939 r., przechodząc jej cały szlak bojowy. Brał udział m.in. w walkach na pograniczu z Prusami Wschodnimi, oraz w dalszych działaniach odwrotowych - aż po Lubelszczyznę. Po dołączeniu do Grupy Operacyjnej "Polesie" uczestniczył w ostatnich bitwach Września w rejonie Kocka jako konny łącznik pomiędzy dowódcą 9 psk i dowódcą GO "Polesie" (podczas tej służby zabito pod nim cztery konie, on sam odniósł tylko lekkie kontuzje). Dostał się do niewoli niemieckiej, z której od razu zbiegł, jeszcze w październiku 1939 r., i powrócił w rodzinne strony, na teren okupacji sowieckiej. W konspiracji pracował od pierwszych tygodni 1940 r., początkowo w lokalnej organizacji Podlaski Batalion Śmierci (tzw. Legion Podlaski). Zaprzysiężony w ZWZ-AK od maja 1940 r. Ścigany przez NKWD, w 1940 r. znajdując się w sytuacji przymusowej miał ponoć zabić dwóch funkcjonariuszy usiłujących go aresztować. W okresie okupacji niemieckiej pełnił pod pseudonimem "Gryf" różne funkcje dowódcze w Komendzie Obwodu ZWZ-AK Wysokie Mazowieckie (m.in. dowódcy plutonu terenowego, szefa uzbrojenia i adiutanta KO). Wiosną 1944 r. dołączył do lotnego oddziału Kedywu Obwodu Wysokie Mazowieckie dowodzonego wówczas przez ppor. Romana Ostrowskiego "Wichra". Uczestniczył w akcjach zbrojnych, m.in. w czerwcu 1943 r. w walce pod Lizą, w akcji pod Szepietowem w maju 1944 r., w czerwcu 1944 r. w akcji na bagnie Podosie (likwidacja bandy komunistyczno - rabunkowej) i w akcji "Burza" w lipcu 1944 r. Po lipcu 1944 r. szef samoobrony Obwodu AK-AKO-WiN Obwodu Wysokie Mazowieckie.
    Działalność"po wyzwoleniu" rozpoczął późną jesienią 1944 r. z przydzielonym przez Komendanta Obwodu czteroosobowym patrolem. Po kilku miesiącach miał już spory oddział partyzancki w sile plutonu (podlegały mu też 4 rejonowe grupy dyspozycyjne i partyzanckie). Wykonał kilkadziesiąt akcji przeciw UBP, KBW, NKWD i ich agenturze. Awansowany do stopnia podporucznika (2 XI 1943 r.), porucznika (1 VI 1945 r.), w WiN przedstawiony do awansu na kapitana (30 IV 1946 r.). Za męstwo i zasługi został odznaczony Krzyżem Walecznych. W okresie amnestii lutowej 1947 r. dowodzony przez niego oddział został rozformowany, zaś większość żołnierzy ujawniła się. Sam nadal ukrywał się, wkrótce wokół niego skupiła się grupa byłych żołnierzy AK - WiN ściganych przez UBP i zagrożonych aresztowaniem, co pozwoliło na odbudowę oddziału partyzanckiego. W maju 1947 r. podporządkował się por./kpt. "Młotowi", zaś dowodzona przez niego grupa weszła na zasadach autonomicznych w skład 6 Brygady Wileńskiej AK. Po śmierci "Młota" w czerwcu 1949 r. objął komendę nad pozostającymi w polu patrolami 6. Brygady Wileńskiej AK.
    O poparciu jakim cieszył się wśród mieszkańców Podlasia świadczy fakt, że utrzymał się w polu niemal do końca 1952 r. W wyniku prowokacji przygotowanej przez MBP - związanej ze sprawą tzw. V Komendy WiN - został zwabiony podstępnie do Warszawy i tam 27 X 1952 r. aresztowany. 26 III 1953 r. skazany na karę śmierci przez WSR w Warszawie w procesie pokazowym na sesji wyjazdowej w Łapach i 11 X 1953 stracony w więzieniu w Białymstoku (miejsce pochówku nieznane).
    11 listopada 2007 r. Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski "Polonia Restituta".
    1 8 listopada 2007 roku, z inicjatywy Fundacji "Pamiętamy", w centrum miasta Wysokie Mazowieckie odbyła się uroczystość odsłonięcia pomnika upamiętniającego kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i jego żołnierzy z oddziałów partyzanckich Obwodu AK-AKO-WiN Wysokie Mazowieckie oraz 6. Brygady Wileńskiej AK poległych w latach 1944 – 1953. Pomnik Fundacji "Pamiętamy" w Wysokiem Mazowieckiem upamiętniający kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i jego żołnierzy.

    Zainteresowanych historią walki kpt. "Huzara" i jego żołnierzy  zapraszam również do pobrania i lektury publikacji  wydanej przez Fundację "Pamiętamy" - Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, KAZIMIERZ KAMIEŃSKI „HUZAR” - ostatni podlaski komendant 6 Brygady Wileńskiej AK i jego żołnierze 1939-1952 [kliknij w okładkę] >
    Czytaj również:
    Strona główna>
    Prawa autorskie>

older | 1 | .... | 7 | 8 | (Page 9) | 10 | 11 | .... | 14 | newer